Tekściwo

hesja Air-Art Photography

09 SIE 2020

Cud nad Wisłą 2020

Wydarzenue upamiętniające 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej

Niedzielnym świtem 9 sierpnia 2020 roku wziąłem udział w wyjątkowej imprezie. W ramach obchodów 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej, PKN ORLEN przygotował wydarzenie specjalne pt. „Cud nad Wisłą”. W centrum Warszawy, odbyła się motor sportowa reinterpretacja historii. Miał miejsce spektakularny pojedynek wyścigowy pomiędzy Robertem Kubicą a Bartkiem Marszałkiem, najszybszymi Polakami w świecie lądowej oraz wodnej Formuły 1. Start i meta zostały zlokalizowane na wysokości Zamku Królewskiego. Bolid F1 Alfa Romeo Racing ORLEN jechał wschodnią jezdnią Wisłostrady, podczas gdy Wisłą płynęła wyścigowa łódź motorowa F1H2O. Nawrót był za mostem Poniatowskiego, a dystans jednego okrążenia to 4 km. Zwieńczeniem wyścigu był niski przelot nad Wisłą 4 samolotów ORLEN Grupy Żelazny ciągnących za sobą biało-czerwoną flagę utworzoną z wydobywających się z samolotów kolorowych dymów oraz przelot rządowego Boeinga 737 “Józef Piłsudski”. Wydarzenie organizowane było w tajemnicy i odbyło się bez udziału publiczności (z uwagi na obostrzenia sanitarne). Projekt od samego początku miał status wysokiej poufności który musiałem utrzymać do samego końca.


Moim zadaniem było oczywiście fotografowanie imprezy. Nie znałem szczegółów wydarzenie niemal do briefingu, który odbył się w przeddzień wieczorem, czyli w sobotę 8 sierpnia. Na briefingu okazało się, że moją platformą foto będzie nie jak się spodziewałem Bolkow 105 z Marysią Muś na pokładzie, ale nieuwielbiany (na ów czas) przeze mnie Robinson R66 pilotowany przez Marcina Szamborskiego, którego poznałem dopiero na briefingu właśnie. Z Marcinem szybko nawiązaliśmy fajną znajomość. Nic dziwnego, bo to mega super człowiek jest! Nie ufałem śmigłowcowi, ale potocznie znane wybitne umiejętności pilotażowe Marcina mnie uspokajały. Po briefingu razem pojechaliśmy Charliem na lotnisko Babice, gdzie stacjonował jego błękitny rumak i zrobiliśmy przymiarki, z którego miejsca miałbym fotografować. Wyszło nam, że siedząc na lewym fotelu ze zdjętymi drzwiami, będę miał sporo miejsca  do operowania sprzętem, nawet 500-tką. Była już noc gdy zjechałem do domu, zapakowałem sprzęt by po chwili (kilka godzin), być ponownie na Babicach i gotowym na przygodę. Był piękny, słoneczny poranek. Mieliśmy super nastroje. Tuż po starcie moje obawy dotyczące R66 przerodziły się w uwielbienie dla tej maszyny. Super mocny turbinowy silnik dawał możliwość szybkiego i dynamicznego manewrowania, jednocześnie nie wprawiając konstrukcji w drgania, które mogłyby niekorzystnie wpływać na fotografowanie. Otwarte drzwi i moja na pół wystająca na zewnątrz sylwetka sprawiały, że czułem się jakby niczym nieskrępowany w przestrzeni. Do tego to rześkie poranne powietrze… Było super! Polecieliśmy na nasze miejsce sesji czyli strefę po prawej stronie Wisły licząc od jej środka i od razu zaczęliśmy robotę. Kapitalnie wyglądała Warszawa z tej perspektywy. Byliśmy albo nad samą wodą, albo na dużej wysokości. Wszystko zależało tak naprawdę jedynie ode mnie. Marcin pilnował, by moje pomysły nie wykraczały poza wyznaczoną dla nas strefę. Widziałem z góry sporo fotografów i oczywiście doszło do wzajemnej wymiany strzałów :) Fotografowałem bolid F1H2O Bartka Marszałka, gdyż bolidu Roberta Kubicy z naszej perspektywy niemal w ogóle nie widziałem. Każdą przerwę wykorzystywałem na przyfocenie Warszawy. Plan czasowy zaczął się walić w zasadzie od początku więc mieliśmy przerwy. Na szczęście Marcin dogadał wcześniej ze swoim kolegą, który jest właścicielem znajdującej się w pobliżu firmy dysponującej sporym parkingiem, że będziemy mogli tam przysiadać jak będzie potrzeba. Wiec jak tylko mieliśmy przerwę w sesji, to lecieliśmy na ów parking oszczędzając paliwo, a przy okazji wzbudzając niezłe zamieszanie wśród ludzi z ochrony firmy oraz okolicznych mieszkańców. Ależ mi się to podobało. Żadnych korków, żadnego tłumu na jezdni. Kocham ten trzeci wymiar. Minutka i lądujemy, kilka minut i znowu jesteśmy nad Wisłą, albo nad Bemowem, albo… Doszedłem do wniosku, że jak kiedyś wygram w LOTTO, to taki Robinson będzie moim celem. Kapitalna sprawa. Po chwili sesja nabrała rozpędu, gdyż pojawiła się na niej ORLEN Grupa Akrobacyjna Żelazny. Wykonywaliśmy manewry dogadane w sobotę na briefingu, korygując jedynie nasze położenie przez radio. Szkoda tylko, że prowadzącym sesję na ziemi nie udało się chyba ani razu zgrać obu bolidów i samolotów w jednym miejscu i czasie. Na kilka przelotów w zasadzie tylko raz udało się Bartkowi Marszałkowi w miarę zgrać z Żelaznymi. No trudno – fotografowałem co mi podano na talerzu. Nie miałem na nic więcej wpływu. Biało-czerwona flaga Żelaznych wyszła bardzo efektownie. Później, już po wyścigu bolidów, zrobiliśmy jeszcze z Żelaznymi typową sesję air-to-air. Choć ciężko ją nazwać typową, gdyż lataliśmy nad, pod i obok ich formacji, a to z Wisłą, a to z Warszawą w tle. Przy warszawskich mostach, a nawet nad Stadionem Narodowym. Bajka! Na sesję z Boeingiem 737 zabrałem obiektyw 500mm. Dobrze zrobiłem, gdyż ze względów bezpieczeństwa oraz w celach ułatwienia filmowania innym zespołom (na ziemi), zostaliśmy dość mocno odsunięci od linii Wisły. „Józef Piłsudski” prezentował się godnie, przemieszczając się jak gdyby tuż przy charakterystycznych warszawskich budynkach. Spłaszczenie perspektywy zrobiło swoje i efekt zaskoczył nawet mnie.


Sesję zakończyliśmy na Babicach plotkami i wspólnym zdjęciem z Żelaznymi, którzy wylądowali tuż przed nami. Było genialnie! :)

 

Tło:

zamknij

© 2020 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna