Tekściwo

hesja Air-Art Photography

08 PAŹ 2012

AXALP 2012

Fotorelacja

­Axalp 2012

Relacja z Axalp 2007
Relacja z Axalp 2009

Miałem w tym roku nie jechać do­ Axalp. Sezon był tak przeładowany atrakcjami, że jedna impreza więcej czy mniej niewiele by zmieniła. Byłem tam w końcu już cztery razy i to chyba we wszystkich okolicznościach przyrody i pogody. Dodatkowo brak urlopu i wyssane niemal do zera fundusze pomogły bardzo w podjęciu decyzji na NIE. Z zamiarem niejechania trwałem do połowy września. Gdy jednak nadeszły pierwsze chłodne poranki, gdy powiało takim rześkim jesiennym powietrzem – włączyło mi się w głowie to, co włącza mi się zawsze o tej porze roku od 2007 roku – tęsknota za Axalp. Dobiłem się ostatecznie oglądając po raz chyba setny film „Poetry With 35000 lbs of Thrust” i już wiedziałem, że nic mnie nie odwiedzie od pojechania. A w zasadzie nie od pojechania, lecz od powrotu do Axalp w tym roku.

Mapka okolicy pokazów w Axalp

­

Poniedziałkowy trening
Stoję na podejściu pod KP (główny szczyt terenu pokazów – patrz mapka). Z reguły wychodzę sporo wcześniej od reszty ekipy. Nie tylko dlatego, że moja kondycja nie jest już taka jak kiedyś i wejście zajmuje mi sporo więcej czasu. Głównie dlatego, że kocham te góry właśnie takie jakie są o tej piątej czy szóstej rano. Podczas wędrówki o tej porze następuje przejście od nocy, poprzez brzask aż do świtu i wschodu słońca. Najpierw ka­pitalnie widać nocne niebo skąpane masą gwiazd, które tak mocno świecą, iż zdają się rzucać cień! W tej fazie góry są tylko i aż niczym innym jak odmianą czerni. Tą czernią, na której nie widać żadnych gwiazd. No – prawie żadnych, gdyż widać gwiazdki typowo axalpowe, czyli mniejsze bądź większe gwiazdozbiory przemieszczających się światełek czołówek kolejnych grup miłośników lotnictwa, pokonujących dolinę. To wspaniały widok i wspaniała chwila. Uwielbiam robić przerwy we wspinaczce i odwracając się raz po raz do tyłu patrzeć jak z każdą chwilą zmienia się sceneria. Jak kontury gór zaczynają być coraz bardziej wyraźne, jak niebo staje się coraz jaśniejsze i jak wraz z ubywaniem gwiazd na niebie przybywa tych czołówkowych gwiazdek w dolinie. Sam moment zdobycia szczytu to dla mnie zawsze jedna z najszczęśliwszych chwil w roku :) Szczególnie teraz, dziś, kiedy wspinam się po dwuletniej przerwie, podczas której nieźle się zapuściłem fizycznie. Udało się! Jestem na górze i ponownie podziwiam otaczający mnie widok. Gwiazd na górze już prawie nie ma, a w dolinie już widać nie tylko światła czołówek, ale i zarysy ludzi, do których te czołówki są doczepione. Z lewej strony niebo staje się coraz jaśniejsze. To znak, że niebawem wzejdzie tu słoneczko.

Górki przed wschodem słońca
Do tego jednak czasu przebieram się w suche i ciepłe ciuchy, wyciągam aparat i próbuję oddać na zdjęciach panującą wokół atmosferę. Mało jest miejsc na świecie gdzie panuje tak wszędobylski pozytyw! Kolejne osoby docierają do mety swojej wspinaczki ciesząc się z tego faktu niezmiernie. Ci, którzy już weszli, biegają z aparatami podziwiając zjawiska jakie maluje na niebie alpejski świt. Nie ukrywam – to też dla tych właśnie chwil tu przyjeżdżam! Uwielbiam je wręcz!

Wspinaczka słońca po niebie sprawia, że na KP robi się coraz cieplej, ale też światełko robi się coraz mniej mistyczne. Jest też coraz więcej ludzi. Każdy wybiera sobie miejsce do focenia. Ci pierwsi mieli możliwość wyboru, prognozując skąd będzie najlepiej widać. Ci, którzy przychodzą teraz, niestety muszą brać co jest. Dziś będą tylko treningi więc dużego tłumu nie ma, ale i tak jest o wiele więcej ludzi niż o tej porze w latach poprzednich. Informacja o tych pokazach zatacza coraz szersze kręgi i coraz więcej osób chce sprawdzić osobiście, czym tak naprawdę jest Axalp? Nie wiedzą, że to rodzaj narkotyku, który wciąga i nie chce puścić! Zwłaszcza tych prawdziwych lotniczych świrów. Dla nich (czyli dla nas) jest to narkotyk trójfazowy. Pierwsza faza to wspaniała przyjacielska atmosfera panująca zarówno w miejscach rezydowania, jak i na alpejskich szczytach. Druga to potęga, piękno i wyjątkowość szwajcarskiego lotnictwa. Trzecia to te cudowne alpejskie klimaty będące połączeniem wyjątkowych widoków oraz możliwości sprawdzenia swoich sił podczas wspinaczki. Narkotyk, który daje jedyną możliwość zrobienia wyjątkowych zdjęć lotniczych, niemożliwych do zrobienia przez zwykłego śmiertelnika gdziekolwiek indziej!

Jak to zwykle bywa podczas treningowych dni, tak i dziś zastanawiamy się czy "będą latać?". Z samym tym pytaniem wiąże się sporo ciekawych anegdot, jakie przyszło nam przeżyć w latach poprzednich. Ale to nie miejsce i czas by o nich pisać :) Z reguły loty rozpoczynają się w okolicach godziny 9.00, zawsze jednak poprzedzone są przylotem śmigłowca z ludźmi obsługującymi wieżę. Dlatego odgłos wspinającego się nad dolinką śmigłowca jest zawsze bardzo mile widziany i wyczekiwany. Około godziny 8.30 przylatuje do nas ta dobra nowina w postaci zgrabniutkiego Eurocoptera. A więc... "będą latać"!

Jest obsługa wieży, znaczy będą loty!
Radość w narodzie rośnie z chwili na chwilę i tuż przed godziną 9.00 wszyscy już stoją z odbezpieczonym sprzętem foto gotowym do natychmiastowego strzału. Jeżeli będzie tak jak w latach poprzednich, to za kilka sekund w dolinie pojawi się para Hornetów, które z potężną prędkością przelecą nad bądź przed nami siejąc dziesiątkami flar! Zjawisko to trwa kilka sekund, więc jest bardzo łatwe do przegapienia. Stąd pełna mobilizacja w narodzie. Oczy, a może nawet bardziej uszy pracują na 200% swoich możliwości! Jest godzina 9.00. Kumulacja emocji! A w powietrzu cisza... Po 9.00 nadeszła i 9.10 i też 9.20. Radość i entuzjazm powoli ustępują, gdyż niebo z pięknego i mistycznego o świcie, robi się coraz bardziej szare i brzydkie. Niestety uprawiana przez nas dziedzina fotografii bazuje na świetle zastanym. Nie jesteśmy w stanie go modyfikować, a jedynie biernie przyglądać się temu co się na niebie dzieje i albo radować się wyjątkowym szczęściem, albo tak jak teraz... trochę smucić, gdyż przy takim niebie nawet gdyby przyleciał Raptor, zdjęcia by głów nie urywały. Jest godzina 10.00. Brzydkie niebo i panująca w powietrzu cisza skutecznie podcinają nam skrzydła. Nagle jednak widzimy jakiś ruch w narodzie. Biegniemy na stanowiska, bo rzeczywiście w powietrzu zaczyna narastać jakiś dźwięk. To Pilatus! No niby nie Hornet ale... ale zawsze coś :) Jak na szwajcarskiego pilota przystało, lata nim w tych górkach naprawdę zacnie.

Pilatus na przystawkę
No! Zaczęło się latanie. Kilka minut po Pilatusie słyszymy, że w naszą stronę zbliża się coś poważniejszego. Już go widać w obiektywach ale... to nie Hornet! Tak, zdecydowanie to nie Hornet, ale oczekiwany przez wszystkich JAS-39 Gripen! Podobno Szwajcarzy zamierzają zakupić te samoloty celem zastąpienia nimi leciwych już F-5. Bardzo się cieszymy na widok "Gripexa" gdyż to zawsze jakaś odmiana od bądź co bądź już dość nudnego, wiecznie tego samego zestawu maszyn w Axalp. Gripen jednak lata dość asekuracyjnie. Prawdopodobnie jest tu tylko po to by wyczuć góry. Co więcej – porobić też zdjęcia! :) My fotografujemy Gripexa, a pilot z drugiej kabiny fotografuje nas :)

Gripex Max :)
Wreszcie coś nowego z górami w tle!
No fajna zabawa! Jakby było komuś mało fotografowania, to po chwili pojawia się jeszcze inny Pilatus, w którym też siedzi człowiek z aparatem i robi zdjęcia Gripenowi! Na tej wyjątkowej sesji pojawia się też kolejna modelka – to szwajcarski Hornet, który już po chwili pozuje do zdjęć razem z Gripenem.

