Tekściwo

hesja Air-Art Photography

15 WRZ 2017

ATAM

czyli Air-to-Air Meeting

Kolejna nieprzespana noc. Głowę przepełniają dziesiątki myśli związanych tylko i wyłącznie z tym, czy wszystko zagra, czy wszystko pójdzie dobrze. Tak wiele osób jest zaangażowanych w projekt, a każda z nich ma wielkie oczekiwania. Fotografowie zapłacili za możliwość zrobienia wyjątkowych zdjęć,  piloci chcą otrzymać jak najlepszy materiał, a tyle pojedynczych, często drobnych elementów może zepsuć bądź nawet całkowicie zniweczyć całość. Czy wszystko udało nam się przewidzieć? To w końcu nasz pierwszy ATAM i w zasadzie wszyscy i piloci i fotografowie będą to robić po raz pierwszy. Impreza już za kilka dni. Wydaje się, że wszystko jest połapane. Ostatnia ze spraw, które pozostawały do załatwienia, ogarnia się samoczynnie. To pogoda. Prognozy z totalnie beznadziejnych, zmieniają się z każdą godziną na coraz bardziej optymistyczne. Może nie będzie tak źle? Może wszystko się jednak uda?
Pomysł na ATAM zakiełkował po moim lataniu z Aviation PhotoCrew w 2016 roku nad Danią. Pojechałem, zapłaciłem potężne pieniądze, pofociłem samoloty, z których niektóre też w pewnym stopniu pomogłem zorganizować, wróciłem. Cała masa przemyśleń pozytywnych i tych takich nie do końca. Byłem pod wrażeniem tego, jak wszystko było fajnie dogadane z pilotami. Wynikało to zapewne z potężnej bazy kontaktów, jakie APC wypracowało sobie przez lata swojej działalności. Wielkim plusem latania z APC jest to, że ich loty organizowane są przy okazji i w sąsiedztwie imprez lotniczych. Daje to możliwość fotografowania dużej ilości i różnorodnych statków powietrznych. Minusem takiego podejścia jest jednak totalne podporządkowanie się ramom czasowym jakie wyznaczają przylatujące samoloty. To utrudnia reżyserowanie sesji w temacie akrobacji samolotu za rampą, w temacie wyboru tła za samolotem oraz uniemożliwia jakikolwiek wpływ na porę dnia lotów czyli wpływ na tak ważne - światełko. Po prostu APC bierze to co dostaje, a to często jest za mało. Dodatkowo nie podobała mi się atmosfera panująca w czasie trwania przedsięwzięcia. Było jakoś sztywno, poważnie i można powiedzieć szorstko. Czułem się dość obco, bo to jakby nie mój styl. Gdy dołożyć do tego ilość atrakcji, która miała się wydarzyć, a jednak się nie wydarzyła, to po imprezie pozostał delikatny niedosyt. Cała ta akcja sprawiła jednak, że w głowie pojawiła mi się myśl o zorganizowaniu czegoś podobnego w Polsce. Czegoś podobnego, ale rozszerzonego o aspekty, których brakowało mi podczas lotów z APC. W końcu w Polsce też mamy pięknego Skyvana, który jest prawie idealnym „Photoshipem”, mamy super samoloty do fotografowania, a przede wszystkim wspaniałych ludzi lotnictwa. Wiedziałem, że w temacie fotografowania samolotów wojskowych, przynajmniej na chwilę obecną, nie da się wiele ogarnąć. Pomyślałem więc o lotnictwie cywilnym. A skoro tak to…
- Artur, masz chwilę? Sprawa jest. Czy miałbyś ochotę wziąć udział w organizowanej przeze mnie sesji air-to-air… nie zdążyłem dokończyć zdania, gdy usłyszałem znamienne:
- Namawiał, namawiał i namówił! :) Tymi słowami Artur Kielak pokazał mi, że jest zielone światło dla takiego pomysłu, a nie zastanawiał się długo, gdyż jak powiedział, zawsze gdy się za coś razem zabieraliśmy, to zamieniało się to w złoto. Tak pozytywnie podkręcony zadzwoniłem również do Wojtka Krupy i też od razu usłyszałem, że jest bardzo chętny do wzięcia udziału w imprezie. Po krótkim czasie okazało się, że Wojtek planuje przylot razem z Piotrem Haberlandem! Wooow! Cudownie! Będziemy zatem mieć Grupę Akrobacyjną „Żelazny”! Korzystając z kontaktów Pawła Mamcarza, którego wtajemniczyłem w moje przemyślenia podczas zajęć Akademii Nikona, dotarliśmy też do Piotra Jafernika (właściciela i pilota Skyvana). Szybko się dogadaliśmy. Ustaliliśmy cenę, terminy i czas trwania lotów. W tej całej układance brakowało mi cały czas jednego elementu. Mamy trzy, z punktu fotograficznego w zasadzie podobne samoloty sportowe. Przydałby się jakiś większy i jakiś zupełnie inny akcent. Taki, który by był mega ciekawy sam w sobie, może też jakiś historyczny. Również taki, by pozostali piloci chcieli/mogli polecieć razem z nim w formacji. Może jakiś An-2? No a jak „Antek” to może… poczciwy Wiedeńczyk? Telefon do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, ustalenie warunków i… będzie Wiedeńczyk! Byłem w szoku! W krótkim czasie udało mi się zaprosić i dograć uczestnictwo takich wspaniałych gwiazd polskiego lotnictwa. Gdzie tam ja, ktoś znikąd dzwoni do Kielaka, Krupy, Radwana i… dostaje zgody na działanie w projekcie, który przecież mógł zakończyć się totalną porażką!? Byłem mega dumny, szczęśliwy i jeszcze bardziej spięty! Co więcej, z mojej strony miałem tylko zabezpieczyć paliwo, parafinę i podstawową logistykę przedsięwzięcia, a pozostałe koszty lotnicy wzięli na siebie - oczywiście otrzymując ode mnie obietnicę przesłania po przedsięwzięciu całej masy pięknych fotek. I niech mi ktoś powie, że Fotografia nie ma mocy!? No dobra. Wstęp od strony lotniczej został poczyniony. Teraz druga, równie ważna sprawa. Fotografowie. Fotografowie, którzy nie tylko zrobią piękne zdjęcia, ale jeszcze zapłacą za przedsięwzięcie. Mimo wielkiego ukłonu lotników, to jednak wynajęcie Skyvana, paliwo dla wszystkich maszyn, parafina, plus cała masa innych kosztów, to solidny wydatek. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że sesja z założenia była niekomercyjna, że nikt na tym nie miał zarobić, a opłata miała pójść tylko i aż na pokrycie kosztów, udało się wszystko ogarnąć stosunkowo tanio. Tanio w stosunku do lotów za granicą. Przyszedł w końcu czas ogłoszenia światu o projekcie. 25 marca 2017 roku założyłem wydarzenie na Facebooku i… w zasadzie po chwili miałem już pełny skład fotografów! Co więcej, w sporej części byli to moi przyjaciele z SPFL, którzy z niejednego pieca chleb jedli, również z pieca air-to-air! Zatem nie dość, że miałem fotografów to jeszcze z najwyższej półki. To z kolei miało się przełożyć na moc fotografii, która ma bezpośrednie przełożenie na zadowolenie pilotów. Jak piloci będą zadowoleni i fotografowie, to czy można sobie wyobrazić większy sukces? Teraz pozostało dograć już tylko szczegóły, które jak się później okazało, były mega istotne. Tego samego dnia, w którym utworzyłem wydarzenie, w projekcie ATAM pojawiła się ważna postać. To Dawid Walas, który sam z siebie postanowił pomóc i bardzo pomógł w temacie spraw logistyczno-lotniczych przedsięwzięcia. Dawid poznał mnie też z Marcinem Pampuchem, który wspaniale zorganizował wszystko z ramienia Aeroklubu Ziemi Piotrkowskiej. Tak oto zawiązał się ATAM TEAM!
12 maja 2017. Poranek wita mnie piękną pogodą. Miało być beznadziejnie, ale rzucam po raz ostatni okiem na ICM i wygląda na to, że beznadzieja pogoda jest i będzie ale na południe od Piotrkowa. W Piotrkowie idealnie. Przypadek? Nie sądzę :) Artur już jest na miejscu. Po kilkunastu minutach przylatują też „Żelaźni”. A tam przylatują, robią krótki i bardzo dynamiczny pokaz dla licznie zgromadzonych widzów, którzy przyjechali tu tylko i aż po to, by pooglądać z ziemi nasze działania!
- Wreszcie mamy „Żelaznych” w Piotrkowie! Mówi Marcin wyjaśniając, że jak do tej pory nie udało się tej słynnej grupy do Piotrkowa na pokazy zaprosić. Duma i radość mnie rozpiera. Wszystko wydaje się działać idealnie zgodnie z planem. Jeszcze tylko kontrolny telefon do Pana Zbyszka Chłopeckiego, który wraz z Jerzym Antonkiewiczem mieli już przylecieć „Wiedeńczykiem” i następuje małe otrzeźwienie. Z powodu fatalnej pogody nie wystartowali jeszcze z Krakowa. No trudno. Miało być tak pięknie, ale pogody nie przeskoczymy. Będą „Żelaźni”, będzie Artur Kielak, wrażeń mnóstwo. Idziemy na salę, gdy w kieszeni wyczuwam wibracje telefonu. To dzwoni Pan Zbyszek! Odbieram i ledwo go słyszę z powodu panującego po drugiej stronie połączenia hałasu:
- Panie Sławku, lecimy! Krzyczy do telefonu Pan Zbyszek. Suuuper! Wielka ulga. Już po godzinie mamy cały ATAM-owy skład na Sali wykładowej i zaczynamy briefing.

Nasz pierwszy briefing

Po przedstawieniu sobie wszystkich uczestników Meetingu i przekazaniu konkretnych wiadomości związanych z organizacją sesji, prezentuję wszystkim swoje pomysły. Te z kolei są uzupełniane o pomysły pilotów i powoli wyłania się obraz całego przedsięwzięcia. Troszkę obawiałem się o to jak na siebie będą reagować choćby „Żelaźni” i Artur Kielak. W końcu to pewnego rodzaju konkurencja i mają też jakąś swoją historię. Niepotrzebnie! To wspaniali ludzie i właśnie nawet dogadują się co do wspólnych lotów w formacji!
Po chwili już przypinamy się do Skyvana. Wszystko fajnie, zabawa, wygłupy, dobry humor, ale… bezpieczeństwo najważniejsze. Tu nic nikomu nie może się przydarzyć! Wszystkie osoby będące bezpośrednio na rampie zapinamy taśmami nawet podwójnie. Lepiej o raz za dużo niż choćby pół za mało. Jesteśmy gotowi. Startujemy! Oczywiście z otwartą rampą. Dla mnie to nie była nowość, ale wiem co czują ci, którzy wykonują taki lot po raz pierwszy. Ja czuję to samo za każdym razem! Szarpnięcie na początku, coraz szybciej uciekający do tyłu pas startowy, który z wysokości mniejszej niż metr, już po chwili widzimy kilkaset metrów za i pod nami.


Tak wygląda start widziany z rampy Skyvana

 

Lecimy nad Zalew Sulejowski. To kolejny ważny dla mnie akcent. To tu w 2004 roku w ośrodku „Molo” nad zalewem właśnie, założyliśmy Stowarzyszenie Nikon Klub Polska. To tu od tamtego czasu organizowałem zloty zarówno NKP jak i obecnie SPFL Air-Action. Dzięki temu znam bardzo dobrze okolicę. Tak mi się przynajmniej do teraz wydawało, gdyż z góry wszystko wygląda zupełnie inaczej i jeszcze piękniej. Nie raz zastanawialiśmy się stojąc na molo, jak fajnie by było gdyby teraz tu, nad wodą zalewu przeleciał jakiś samolot. A dziś? Dziś to my lecimy nad molo i to bynajmniej nie w celach stricte turystycznych. Nie ma jednak czasu na podziwianie przyrody i inne przemyślenia. Pod nami już majaczy sylwetka poczciwego Wiedeńczyka!

An-2 Wiedeńczyk

Majestatycznie płynie w ciepłym popołudniowym światełku. Raz niżej, raz wyżej. Wyraźnie widać skupione twarze pilotów, którzy mimo tylu lat doświadczenia w powietrzu, takie latanie wykonują po raz pierwszy. Latamy nad zalewem trasą przypominającą wydłużoną ósemkę. Daje to możliwość robienia zdjęć w locie po prostej w dwóch różnych kierunkach w stosunku do słońca oraz wykonania zdjęć w dwóch różnych zakrętach. Melancholię lotu potężnego dwupłatowca przerywa nagle pojawienie się obok niego Artura Kielaka w swoim XtremeAir XA41, który wpada na scenę niczym pocisk!

Na ATAM-ową scenę wpada Artur Kielak na swoim XtremeAir XA41

Szok jaki to dynamiczny samolot! Szok jak Artur nad nim wspaniale panuje! Widziałem jego wyczyny nie raz, ale tu, w tym wszechogarniającym nas trójwymiarze, tak bardzo z bliska, wygląda to totalnie obłędnie! Wpadł na scenę dynamicznie, by już po chwili lecieć obok Wiedeńczyka a to z jednej, a to z drugiej, a to, no z każdej strony. Jeszcze chwila i na naszej ATAM-owej scenie pojawiają się „Żelaźni”. Wszyscy razem tworzą można powiedzieć historyczną formację. Przynajmniej ja nigdy nie widziałem takiego wyjątkowego składu w tak pięknym locie. An-2 w linii Skyvana, Wojtek z Piotrem po bokach, Artur pod spodem. Komenda „Smoke on!” i już nasi sportowi akrobaci ciągną za sobą warkocze białego dymu. Ciarki przebiegają po całym ciele, bo mam świadomość, że tworzymy historię!

Wyjątkowa formacja: An-2 Wiedeńczyk, Grupa Akrobacyjna Żelazny (Zlin Z-50 i Extra 330) oraz XtremeAir XA41

Zgodnie z ustaleniami z briefingu, Wiedeńczyk wraca na lotnisko, a my fotografujemy kolejną wyjątkową formację, która świadczy o tym, jakie wspaniałe podejście do latania mają nasi piloci. Można rzec, że „Żelaźni” i Artur Kielak znowu razem! Różne konfiguracje, różne układy. Świetnie współgrają ze sobą kolory samolotów „Żelaznych” z kolorem samolotu Artura, na tle cudnego Zalewu Sulejowskiego.

Żelaźni razem z Arturem Kielakiem nad wodą Zalewu Sulejowskiego

Na chwilę żegnamy Artura. Teraz pora tylko i aż na „Żelaznych”. Loty po prostej, zakręty, szerokie plany, zbliżenia. Zdjęcia robią się same! Wyraźnie widziane uśmiechnięte twarze pilotów świadczą o tym, że nie tylko my mamy teraz niezłą frajdę! Piloci przecież też mają super widok. Leci przed nimi tzw. „Latająca lodówka” z otwartymi drzwiami, w których aż roi się od obiektywów :)

Żelaźni - Wojtek Krupa i Piotrek Haberland

Piotrek odlatuje na lotnisko swoim Zlinem Z-50. Czas na solistów. Zaczyna Wojtek na samolocie Extra 330. To tzw. program dowolny, czy jak kto woli świrowanie za rampą. Co zrobi pilot zależy od tego co ma zamiar pokazać i jak bardzo komfortowo czuje się za rampą Skyvana. Piękne, dynamiczne manewry lidera „Żelaznych” to coś czego wcześniej nie zdarzało mi się focić z rampy. Zawsze były to mniej lub bardziej statyczne loty. Pamiętam jakie wrażenie zrobił na nas „Monk”, jak wywinął F-16 do lotu odwróconego. Doskonale wiem, że to zupełnie inne samoloty i inne warunki. Tu jednak mamy prawie pełen wachlarz figur akrobacyjnych okraszony kłębami dymu.

Lider Żelaznych Wojtek Krupa w dynamicznych manewrach

Wojtek wraca na lotnisko. Pora na ostatniego aktora naszego lotu nr 1, czyli „Króla Artura”. Jak na króla przystało robi dla nas niesamowity pokaz! Tak dokładnie – pokaz! Po raz pierwszy w życiu fotografuję pokazy lotnicze siedząc na otwartej rampie pędzącego samolotu.

Artur Kielak zmienia moje podejście do fotografii Air-to-Air

Po figurach dynamicznych pilotowany przez Artura XtremeAir XA41 zbliża się do nas na taką odległość, że o mały włos nie ścina nam protektorów z butów. Niesamowite widok - pracujące tuż przed nami potężne śmigło samolotu. Oczywiście wszystko pod kontrolą pewnej ręki Artura, któremu najwyraźniej wspaniale pasuje rola fotomodela.

Blisko :)

Koniec sesji. Wracamy nad lotnisko. Jesteśmy coraz niżej, bardzo nisko, schodzimy do lądowania. Coś mi jednak nie pasuje, gdyż lecimy stosunkowo szybko! Wyraźnie widać tuż pod nami żółte kwiaty mlecza bogato porastające lotnisko w Piotrkowie i… zamiast pojawienia się betonu pasa startowego – idziemy w górę z niemałym przeciążeniem! No tak – to był klasyczny low-pass! Ale numer!


Tak nasz low-pass wyglądał z lotniska (film Marcin Pampuch)

 

Mamy wspaniałego pilota, który doskonale zdaje sobie sprawę, że nasza sesja jest atrakcją nie tylko dla nas, ale i dla licznie zgromadzonych na lotnisku Aeroklubu Ziemi Piotrkowskiej miłośników lotnictwa. Kapitanem naszego „photoshipa” jest oczywiście Piotr Jafernik. Drugim pilotem jest Edyta Bulowska. Lądujemy wszyscy będąc pod wielki wrażeniem. Wszyscy! My, piloci, publiczność, dziennikarze TVP Łódź, TVN24, którzy od rana robią z nami wejścia na żywo. Ale się dzieje! A to przecież dopiero początek.

Kolejne wejście na żywo w TVN24

ATAM 1 i grupowe zdjęcie całego składu
Teraz pora na wywiady, wspólne grupowe zdjęcie, obiad i krótką odprawę. Wszystko gotowe? Startujemy do lotu nr 2! Zaczynamy od „Wiedeńczyka”. Jest jeszcze cieplejsze światełko i poczciwy Antek wspaniale zgrywa się swoim klimatem z oblaną słońcem, złotą taflą wody zalewu. Jeszcze jedna ósemka i żegnamy przesympatycznych pilotów z Krakowa, którzy majestatycznie obierają kierunek na Kraków. Bardzo dziękujemy!

Wiedeńczyk w ciepłym popołudniowym światełku

Teraz pora na „Żelaznych”. Schodzimy niżej nad wodę, bo taką sesję zaproponował Wojtek Krupa. Uwielbiam latanie na małych wysokościach. Wszystko zasuwa pod nami jakby szybciej, a to świetna okazja do wydłużania czasu ekspozycji i rozmywania tła. Czerwone samoloty Wojtka i Piotra pięknie kontrastują z ciemnym błękitem wody czy z zielenią okolicznej roślinności. Super sesja! Piotrek wraca na lotnisko – wielkie dzięki za super latanie!

Żelaźni w zakręcie za tamą zalewu

Równolegle z lotniska w Piotrkowie startuje ponownie Artur. Po chwili dołącza do Wojtka, a my ponownie robimy historyczne zdjęcia. Dwóch wielkich mistrzów polskiego lotnictwa razem! Ale emocje. Raz prowadzi Artur, raz Wojtek. Super to wszystko wygląda w wizjerach aparatów.

Dwóch Mistrzów - Wojtek Krupa i Artur Kielak

Formację, jak i całą naszą ATAM-ową sesję opuszcza Wojtek i wraz z Piotrkiem wracają do domu. Wielkie podziękowania i szacunek za wyjątkowe latanie! Jesteście wielcy! Teraz na scenie pozostaje już tylko i aż Artur Kielak. To jego drugi lot za Skyvanem, więc jest jeszcze piękniej, jeszcze odważniej, jeszcze bardziej widowiskowo. Artur swoimi lotami zmienia moje podejście do fotografii air-to-air! Całkiem niedawno przecież popełniłem artykuł, który zajmuje zaszczytne miejsce w najnowszym albumie „Odloty hesji 4”. Teraz, z wielu udowadnianych tam tez, muszę się w pewnym sensie wycofać. To już nie jest tylko statyka w powietrzu, to już nie jest tylko wyczekiwanie na ciekawe tło. To jest walka by przy tych długich czasach ekspozycji, które musimy ustawiać w aparatach w celu rozmycia łopat pracującego śmigła, w ogóle uchwycić w miarę ostro samolot w kadrze! Nie raz i nie dwa nam to po prostu nie wychodzi. O dynamice manewrów Artura niech świadczy choćby fakt, że podczas naszej sesji osiągnął maksymalne przeciążenia: 10,5 g na plusie i… 8,5 g na minusie! A wszystko to z nieodłącznym uśmiechem na twarzy.

Artur Kielak ponownie świruje za rampą :)

Wiecznie z uśmiechem na twarzy

Drugi lot kończymy wspólnym niskim przelotem nad lotniskiem z, jak to mówią nasi piloci, z samolotem na sznurku. Teraz krótka przerwa i przygotowanie do lotu nr 3, który ma się odbyć podczas zachodu słońca.


Koniec drugiego lotu widziany z lotniska (Marcin Pampuch) oraz z rampy Skyvana

 

Zawsze chciałem zrobić zdjęcia startującego samolotu lecąc tuż przed nim. Nigdy wcześniej nie miałem jednak okazji na przećwiczenie tego manewru. Air-to-Air Meeting to wyjątkowa impreza. Tu nie realizujemy naszych marzeń, tu tkwimy w nich po uszy i modyfikujemy je od środka jak tylko chcemy! Krótka rozmowa Piotra z Arturem, dobranie odpowiednich prędkości i wysokości lotu i mamy wszystko dogadane. Po chwili kołujemy Skyvanem na pas, a tuż za nami kołuje Artur. My startujemy a Artur wyczekuje na początku pasa. Ciasny zakręt po starcie, lot wzdłuż pasa w kierunku przeciwnym do kierunku startu, nalot na małej wysokości i prędkości na kierunek pasa i już widzimy tuż za/pod nami pędzącego po pasie XtremeAir XA41! Artur startuje ciągnąc za sobą kłęby dymu. Jeszcze kilka sekund i już jest tuż za nami. Wooow! Ale bajka :)

 

Start tuż za nami

Tym razem wspinamy się wspólnie na wyższy pułap celem uchwycenia Artura głaszczącego się z chmurkami w ciepłym świetle zachodzącego słońca. Nie widzimy wysokościomierza, ale wysokość czujemy po drastycznie szybko opadającej temperaturze powietrza. Skostniałe ręce nie przeszkadzają jednak w robieniu zdjęć, a robimy ich setki bo widoki zapierają dech w piersiach! Zachodzące słoneczko, chmurki i Król Artur w swoim żywiole!

Magia lotnictwa

Słońce poniżej linii horyzontu to znak, że czas wracać na lotnisko. Fotografia to malowanie światłem. Nie ma światła – nie ma fotografii. Jeszcze tylko krótka sesja z uradowanym Marcinem Pampuchem, który na chwilę dołączył do Skyvana lecąc samolotem BRM Aero Bristell

Marcin i pełnia szczęścia :)

i już schodzimy do lądowania z Arturem „na sznurku”. Tak mi się tylko wydawało, że do lądowania. Piotrek z Arturem przez radio dogadują parametry niskiego przelotu nad pasem w tej wyjątkowej formacji. Lecimy nisko, coraz niżej. Wydaje się, że Skyvanem omijamy sąsiadujące z lotniskiem drzewa. Artur musi lecieć minimalnie niżej między powierzchnią ziemi, a gazami wylatującymi z ogromną energią z silników naszej „lodówki”. Długo nie zapomnę tego widoku! Jego samolot, z drzewami i krzakami w tle, wygląda jakby leciał za nami model RC! To się jednak dzieje naprawdę i tam naprawdę siedzi człowiek! Jesteśmy już tuż nad ziemią. Sytuacja jest ekstremalna! Wychylam się maksymalnie za rampę i ryzykuję długi czas otwarcia migawki rzędu 1/10 sekundy. Wywalam całą serię zdjęć! Kilka sekund i idziemy w górę rozpuszczając się do lądowania. Lądowanie. Silniki stop.


Tak to wyglądało z wieży lotniska (film Dawid Walas)

 

- Jak było? Krzyczy do nas Piotrek Jafernik.
- Zajebiście!!! Odpowiadamy bez jakichkolwiek wcześniejszych ustaleń wszyscy jednocześnie :D
Szybko, choć nie jest to łatwe zmarzniętymi i roztrzęsionymi od emocji dłońmi, szukam w aparacie tych robionych przed chwilą zdjęć z Arturem w tym wyjątkowym low-passie. Są! Masakra! I ostre! Udało się! Ale moc!!! :) Pokazuję je Arturowi, przybijamy piątkę, robimy miśka…

Wyjątkowy low pass!!!
- Choćby dla tego jednego zdjęcia się opłacało! Rzuca wyraźnie szczęsliwy i mega zmęczony Artur, a ja ledwo stoję od nadmiaru pozytywnych emocji, fizycznego zmęczenia i przepełniającego mnie szczęścia. Tak! ATAM 1 to moje do tej pory największe fotolotnicze osiągnięcie życia! :) Już są plany na kolejne edycje :P


Kilka godzin później, następnego poranka, robiłem już zdjęcia w bazie w Malborku Biało-Czerwonym Iskrom, ale to już historia na kolejną opowieść… Dzieje się :)   

GALERIA - WSZYSTKIE ZDJECIA Z TEGO DNIA

 


Na koniec film zrobiony przez profesjonalistów Grzegorza Marciniaka i Łukasza Kasprzyckiego pokazujący "jak było" :)

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna