Co nowego?
Akademia Nikona Malbork 2026
Była to bodajże 32. edycja warsztatów fotografii lotniczej w ramach Akademii Nikona. 32. edycja, ale pierwsza od ponad pięciu lat! Namawiany przez wielu moich znajomych, którzy tęsknili za tymi zajęciami, w końcu się zmobilizowałem i postanowiłem to ogarnąć.
Mamy w Polsce wiele wspaniałych baz lotniczych, ale w niektórych stacjonują statki powietrzne, których niebawem już z nami nie będzie. Padło zatem na moje ukochane MiGi-29 i oczywiście na 22. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Malborku, której dowódcą jest „Iceman” – mój od wielu lat bardzo dobry znajomy, z którym ogarnialiśmy już niejedną sesję, czy to na ziemi, czy air-to-air.
Po rozmowach z Icem uderzyłem do DGRSZ, skąd dostałem zgodę na organizację warsztatów. Żeby było jasne – Akademia Nikona to obopólny „interes”, bo podczas zajęć szkolone są również osoby z wojska.

Od początku wszystko szło nieprzyzwoicie dobrze! Nawet jadąc do Marlboro, rozmawialiśmy, że coś się musi wydarzyć, bo wszystko wyglądało zbyt pięknie! Wszystkie zgody z wojska. Genialna współpraca z 22. Bazą. Z cywila chętnych tylu, że na 10 dni przed zajęciami poprosiłem o zamknięcie listy. W Nikonie pełna mobilizacja i tyle sprzętu do dyspozycji studentów, ile nie było na żadnych wcześniejszych zajęciach. Zapowiadała się piękna fotograficznie pogoda, a podczas zajęć praktycznych miało się wydarzyć… częściowe zaćmienie Słońca! (przypadek? :)

Zajęcia rozpoczęliśmy od teorii w hotelu Majewski w Malborku. Hotel znany mi od dawna, ale nie wiedziałem, że mają taką super salę wykładową. Idealną do naszych potrzeb.
Po obiadku do bazy. Tam na bramie już czekał autokar na studentów, którzy pojechali do domku pilota. Wszystko sprawnie i nawet przed czasem! Ja pojechałem na wieżę, gdzie, jak się okazało, ze znajomymi kontrolerami dogadaliśmy, co i jak możemy zrobić. I zaś wyszło na to, że dostaliśmy więcej, niż się nawet spodziewałem. Non stop taplaliśmy się w niesamowicie pozytywnej energii – i to z każdej strony.
Potem domek pilota i spotkanie z Icem, z którym poszliśmy do hangaru. Tam przez długi czas słuchaliśmy jego opowieści – zarówno o MiGu-29, jak i o jego osobistych lotniczych przygodach. Nie ma opcji – Iceman musi kiedyś wydać książkę!

Potem ogołociliśmy z kadrów stojący w hangarze samolot, by następnie udać się na trawę przed przygotowywanymi do lotów Fulcrumami.


Kilka tygodni wcześniej była mowa o tym, że tego dnia poleci jedna, maksymalnie dwie sztuki. Na miejscu okazało się, że polecą trzy! I to po kolei. I to na dopalaczach!
Kolejny pozytyw. Poleciały! To był piękny start ekipy dowodzonej przez dowódcę – a jakże!






Cały czas pracowałem nad tematem tego zaćmienia Słońca. Dzięki różnym aplikacjom przewidywaliśmy kąty. Szukaliśmy miejsca, w którym mógłby stanąć MiG-29, ale tak, żeby w tle było jak najmniej „przeszkadzajek”. Nastawiałem się na statykę, gdyż już wtedy wiedziałem, że nie damy rady logistycznie ogarnąć zmiany miejsca fotografowania na drugą stronę pasa, a z tej może być ciężko uchwycić samolot z zaćmionym Słońcem w tle.
Nie było czasu, gdyż… do startu szykowały się kolejne dwa MiGi! :)
I znów poszły – jeden za drugim, na dopalaczach!
Woooow! Jaki to jest piękny widok i jaki dźwięk!
No to już mieliśmy pięć sztuk w powietrzu! Do tego to ciepłe światełko będącego coraz niżej Słońca, które powoli zaczynało być podgryzane przez „przeszkadzajkę” w postaci Księżyca.
Zmieniliśmy miejsce, by podjąć próby ujęcia w jednym kadrze zarówno samolotu na płaszczyźnie, jak i coraz bardziej przypominającego Księżyc Słońca. Walka nie była łatwa. Potężnie jasne i bardzo odległe Słońce, a blisko nas MiG-29. Wielkie kombinacje z przesłonami, czasami otwarcia migawki i… blikami w kadrze.

Na dodatek w tym samym czasie na radiu odezwał się Ice komunikując, że pierwsze trzy samoloty będą za kilka minut i wszystkie po kolei zrobią „touch and go”.
Jak powiedział, tak zrobili.
Do tego wszyscy odeszli na dopalaniu!
Mieliśmy genialny festiwal i potężnego mindfucka – co i jak focić?!
Jedni wybierali statykę ze „słońcoksiężycem” w tle, inni kręcące się nad nami MiGi. Jeszcze inni próbowali i jednego, i drugiego.
Pierwsze trzy MiGi w końcu wylądowały.

Czekaliśmy jeszcze na wciąż pozostającą w powietrzu parę.
No i znów przylot z atrakcjami. Najpierw delikatny „low pass” z odejściem na dopalaczu, później lądowanie.
Wooooow! Ale się działo!


Mieliśmy aż dziewięć akcji z dopalaniem, a biorąc pod uwagę, że każdy Fulcrum ma po dwa silniki, wychodzi 18 razy dopalanie! Takie rzeczy nie dzieją się codziennie. :)
Schodząc z lotniska, poszliśmy podziękować Icemanowi za tak wyjątkową gościnę. Okazało się jednak, że nie musieliśmy się żegnać, gdyż dowódca stwierdził, iż odwiedzi nas w hotelu podczas już nocnych zajęć.
Jak powiedział, tak zrobił! Przyjechał wraz z innymi pilotami i… nie muszę tłumaczyć – rozmowom nie było końca niemal do rana!
Wszystko wyszło genialnie!

To była jedna z lepszych, o ile nie najlepsza, edycja naszych warsztatów. Wspaniała, pozytywna energia panowała od początku do samego końca. Była cudowna pogoda, genialne MiGi-29, zjawiskowe zaćmienie Słońca, ale najważniejsi byli ludzie w bazie! Otwarci, przyjaźni, elastyczni, mili. Stwierdziliśmy, że to wszystko sprawka Dowódcy! Ryba potrafi się psuć od głowy, ale tu wystąpiło zjawisko odwrotne – głowa jest na tyle wspaniała, że cała ryba dzięki niej i przez nią ma niesamowite, pozytywne supermoce!
Bardzo za wszystko dziękujemy!

Ja osobiście dodatkowo dziękuję też naszej fotoekipie. Wszyscy sympatyczni, weseli i zdyscyplinowani. Nie było żadnych przypałów, spóźnień itp. Na koniec okazało się też, że w fotograficzne sieci nałapali niemało pięknych, dorodnych, ale też i rzadkich rybek!
No mówię – same plusy, zero minusów!
Jak filet? :)
>>> GALERIA ZE WSZYSTKIMI ZDJĘCIAMI Z SESJI <<<