Dwie modelki i stanowisko fotograficzne :)
Pan fotograf podczas pracy
Raz po raz, powolutku przelatują przed nami. No jak na reklamową sesję to z pogodą się raczej nie wstrzelili. Kończy się foto sesja i na plac boju wkraczają "prawdziwe" samoloty czyli…? Całe stado F-5! Zaczyna się prawdziwe axalpowe latanie ze strzelaniem do poszczególnych tarcz.

Początek strzelania F-5
Po F-5 przyleciał solista na Hornecie i prezentuje nam trening swojego nowego show! Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dużo figur zostało podpatrzonych u Horneta fińskiego. Przecież nie tak wcale dawno temu obaj soliści latali w norweskim Bodø i co tu dużo mówić – Fin pięknie pozamiatał. Fajnie, że Szwajcar podpatrzył między innymi jak rzucać flary, tylko jeszcze musi to robić dużo bliżej publiki, bo teraz nawet przez obiektyw 500mm ledwie co widać.

Flary strzelane w fińskim stylu!
Pozujemy, pozujemy :)
Flary nad głowami? To lubimy!
Akcja na deskach tego alpejskiego teatru rozkręca się w najlepsze. Hornety chyba poczuły krew, bo po soliście zlatuje się ich całe stado! Przyleciały i sieją do tarcz tańcząc charakterystyczny "Axalp Stajl" :) Wszystko ładnie pięknie, ale niestety światło jest coraz gorsze. Do tego potwierdza się plotka o zakazie używania dopalaczy więc... Panuje ogólna szarość. Nie zmienia jej też pokaz Patrouille Suisse, którzy wyglądają tu pięknie za każdym razem.

Szwajcarski Patrol plus górki plus chmurki!
Mijaneczka!
Takie tam :)
Po raz kolejny
Takie klimaty tylko w Axalp!
Pojawia się coraz więcej chmur i trening powolutku zmierza ku końcowi. Wiele osób już poszło na dół. Nam się jakoś nie spieszy. Ta chęć pozostania do samego końca a nawet kapkę dłużej zostaje nagrodzona. Na horyzoncie ponownie pojawia się pojedynczy samolot, który mknie w naszą stronę. To Gripen! Tym razem robi już pokaz i trzeba mu przyznać, że zasuwa dość dynamicznie, ale o dziwo – bardzo krótko. Ewidentnie warunki pogodowe pokrzyżowały plany nie tylko nam. Co gorsza – prognoza na następne dni jest beznadziejna.

Deszcze w Meiringen
Pogoda w tym roku postanawia po raz kolejny pokazać, kto rządzi w górach. Na szczęście nie robi tego tak hardkorowo jak w roku 2011, kiedy to z powodu silnych opadów deszczu zdecydowano o całkowitym odwołaniu imprezy. Od naszego powrotu z poniedziałkowych treningów prawie non stop pada deszcz. Sytuacja jest na tyle niefajna, że nawet organizatorzy na swojej stronie umieścili informację, że ani we wtorek ani w środę nie ma lotów w górach. Dzięki temu drobnemu gestowi z ich strony nie mamy dylematów czy może jednak się w góry nie wdrapywać. Możemy i wieczory i noce poświęcić na szeroko pojętą "integrację"! Sporo osób z naszej ekipy jest tu pierwszy raz – niech od początku nabiorą dobrych nawyków :) Niektórzy jednak nie wierzą organizatorom i idą w góry ale... tylko po to, by jeszcze bardziej od nas zmoknąć. Bo my przecież też mokniemy, ale na dole – w Meiringen. To że nie ma lotów w górach nie znaczy przecież, że nie ma ich wcale. Siedzimy zatem pod parasolami przy Bazie i raz po raz focimy deszczowe starty i lądowania. Chwilami jednak tak leje i jest tak ciemno, że nie daje się zrobić w miarę dobrego zdjęcia nawet na bardzo wysokim ISO.

