Co nowego?

hesja Air-Art Photography

19 CZE 2026

ANTIDOTUM 2026

i peszek w Lesznie...

W związku z tym, że na terenie pokazów lotniczych Antidotum Airshow Leszno 2026 nasze stowarzyszenie SPFL AIR-ACTION wraz z Sony Polska robiło wspaniałą wystawę zdjęć lotniczych, postanowiłem po kilkuletniej nieobecności wybrać się na tę wspaniałą imprezę. Nie miałem żadnej rezerwacji, w żadnym hotelu, więc dogadałem się z Rafałem Wylęgała (Sony), że rozbijemy sobie przy nich mały namiocik na terenie strefy Spotter i tam będziemy koczować przez 2 dni pokazów. Prognozy pogody na czas pokazów były z każdym dniem coraz bardziej dramatyczne. Najpierw prognozowano tylko i aż potężnie wysoką temperaturę, a na tydzień przed imprezą w prognozach pojawiły się również burze. Wyglądało na to, że będzie się działo. 
W piątek rano przyjechaliśmy na miejsce imprezy i co nas niemal zabiło to fakt, że o 9:30 rano było już 27 stopni w cieniu! Nie było czym oddychać. To zdecydowanie pogoda nie dla mnie. Kilka chwil i byłem cały zalany potem. Dodatkowo oddech zabrało mi oglądanie naszej wystawy: „Okiem SPFL”. Była genialna i zupełnie szczerze nigdy ani nigdzie wcześniej takiej lotniczej wystawy nie widziałem! Wielkie prace rozpostarte na barierkach strefy foto, a każda nietuzinkowa, wykonana podczas rozmaitych pokazów lotniczych, wizyt w bazach czy sesji air-to-air. Kryterium wyboru zdjęć było tylko i aż jedno – miały być wyjątkowe! :) Po obejrzeniu wystawy z jeszcze opadniętą szczęką, zabrałem się za rozbijanie namiotu. W tym czasie rozpoczął się poranny trening formacji Wietnam składający się ze śmigłowców AH-1S Cobra i Bell UH-1 "Huey oraz samolotów An-2  i OV-10 Bronco. Wiedziałem, że jeszcze ich dziś zobaczę i to w lepszym świetle, więc nie odrywałem się od rozwiązywania plątaniny linek, szpilek, rurek i pokryć naszego namiotu. Nagle usłyszałem huk uderzającego w ziemię samolotu! Spojrzałem na lotnisko i zobaczyłem kończącego ślizganie się po trawie mojego ulubionego Bronco! Do końca nie wiedziałem co się wydarzyło. Wyglądało to albo na lądowanie bez podwozia, albo uderzenie w ziemię z racji zbyt niskiego i zbyt wolnego, niskiego lotu. Z przerażeniem patrzyłem jak pilot samodzielnie próbuje wydostać się z kabiny samolotu stojącego w kłębach dymu. Ostatecznie wyszedł i położył się na trawie lotniska. Po chwili przyjechała karetka i straż pożarna. Powiedziałem do Agaty, że jak tak się zaczynają pokazy, to ciekawe jak się skończą! Trochę sobie walnąłem przepowiednię heh…

Bronco popołudniu. Zniszczony na tyle, że ponoć zadecydowano, iż juz latać nie będzie, ale zostanie w Lesznie w roli pomnika.

Ostatecznie pilota zabrała karetka, a my rozbiliśmy namiot i zajęliśmy się tym, co tygryski lubią najbardziej, czyli rozmowami z przyjaciółmi fotoloto przy zimnym piwku i smażonej kiełbasce. Pokazy miały się rozpocząć po południu. Dla mnie najciekawsza, ta odrzutowa część, zaplanowana była po godz. 18:30. Analiza prognozy pogody wskazywała, że z każdą chwilą, zwłaszcza wieczorem, będzie coraz gorzej. Nie nastawiałem się na wiele. Kontynuowaliśmy pićko, jedzonko, rozmowy z przyjaciółmi nie tylko z Polski, ale też i z UK już na strefie spotter. Była genialna atmosfera. Późnym popołudniem postanowiliśmy przenieść się na strefę północną. Trochę poczekaliśmy na busa, ale w końcu udało nam się tam dostać. Na miejscu zorientowaliśmy się jednak, że prognozowana burza zbliża się szybciej niż myśleliśmy, więc nie było sensu tam zostawać dłużej. Zatem zamiast fotografować, to zaś czekaliśmy na busa, albo nim jechaliśmy. Wróciliśmy na teren pokazów i wreszcie, choć przez kilkanaście minut porobiłem zdjęcia kręcącym się nad nami Szwedom. Po pokazie samolotu Saab SK 37E Viggen ze Swedish Air Force Historic Flight, burzowa chmura była już tak blisko, że przerwano pokazy i całe towarzystwo zaczęło się z imprezy ewakuować.

Zerwała się potężna wichura i ochrona w strefie spotterskiej nakazała wszystkim uciekać. Wszystkim, którzy nie mogli się schować w swoich samochodach. My nie mieliśmy samochodu na strefie, a tylko lichy namiot. Postanowiłem zatem zostawić mój podstawowy zestaw foto czyli aparat Nikon Z9 i obiektyw Nikkor 500mm f/4 ED AF-S VR na stole w takim stojącym obok, nazwijmy go pancernym namiocie, który był solidnie przykotwiczony do ziemi. Dlaczego tam? Ano dlatego, że patrząc na nasz namiot podejrzewałem, że jeżeli będzie potężna burza, a wszystko na to wskazywało, to możemy na nim odlecieć, a wraz z nami mój zestaw foto. Nie widziałem też opcji wyjścia ze strefy, bo dokąd? Co z namiotem, ciuchami, pozostałym sprzętem?  Ochrona stała się coraz bardziej nachalna i wyrzucała wszystkich ze strefy, więc zgarnąłem Agatę i wiedząc, że mój sprzęt jest bezpieczny, wskoczyliśmy do naszego namiotu. Słyszeliśmy jak całe towarzystwo opuszcza strefę i zaczęła się burza. Wiał potężny wiatr, który sprawił że razem z Agatą kucając w przedsionku, trzymaliśmy namiot żeby po prostu nie odleciał. Po chwili zaczęły tuż nad nami walić pioruny! Sytuacja nie była wesoła, bo z jednej strony byliśmy bezpieczni, gdyż obok nas stała potężna konstrukcja trybuny foto, która przynajmniej teoretycznie powinna przejąć wyładowania atmosferyczne, ale z drugiej strony słyszeliśmy trzaski tej konstrukcji, które następowały pod wpływem wiatru i istniało potężne ryzyko, że cała ta instalacja zwali się akurat na nasz namiot! W takim napięciu, siłując się z wiatrem, deszczem i wlewającą się do przedsionka wodą, trwaliśmy przez jakieś 45 minut! Gdy w końcu wiatr ucichł położyliśmy się żeby odpocząć, by po chwili wyjść, żeby zobaczyć jak wygląda sytuacja po przejściu żywiołu.

Woda na trybunie foto i genialne odbicia dramatycznego nieba.

Tuż po odparciu ataku natury.

Jeszcze szczęśliwi :)

Wszystko wyglądało serio jak po armagedonie! Platforma foto potężnie powyginana.

Platforma foto potężnie powyginana.

Zdjęcia naszej wystawy powyrywane i rozrzucone po całej okolicy. Wszędzie szczątki namiotów i instalacji wystawowych. W pierwszym ruchu pobiegłem jednak zobaczyć czy z aparatem i obiektywem wszystko okej. Ku mojemu zdziwieniu i wielkiemu przerażeniu okazało się, że ani mojego, ani żadnego sprzętu w pancernym namiocie nie ma! Za to obok stał częściowo zawalony namiot Sony. Front namiotu uległ naporowi wiatru i po prostu namiot się zawalił. Na nim zaś, zebrała się spora ilość wody. Ekipa z Sony zaczęła likwidować tę kałużę. Mówili, że przed samą burzą, dla bezpieczeństwa, właśnie do tego namiotu przenieśli cały sprzęt z namiotu pancernego. Miałem nadzieję, że mój sprzęt jest w ostatniej komorze namiotu, która nie uległa żadnej dewastacji. Po wylaniu wody okazało się jednak, że mój sprzęt leżał właśnie w przedsionku namiotu, dokładnie pod tą potężną kałużą! Wziąłem go do ręki. Wyglądało to tak, jakbym go wyciągnął z jeziora. :( Wyjąłem baterię, wylałem wodę z Z9 jak ze szklanki! Byłem totalnie wkurwiony! Ktoś, tuż przed samym nadejściem burzy, przerzucił mój sprzęt z pancernego namiotu do namiotu Sony, kładąc go nie tam gdzie niemal wszystkie sprzęty Sony, czyli w ostatniej bezpiecznej komorze, ale bezpośrednio w przedsionku i to na podłodze! Boże co trzeba mieć w głowie, żeby tak zostawić sprzęt?! Ja nawet w mieszkaniu nigdy nie zostawiam sprzętu na podłodze, gdyż w przypadku zalania wodą mógłby zostać uszkodzony! Nie wiem do dzisiaj kto to zrobił, chociaż mam pewne, w miarę konkretne podejrzenie :(  Ta wiedza już jednak nic nie zmieni, bo przecież nie zabiję człowieka. Totalnie załamany wziąłem sprzęt do nas. Próbowałem wytrzeć ile się da przynajmniej z zewnątrz, aczkolwiek widziałem i czułem, że w środku chlupie woda. Znam podobne historie z przeszłości jak to moim znajomym topił się sprzęt, chociażby na kajakach. Niestety elektronika nie lubi się z wodą i szanse, że cokolwiek z mojego sprzętu jeszcze będzie do odzyskania były minimalne. 
Piątkowe, wieczorne pokazy oczywiście zostały odwołane. My zajęliśmy się zbieraniem resztek naszej wspaniałej wystawy fotograficznej i alkoresetem głów, bo co innego zrobić w takiej sytuacji? W nocy poszliśmy na Hangar Party. Idąc przez teren pokazów oglądaliśmy skalę zniszczeń, jakich natura dokonała podczas tej jednej godziny grozy. Na imprezie spotkaliśmy znajomych i oczywiście do późna jedliśmy, piliśmy i plotkowaliśmy o tym i owym. Po Hangar Party poszliśmy do namiotu, ale jak się okazało nie spać. Nie dało się, gdyż noc została wykorzystana do naprawy wszystkich uszkodzeń infrastruktury Antidotum. Też stojącej obok nas trybuny foto. Panowie uwijali się ze swoimi młotkami i tymi wszystkimi rurkami do samego rana. No co zrobić? :)
Naprawdę się postarali, gdyż sobotni ranek na terenie pokazów wyglądał tak, jakby w piątkowy wieczór nic się nie zadziało. Serio wielki szacun! Nie miałem ani sprzętu ani nastroju, żeby zostać na kolejny dzień pokazów, zwłaszcza że prognozy na wieczór były podobne jak na piątek. Rano osuszyliśmy się na ile mogliśmy, zwinęliśmy nasz namiot, bagaże i sprzęt i wróciliśmy do Warszawy - baaardzo na tarczy! Nie pamiętam w swoim życiu pokazów lotniczych, z których wróciłbym tak zdruzgotany. A przecież na wielu imprezach byłem. Ponoć sobotnie pokazy okazały się już klasycznym sukcesem Antidotum. I dobrze! Zarówno dla spragnionych wrażeń ludzi, jak i organizatorów, którzy przez tę całą sytuację napracowali się jeszcze bardziej niż zwykle. Ja niestety nie dałem rady zostać. Psycha mi bardzo siadła, a to u mnie nie jest normalne. Ogłaszam się zatem za największego przegrywa Antidotum Leszno 2026. Ponoć złe dni są po to, żebyśmy wiedzieli, które są dobre.

Prawdopodobnie moje ostatnie zdjęcie poczynione Z9 i 500mm f.4
W poniedziałek rano zawiozłem sprzęt do serwisu Nikona, żeby sprawdzili czy coś się tam jeszcze da odzyskać. Minął tydzień i póki co nie mam żadnej odpowiedzi, gdyż zdecydowana większość najlepszych techników jest obecnie na Mistrzostwach Świata w piłce kopanej. Nie spodziewam się zbyt wiele…

Kilka moich zdjęć z Antidotum Airshow Leszno 2026 szału nie ma.

 

Tło:

zamknij

© 2026 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: Onepix. | DRE STUDIO