Tekściwo

hesja Air-Art Photography

15 SIE 2018

Lotnicza Szarża

Artura Kielaka w Grudziądzu

Most im. Bronisława Malinowskiego w Grudziądzu zawsze robił na mnie niesamowite wrażenie. Nie tylko dlatego, że jest to najdłuższy most drogowo-kolejowy w Polsce. Jest po prostu piękny. Mega się ucieszyłem jak się dowiedziałem o planach Artura Kielaka, by właśnie pod tym mostem przelecieć 15 sierpnia 2018 czcząc tym samym 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Byłem zaszczycony faktem, że to właśnie ja miałem zorganizować obsługę fotograficzną imprezy. O przygotowaniach Artura do przelotu wiedziałem na bieżąco od Dawida Walasa, który był dyrektorem pokazu. Oglądałem filmiki z jego treningów w Rybniku, które przyprawiały mnie o zawrót głowy. Wszystko odbywało się w tajemnicy. Sprawa stała się jawna niedługo przed imprezą. Artur miał przelecieć pod mostem trzy razy. Najpierw w locie normalnym, potem nożowym, a na końcu w locie odwróconym. Ja zastanawiałem się długo skąd robić zdjęcia. Zależało mi, by mieć ujęcia Artura, mostu i pięknego Grudziądza w tle. W celu znalezienia miejscówki od rana 15 sierpnia przemierzałem nadwiślańskie chaszcze po zachodniej stronie Wisły. Niestety nie znalazłem takiego miejsca, które oddawałoby to co miałem w głowie. Pojechałem na lotnisko, gdzie od rana działał cały sztab imprezy. Starałem się nie przeszkadzać w przygotowaniach. Wszystko wyglądało mega profesjonalnie. Odprawy służb, szkolenie strażaków z budowy Artura samolotu pod kątem ewentualnej akcji ratowniczej, itd., itp.

 

 

Dowiedziałem się które strefy są zakazane, a które dostępne. Wyszły mi z tego dwa rozwiązania. Jedno to łacha piachu przy pylonie mostu, a drugie to po prostu jakaś pływająca platforma, które da mi możliwość znalezienia się dokładnie tam, skąd zrobię wymyślone wcześniej ujęcie. Na szczęście miałem dwa zestawy foto i na szczęście był ze mną deoc (dzięki Stary za pomoc!!!). Dzięki temu była szansa na zrealizowanie obu opcji. Przyjazd do grudziądzkiej mariny udowodnił, że wybór Grudziądza na Lotniczą Szarżę, bo tak została nazwana impreza, był idealnym wyborem. Na wiślanym nabrzeżu zbierały się już tłumy ludzi, które chciały być świadkami bądź co bądź historycznego dla miasta wydarzenia.

 

 

Znaleźliśmy też dla mnie środek nawodnego transportu. Okazała się nim być policyjna motorówka. W sumie fajnie! Już po chwili razem z deocem pakowaliśmy się do tej łupinki i odpłynęliśmy w kierunku drugiego brzegu Wisły. Naszym, tzn. nie naszym, ale naszych policjantów zadaniem, było przegonienie osób koczujących na samym brzegu. Była to strefa wyłączona, więc nikogo tam nie mogło być. Zadanie w sumie nieprzyjemne, bo doskonale wiedziałem co czują wyrzucani ze swoich miejscówek nie tylko gapie, ale też i fotografowie. Między innymi był tam też i Qna i było śmiesznie, bo dostałem od niego SMS, że co robić, bo policja przegania ich z brzegu. To ja do niego, że to my właśnie ta policja :) Podałem mu instrukcje co robić i popłynęliśmy najpierw na łachę piachu, gdzie wysadziliśmy deoca, a później szukać idealnej miejscówki dla mnie. Było śmiesznie bo na łasze trzeba było być w kamizelce odblaskowej. Deoc ani ja takowej nie mieliśmy, więc dostał kamizelkę POLICJA. Niestety dla wielu przyczajonych na brzegu fotografów oznaczało to policjanta, który ma pilnować, by nikt się nie pojawił. Deoc chyba po raz pierwszy w życiu robił za policję :)

 

 