Pierwsze starty - widziane z drugiego końca pasa
Mimo odległości efekt jest piorunujący!
Od razu po oderwaniu od pasa - w górę!
Trudno! Jest za to super zabawa i nadzieja, że chociaż czwartek uda się fotograficznie ogarnąć tam wysoko w górach. Prognozy na czwartek są stosunkowo dobre. Niestety nie ma zielonego koloru na stronie organizatora, jest jednak informacja, że ostateczna decyzja o pokazach zapadnie w czwartek rano o godzinie 8.00. Tak czy siak – i tak trzeba będzie w czwartek rano iść w góry.

Chmurki i mgiełki prześcigają się w pomysłowości
Każde miejsce co chwilę wygląda inaczej
Górka nad nami - jedna z wielu jej twarzy
Włączają się światła do lądowania, wszyscy pędzą do pasa a tu... Pilatus :)))
Para startuje podczas oberwania chmury
Dzięki temu - istne szaleństwo za samolotem!
Niektórzy robią to na dopalaczach - mniam :)
Deszcz + słoneczko = tęcza :)
Lądowanie w kałuży
Szerszenie kołują do domu
Tygrysek?
Pokazowy czwartek
Jest obrzydliwie wczesny, czwartkowy poranek. Z trudem otwieram oczy by rzucić nimi w kierunku nieba. Łapię ostrość na nieskończoność i widzę… gwiazdy! Znaczy się chmury dały sobie spokój i można cisnąć na górę! Z radością zbieramy się z naszego pięknie położonego domku, by już za chwil kilka podziwiać wstający dzień ponownie stojąc na KP. Jest cudownie! Jeszcze ładniej niż w poniedziałek. Niebo pokrywają jedynie delikatne chmurki. Tylko te, które bogowie zesłali by wyszły jeszcze ładniejsze zdjęcia alpejskiego świtu. Atmosfera jest wyjątkowa. Wszyscy są pewni że będą loty, ale na stronie organizatora nadal jest czerwona ramka i zastrzeżenie, że decyzja o pokazach zapadnie dopiero o godzinie 8.00. Czekamy zatem, choć w naszych głowach decyzja już zapadła.

Dzisiejszy poranek jest jeszcze piękniejszy!
KP i Wildgarst o poranku
Mariorz poluje na wschodzące słoneczko
Przez 500-tkę rzeczywiście widać więcej!
Axalp SPFL Air-Action Team 2012 - a to i tak nie wszyscy :)
Przylatuje dobra nowina!
Zdjęcie jak z shiftem :P A to tylko Rega pajacuje nad człowiekami
W końcu jest godzina 8.00 i na stronie organizatora pojawia się potwierdzenie naszych przekonań! Pokazy odbędą się zgodnie z planem! Pięknie! Będzie się działo! W zasadzie już się dzieje. Coraz więcej ludzi wchodzi na górę. Przychodzi też deoc, który podobno dlatego się spóźnił, gdyż całą noc sypał na góry wapno, byśmy na zdjęciach mieli wrażenie śniegu! :) No i rzeczywiście – górki pięknie białym posypane, słoneczko świeci, mordy się wszystkim cieszą! Jest bajka…

Żarty żartami, ale zbliża się 9.00 czyli… godzina Hornetów. Wszyscy niby na luzie, ale w powietrzu powoli zaczyna panować spinka, by nie przegapić ich nalotu. Wszyscy wypatrują oczy w gotowości. Jak ja lubię ten stan! Jeszcze chwila i… są! Przez dolinkę ze sporą prędkością ciśnie para w ciasnym szyku! Jeszcze sekunda i… Hornety sieją dziesiątkami flar, rozświetlając cienie nieosłonecznionego stoku góry! Po odpaleniu flar przelatują nad nami! To jest naprawdę genialny manewr. Do tego super światełko, dobre ustawienia sprzętu, w efekcie muszą wyjść świetne zdjęcia!

Para nalatuje na nas w dolinie
Pierwsze flary!!!
I kolejne, kolejne itd. :))
Nie ma jednak czasu na ich przeglądanie, bo przylatują kolejne 18-tki i zaczynają trening strzelecki. „Axalp Stajl” zapanował nad Alpami! :) Zabawa na całego. Najpierw F-18, potem F-5 wykonują strzelania do poszczególnych tarcz. Chcąc zrobić dobre zdjęcia – nie można stać w jednym miejscu. Naloty z prawej strony fajnie wychodzą z miejsca całkiem przy skarpie. Na naloty od przodu biegnę w okolicę boku wieży by przyfocić maszyny wlatujące za sąsiadującą górę – tam jest zawsze najwięcej oderwań! Naloty od tyłu – wbiegam na górkę z drugiej strony wieży. Biorąc pod uwagę fakt, że każdą z tarcz po kolei obsługują w ten sam sposób kolejne maszyny – jest czas na przymierzenie się i zrobienie dobrego zdjęcia. Inną sprawą jest fakt, że każdy pilot robi przelot trochę inaczej, a przez to w każdej z grup samolotów (4 sztuki F-18, 6 sztuk F-5!) już po chwili mamy swojego ulubieńca, na którego nastawiamy się bardziej z foceniem. Tak więc jak ktoś myśli, że to taka prosta sprawa, to jest w błędzie. Z każdą zmianą tarczy następuje przetasowanie, a wręcz nawet szalony bieg świrów z aparatami to tu, to tam :)

Coś mi wyskoczyło na nosie! :P
Świtezianka?
Kolejny Feniks?
Pięknie i dynamicznie!
Axalp Stajl!
Wejście za górkę
Pierzynka :)
Wildgarst obstawiony!
Bardzo podoba mi się wersja D
F-5 Do Boju!
Bajkowe klimaty!
Magia Axalp
Kolejny Wildgarst Lover!
Swoją drogą, gdy przepycham się z miejsca na miejsce, przez głowę przebiega mi myśl, że Axalp się zmienił nie tylko pod względem ilości fotografów, ale też w temacie sprzętu jakiego używają. Pamiętam jak w 2007 roku ciekawość wszystkich wzbudził człowiek z jednym obiektywem typu 500 czy 600mm. Teraz fotografów z takimi lufami jest tu naprawdę dużo, bardzo dużo!

Po porannych treningach zawsze przychodzi taki moment, że panowie organizatorzy delikatnie wypraszają wszystkich spod wieży, gdyż tu podczas popołudniowych pokazów będzie strefa VIP. Należy zatem zmienić lokalizację. Wybór jest pomiędzy dolną strefą KP a sąsiednimi górkami, czyli Tschinglem i Brau (mapka). Ja na popołudniowe szaleństwo od czasu pokazów w 2008 roku wybieram Tschingla. Raz, że jest się dość wysoko czyli w tle zdjęć prawie zawsze są górki, dwa – że nie przeszkadza tak bardzo słoneczko, a trzy – bo wiele ważnych elementów pokazów właśnie z Tschingla wychodzi najlepiej. Myślę tu o flarach z Cougara czy high speed pass w wykonaniu solo na Hornecie. Nie wszyscy z naszej ekipy podzielają moje zdanie co do wyboru góry i część zostaje na KP. Bardzo dobrze, przynajmniej w galerii SPFL będziemy mieć różne ujęcia.

Rozmowa z Vincentem na temat gdzie teraz focić? Za rok już nie zostanie na KP :)  (foto deoc)
Jak ja lubię te chwile między treningami a pokazami w Axalp! Słoneczko świeci, z głośników leci jakaś miejscowa muza, stoki zapełniają się narodem, który ciągnie od strony kolejki. Panuje totalna sielanka. Jedni śpią, inni plotkują, jeszcze inni próbują swoich sił w panoramowaniu śmigłowców raz po raz dowożących VIP-ów do ich strefy. Generalnie jest wesoło jak cholera. Ja osobiście, z racji jutrzejszych urodzin, do mojego błotno-trekkingowego stroju przywdziałem szykowny, okolicznościowy krawat :) Idealnie do niego pasuje też peruka, w której jednak jest odrobinę za gorąco. No właśnie – całe Axalp! Prawie zawsze jest tu o tej porze roku, w tych godzinach bardzo ciepło! Krawat wzbudza spore zainteresowanie okolicznych pstrykaczy. A niech tam – ja pstrykam, to i mnie można. Przy okazji spotykamy kilku dobrych znajomych. Między innymi Petera Steehouwera – legendę Axalp, dzięki któremu moje axalpowanie się zaczęło. I on jest pod wrażeniem krawatki :)

Przedpokazowy relaks...
Ubłoceni ale szczęśliwi!
No właśnie :))))))))
Starzy bywalcy Axalpowa :)
Peter chętnie by mi podebrał krawatkę :P  (foto deoc)
Rega znowu robi za ważkę! :)
Obfoceni krajobrazowo i backstage’owo czekamy już na rozpoczęcie pokazów. Ludzi w tym roku straszne tłumy! Mimo to miejsce nie straciło swojego klimatu. Już słychać spikera, który opowiada co też będzie się nad naszymi głowami działo. Zawsze podoba mi się precyzja tych pokazów. Jeżeli spiker mówi, że za 2 minuty wydarzy się to czy owo, to tak zawsze jest! OK. Dość gadania, bo właśnie wybija 14.00 i zaczynają się pokazy. Już słychać ryk silników. Widać też na górze dwa Hornety szykujące się do oddania strzałów do tarcz. Przez głowę przechodzi mi myśl, że dziwnie jakoś zaczynają, tak od razu od strzelania? Heh! Stary a głupi hesja! W czasie, gdy polowałem na tę parę w górze, druga para szła tradycyjnie w dolinie, zasypując ją pióropuszem flar! Gdy się zorientowałem, było już po ptakach :) No trudno – zdarza się wszystkim co nie? Pocieszam się tylko myślą, że mam flary zrobione o poranku z o wiele lepszej perspektywy i w lepszym światełku. To jednak tylko pocieszenie, bo prawda jest taka, że wstyd jak beret! Nic to... Podczas gdy jeszcze przeżywam owe danie ciała, nad Alpami samoloty tańczą „Axalp Stajla”. Najpierw F-18, potem F-5. Znamy ten taneczny układ na pamięć ale… Ale jesteśmy w innym miejscu, a z tej górki super wychodzą zdjęcia samolotów na tle ośnieżonych i cudownie o tej porze dnia oświetlonych stoków Alp, hen po wschodniej stronie. Czasem też uda się ustrzelić samolot doskonale wkomponowujący się w tłum ludzi stojących na KP. Oczywiście wkomponowujący się fotograficznie tylko! :)

Hornety w swoim strzeleckim szaleństwie
Nalot na Wildgarst
F-5 w akcji!
Cudownie ośnieżone (dzięki deoc!) i podświetlone górki i samolot fikający na ich tle - może być coś piękniejszego?
Nad Wildgarst szał :)
Przerywnik w akcji!
Po strzelaniu odrzutowców krótki przerywnik robi nam Pilatus. Jego pokaz trwa na tyle długo/krótko, by strzelające chwilę wcześniej F-18 i F-5 zdążyły teraz zbudować piękną formację składającą się z czterech Hornetów, ośmiu F-5 i… czegoś jeszcze za nimi na końcu? To Gripen! Gripen, który po przelocie w formacji rozpoczyna swój dynamiczny pokaz. Dziś jest zdecydowanie lepiej. Widać, że wielkość publiki zdecydowanie przekłada się na tempo jego pokazu. Pokazu, który w zasadzie składa się tylko z kilku bardzo dynamicznych przelotów.

Cztery Hornety, osiem F-5 i… coś za nimi na końcu!
Coś zamienia się w Gripena i robi bardzo dynamiczny pokaz!
W zasadzie - może się do niego przekonam? Liczyłem, że kupią Eurofightera...
Wysoką temperaturę pokazu Gripena chłodzi woda wypuszczona z dwóch zbiorników podwieszonych pod dwiema Super Pumami. Tak oto zaczyna się część śmigłowcowa. Owszem, podziwiamy ich przelot, zrzut wody jak i pokaz ratownictwa górskiego, ale wszyscy i tak czają się na flary z Cougara.

Klimat Axalp... Dla jeszcze niezdecydowanych by tam jechać!
Pokaz ratownictwa
Znamy doskonale schemat tego słynnego manewru. Już przyleciał! Już widzimy, jak podstępnie schodzi w dół w dolinkę, by za sekund kilka nalecieć na przeciwległe wzgórze i tam wyrzucić wszystkie 128 flar! Manewr zaskakujący dla wielu ale… nie dla nas oczywiście! Już jest na wznoszeniu, już zaczyna strzelać ale… oj, coś idzie nie tak! Flary wylatują dziś jakoś bardzo dziwnie! No i jest ich chyba trochę mniej niż zwykle. Szkoda, bo to zawsze było jedno z ciekawszych fotograficznie trofeów z Axalp. Cougar, niejako zawstydzony ową przerywaną salwą, zdecydowanie nadrabia swoim pokazem. Jest kapitalnie widowiskowy przez swoje wyjątkowo dynamiczne manewry. Mam wrażenie, że wykonuje je wszystkie na granicy bezpieczeństwa, co zdecydowanie robi na nas potężne wrażenie.

Cougar i jego flary
Flary nie wyszły? No to pokażę Wam kilka sztuczek :)
Co powiecie na to? :)
Szybko, dynamicznie - brawo!
Jeszcze moment i śmigłowiec oddaje miejsce na deskach axalpowego teatru swojemu o wiele szybszemu i głośniejszemu koledze! To solista na F/A-18 rozpoczyna swój pokaz od szybkiego i niskiego nalotu, z którego przechodzi na wznoszenie i również strzela flarami! Znamy już ten pokaz z treningów. Dziś jednak fotografujemy go z innego miejsca i w lepszym światełku, co od razu przekłada się na jakość zdjęć. Gdy wydaje się nam, że już wszystko widzieliśmy i wszystko wiemy, pilot Horneta robi genialny high speed pass! Nie dość, że widowiskowo wraz ze wzrostem prędkości buduje na płatowcu tzw. „stożek”, to jeszcze strzela w tym czasie flarami! Przeleciał… Przeleciał i zostawił nas wszystkich z rozwartymi paszczami, z których po sekundzie wydobywa się jęk zachwytu! :) To było fantastyczne!!!

Godny początek pokazu!
Aż się zagotował!!!
Power!!!
Axalp mosaic!!!
Gorąco i dynamicznie!
Pierwsze flary!
Stożek + Flary = Rzadkość!
Nie ma jednak czasu na przeglądanie kart i sprawdzanie czy udało się to wyjątkowe zjawisko uwiecznić. Kto to robi, traci w tym momencie powitalny przelot zespołu Patrouille Suisse, który  właśnie rozpoczyna swój pokaz. Pokaz niczym nie różniący się od tych, które widzieliśmy na innych imprezach lotniczych ale… No właśnie! Tu, u siebie, w Alpach, Szwajcarski Patrol wygląda zdecydowanie najlepiej! Niestety nie ma już tak dobrego światełka jakie było rano, ale kilka ładnych zdjęć tego chyba najczęściej oglądanego w Europie zespołu udaje się zrobić.

Pierwszy przelot Szwajcarskiego Patrolu!
Berek nad szczytami!
Piękny klimat - Patrouille Suisse i Alpy!
Na koniec Szwajcarzy jak zwykle robią piękne rozejście z flarami, akcentując tym samym koniec całych pokazów. Zawsze wydaje mi się, że ten strzał flar jest niejako strzałem z pistoletu startowego dla zdecydowanej większości publiczności, która tuż po nim spływa we wszystkich możliwych kierunkach w dół ku dolinie niczym czekolada po torcie. Nie pamiętam jednak by kiedykolwiek było tu tak dużo osób. Rozkoszuję się tym wyjątkowym widokiem, gdyż my tradycyjnie już przeczekujemy tę pierwszą fazę, wykorzystując ten czas na najświeższe komentarze czy też na posiłek. Tu jest tak pięknie! Nie chce się schodzić…


Zaskakujący przelot formacji F-5!
Piątek z Pan… „Panem Pilotem” :)
Spakowani wyjeżdżamy już do Polski. Co roku to samo – przed nami kawał Europy do przejechania i zamiast wykorzystywać każdą minutę na podróż, my… jeszcze jedziemy na chwilę do Meiringen! A tak, zobaczyć co i czy w ogóle cokolwiek tam się dzieje. Poza chęcią przyfocenia tego czy owego mam do zrealizowania swój stały punkt programu, czyli próbę przechwycenia jakiegoś pilota by złożył  autograf w moim „podpisowym” egzemplarzu albumu. Mam już całkiem niemałą kolekcję podpisów nie tylko rodziny i przyjaciół, ale też ważnych osób oraz pilotów maszyn, które prezentują się na zdjęciach. Niestety nie mam żadnego podpisu pilota szwajcarskiego Horneta, mimo że zdjęcia z tymi zacnymi samolotami – głównie z Axalp – zajmują w albumie sporo miejsca. Deszcz leje bez przerwy. Mieliśmy dużo szczęścia, że udało się wczoraj z tymi pokazami. Dziś ta sztuka by pewnie nie wyszła. Dojeżdżamy do bazy i parkujemy samochód tuż przy wejściu. Kręci się tu sporo osób, ale głównie albo turystów takich jak my, albo ludzi z obsługi bazy. Pakujemy się do kantyny. Ona, podobnie jak cała baza w Meiringen, również jest wyjątkowa. Głównie za sprawą wiszącej pod sufitem dużej i pięknej makiety Horneta oraz towarzyszących mu alpejsko-lotniczych malunków na ścianach!

Kantyna w Meiringen - niestety focona komórką :/
Siedzimy, pijemy kawkę ale… Nigdzie nie widzę żadnego pilota! Na osłodę jednak pada dobra wiadomość – za około godzinkę ma wystartować jeden F/A-18. A więc czekamy! W czasie gdy szykujemy sprzęt, w kantynie pojawia się człowiek w mundurze przypominającym mundur pilota. Niestety nie znam szwajcarskich oznaczeń wojskowych ale… trudno. Postanawiam zaryzykować. Jeśli będzie to dowódca wartowni, najwyżej mi to powie. Jest ryzyko – jest zabawa! Siedzi przy stoliku tuż obok nas i rozmawia z jakimiś gośćmi. Trwa to już jakiś czas, więc coraz bardziej nerwowo spoglądam na zegarek, byśmy nie przegapili startu. No! Wreszcie skończyli. Podchodzę i ładnie się przedstawiam pytając gdzie mogę spotkać pilotów :) Pan w mundurze mówi mi, że tak się składa, że dziś jest ich tak naprawdę tylko dwóch. On i drugi, który właśnie szykuje się do lotu. Ufff czyli mam pilota! Chociaż jednego hi hi :) Pokazuję mu album, opowiadam krótką historię i proszę o autograf. Pan pilot przegląda z zadowoleniem zdjęcia i wybiera fotkę, na której postanawia się podpisać. Niestety okazuje się, że nie mamy żadnego pisadła. W związku z powyższym pan pilot udaje się do swojego gabinetu w budynku już niedostępnym dla pospólstwa. Poszedł, a mnie przez głowę przebiegają dwie myśli. Pierwsza, że… zawinie mi album!!! (żart!) :) A tak serio serio to składam sobie w głowie do kupy następujące fakty: jest w bazie tylko dwóch pilotów, w tym jeden, który będzie za chwilę fruwał i drugi – mój. Do tego ten mój pilot miał jakieś spotkania z innymi człowiekami. Wszyscy mu się jakoś dziwnie kłaniali, a on w niezrozumiałym dla mnie języku wydawał innym jakieś krótkie polecania! Zaraz zaraz, czy to nie jest przypadkiem…? Wraca! Oddaje mi album i jeszcze raz chwali zdjęcia. Dodatkowo obdarowuje mnie pamiątkami z logo bazy. Ja szybko szukam zdjęcie, które wcześniej wybrał i… Bingo! Tak myślałem! To jest sam Dowódca Bazy!

Panie i Panowie, poznajcie dowódcę bazy Meiringen - Peter Merz
No to jak dowódca to od razu włącza mi się opcja: „kuj żelazo póki gorące” i dogadujemy się, że podczas przyszłorocznego Axalp zorganizujemy wycieczkę po bazie dla SPFL! Yuuupi! :) Będzie moc! Tymczasem na furkocie żegnamy się z naszym nowym dowódco-kolegą i pędzimy na drugą stronę pasa, oczywiście jak to w Meiringen – przejeżdżając przez pas startowy właśnie! Hornet już wykołował na pas i czeka na zgodę na start. Co ciekawe – droga przez pas jest jeszcze otwarta! Gdybyśmy teraz nią jechali, można by było zrobić unikatowe foto tego pięknego samolotu w ujęciu od mordy na pasie w gotowości do startu! Może kiedyś… Tymczasem wbiegamy z deocem na porośnięty trawą hangar by przyfocić start lekko z góry. Dziewczyny zostają na dole i nie wiem czy nie jest to lepsze rozwiązanie, gdyż nam przeszkadzają trochę okoliczne drzewa. Startuje! Uwielbiam starty z mokrego pasa. Nie dość, że dzieje się dużo z leżącą na nim wodą, to jeszcze te odbicia i w ogóle klimat!

Ostatni start!
Wodne szaleństwa jak w Aquaparku! :)
i... poleciał :(
Wystartował, a my dowiadujemy się, że lądować będzie już niestety w innej bazie więc… Dla nas to definitywny koniec przygody o nazwie Axalp 2012. Do zobaczenia za rok! :)  

Galeria ze wszystkimi fotkami z Axalp 2012

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna