Piknik lotniczy w Góraszce miał w tym roku dla mnie zupełnie inny wymiar. Poza pokazami w powietrzu miałem też akcję promocyjną mojego albumu. Do tego były to w zasadzie pierwsze pokazy, na które wyruszyła ekipa SPFL w takiej liczbie i… już w naszych nowych koszulkach :)
Jeżeli chodzi o aspekt lotniczy to była to wg mnie jedna z najciekawszych Góraszek w historii. No w końcu było to jubileuszowe 15-te wydanie! W powietrzu działo się bardzo dużo. Swoją obecnością zaszczycili Góraszkę między innymi Hurricane i Spitfire, zespoły Flying Bulls i Baltic Bees. Dla mnie najciekawszą pozycją programu był mimo wszystko nasz stary/nowy SB Lim-2. Ta kapitalna maszyna nie dość, że cudownie wygląda to jeszcze pięknie porusza się i brzmi w powietrzu. Urzekła mnie jego wyjątkowa zwrotność. Latający Lim przywołał obrazy z mojej przeszłości, kiedy to starając się dostać do Liceum Lotniczego w Dęblinie, kilka dni przesiedziałem na lotnisku obserwując starty i lądowania będąc już wtedy pod ogromnym wrażeniem książki Smugi na niebie - Ryszarda Grundmana. Ten były dowódca 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego Warszawa kapitalnie opisał wszelkie aspekty bojowego treningu na tych wspaniałych na ów czas samolotach. Ech, móc wtedy pojechać i przyfocić na lotniskach takie przeloty Ił-28 w asyście Limów… Dobra, powrót do teraźniejszości. Kapitalne wrażenie zrobiły też czeskie latające byki, czy klasyczne Spit i Hurricane. Lekki niedosyt pozostawiły MiG-29 i F-16 (to, że będą mieć tak okrojony pokaz było niestety wiadome już dużo wcześniej) no i Baltic Bees – którzy wg mojej oceny zrobili zarówno w sobotę jak i w niedzielę tylko pół pokazu. Mimo to ich premiera w naszym kraju i to w Góraszce to bardzo fajny aspekt :) Nie zabrakło oczywiście przepięknego jak zawsze pokazu Jerzego Makuli na jego Foxie czy Roberta Kowalika na Extrze 300. To oczywiście nie wszystkie punkty programu ale te zwróciły szczególnie moją uwagę.