My tymczasem znaleźliśmy miejscówkę, która dawała szansę na zrobienie moich ujęć i zaczęliśmy czekać na przylot Artura. Dopiero tam widać było jakie to niebezpieczne przedsięwzięcie. Boje na wodzie znaczyły trasę lotu i miejsce przelotu pod mostem. Niby sporo miejsca, niby most jest wysoki, ale... to wszystko na pewno inaczej musiało wyglądać z perspektywy zamkniętego w ciasnej kabinie i pędzącego nad samą wodą pilota. Do tego woda, ona zawsze przekłamuje poczucie wysokości. Wiem o tym z opowieści pilotów oczywiście i niestety z analizy wielu katastrof, które miały miejsce właśnie po lotach nad wodą. Wszyscy wierzyliśmy w niesamowite umiejętności Artura i jego niebywale nabitą rękę. Znam Artura od lat i wiem, że to mega wariat jest, ale... ale wie kiedy powiedzieć nie. To ważne by mieć taki hamulec. By nie oddać się całkiem szaleństwu, a do końca je kontrolować. Za dużo czasu na rozmyślanie nie było. Przyleciał Król Artur. Najpierw przelot próbny nad mostem, następnie kolejno trzy przeloty. Wyglądało to naprawdę niebezpiecznie ale i mega pięknie! Wrażenie niesamowite. Miałem 15 sierpnia fotografować paradę lotniczą w Warszawie ze śmigłowca, ale już po pierwszym przelocie Artura wiedziałem, że w Grudziądzu działo się coś o wiele bardziej wyjątkowego, coś co na pewno przejdzie do historii, coś co mimo nawet udziału w defiladzie Raptorów sprawiło, że jednak wolałem robić zdjęcia z policyjnej łódki niż wojskowego Sokoła. W końcu air-to-air jest dość popularne, a water-to-air? :) Z tych trzech przelotów Artura, ten nożowy wydawał się mimo wszystko najtrudniejszy. Zauważyłem, że tuż przed mostem Artur minimalnie wyprostował ułożenie skrzydeł. Zresztą sam później przyznał, że to był największy hardcore, bo tak naprawdę ciężko było ogarnąć, czy którąś końcówką nie zahaczy czy to o most czy o wodę. Oczywiście dla nas, oglądających i fotografujących, przelot na plecach był najbardziej emocjonujący. Jak później obejrzałem film z GoPro zamontowanego na Artura hełmie, to zwariowałem. Wyglądało to niesamowicie. Woda zlała się z niebem w jedno i otoczony pięknem, na krawędzi życia i śmierci on... realizujący kolejne marzenie swojego życia! Po przelotach Artur nie oszczędził swojego XtremeAir XA41 i zrobił dla zgromadzonych na nabrzeżu piękny pokaz. Po pokazie wrócił na lotnisko.

 

 

My dopłynęliśmy do mariny i przygotowaliśmy się na przyjazd mistrza. Oczywiście było nas sporo. Organizatorzy, służby zabezpieczające, przyjaciele, piloci, ludzie z Grudziądza. Po przyjeździe Artur został powitany szampanem. Oczywiście, że nie lampką szampana a pokaźnym prysznicem tego zacnego trunku, zafundowanym przez dyrektora pokazu. Kilka łyków w butelce zostało, by ukoić zapewne buzujące emocje.

 

Później było już tylko z górki... Gratulacje, wywiady, konferencja prasowa z Prezydentem Grudziądza, spotkania z fanami i... wieńczące dzieło afterparty na lotnisku.

 

O tym co tam się działo pisać raczej nie będę, ale gdy się rano obudziłem i wyjrzałem przez okno, to dostrzegłem Artura biegnącego przez okoliczny las w ramach treningu... Szacun Mistrzu, Jesteś wielki!  

 

Jak to wyglądało z perspektywy Artura?? Poniżej krótki miks filmów z kamer zamontowanych na samolocie i na Arturze oczywiście przez Grześka Marciniaka

 

Tutaj film Krzyśka Niewiadomskiego najpiękniej ilustrujący wydarzenie! :)

TUTAJ > WSZYSTKIE ZDJĘCIA

Na koniec raz jeszcze przepiękny Grudziądz z w sumie nietypowego miejsca <3

Tło:

zamknij

© 2019 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna