Tekściwo

hesja Air-Art Photography

04 CZE 2009

Wolna Polska!

Bohaterowie 4 czerwca 1989 roku

Dziś obchodzimy z wielką pompą 20-tą rocznicę obalenia komunizmu w Polsce. Pierwsze (częściowo) wolne wybory i wielkie zwycięstwo 4 czerwca 1989 r. Pamiętam dokładnie jak pod koniec pierwszego roku na WAT oglądaliśmy Dziennik i jakie trwały dyskusje co to z tego wszystkiego będzie. Jest faktem, że zmiany o­dbywały się na naszych oczach. Potężne zmiany. Z wielu nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy. Niestety mało się mówiło o samym sercu tego ruchu. O działalności tych wielkich głów, które to wszystko wtedy projektowały. Które poruszały tym wielkim mechanizmem zmiany ustroju. Ile trzeba się było nakombinować, nagłówkować, natrudzić by zrobić tak potężną rewolucję ustrojową i to bez jednej kropli krwi!

Świętujemy! Wszystko ładnie i pięknie. „Zaczęło się w Polsce”! itd. itp. Koncerty, pochody, manifestacje. Wszyscy się cieszymy! Ze strachem i zgrozą patrzymy na to co było wcześniej a z nadzieją w przyszłość. Strasznie lubimy takie akcje. Ale też niestety jak prawie zawsze nie potrafimy uszanować największych bohaterów tamtych czasów. Na pewno bohaterem nie była idąca ulicą „robotnicza masa” (cudzysłów a zaraz wyjaśnię dlaczego). Sam widziałem kilka takich akcji, gdzie pod sztandarami Solidarności szli po prostu awanturnicy, którym się wydawało, że dzięki tym sztandarom mają  mandat do obrzucania kamieniami okien, podpalania samochodów i niszczenia wszystkiego co tylko stało im na przeszkodzie. Na pewno bohaterami nie byli ludzie pokroju Kaczyńskich, którzy bez względu na sytuację dziejową zawsze opluwali dookoła wszystko i wszystkich byle tylko samemu być bliżej żłoba. W tej walce o koryto niejednokrotnie grając na emocjach najprostszych osób wciskając im najnormalniej w świecie ciemnotę i chamstwo. Bohaterami tamtych czasów nie byli też tacy ludzie jak ja czyli ci, którzy bez względu na wiek, pochodzenie, wykształcenie, po prostu stali z boku i przyglądali się rozwojowi wypadków. Któż zatem wg mnie może być mianowany bohaterem tamtych dni?

W tym momencie myślę o kilku osobach. O osobach, o których jestem przekonany, że za 100 lat dzieci i dorośli będą się uczyć w szkołach, poznając wreszcie całą prawdę o tamtych czasach. Myślę tu oczywiście o Karolu Wojtyle, Lechu Wałęsie, którzy już za życia doznali chwały związanej ze swoimi czynami. Myślę jednak też i kto wie czy nie bardziej intensywnie o dożywającym swego na pewno trudnego ale jak bardzo znaczącego dla Polski życia – Generale Jaruzelskim i trochę mniej o jego przyjacielu Michaile Gorbaczowie. Wbrew potocznie utartej opinii wg mnie oczywiście, najmniejszą rolę, w zasadzie rólkę w tym całym zamieszaniu odegrał Lech Wałęsa. Jego postać wyłoniła się jak na naukowo udowodnione historycznie zapotrzebowanie na jednostkę. Już tak niestety los świata jest ułożony, że zawsze w danej sytuacji społeczno-politycznej pojawia się jednostka, która jest pewnego rodzaju sztandarem. Aż sztandarem ale też i tylko sztandarem, który jak wiemy musi być niesiony przez innych – tych silnych i tych którzy wiedzą jak i gdzie go nieść. Taka  jednostka jak Wałęsa, musiała się pojawić i się pojawiła. Oczywiście z całym szacunkiem dla Pana Prezydenta Wałęsy, który swoją historyczną rolę odegrał genialnie a wraz z jego rozwojem i obyciem politycznym i moja do niego sympatia wzbiera na sile. Gdyby to jednak nie był Wałęsa to byłby to Kowalski, Nowak czy inny.  Ważne by go wspierały takie mózgi jak Mazowiecki, Gieremek, Michnik, Kuroń... Jednak oni wszyscy mogliby sobie knuć intrygi i planować wolną Polskę gdyby nie pieriestrojka Gorbaczowa i potężny polityczno-życiowy spryt Jaruzelskiego. Jak ja lubię go słuchać. Jaka to wielka postać jest! Co ten człowiek w życiu przeżył, ile przeszedł, ile razy był między młotem a kowadłem. Z jednej strony pękający w każdym miejscu balon zwany Polską z drugiej potężny, obserwujący wszelkie ruchy  „wielki brat”. Ile się nalawirował by doprowadzić do tego do czego doprowadził! Czy już nikt tego dziś nie zauważa? Mógł powiedzieć NIE! Mógł się nie zgodzić na te częściowo wolne wybory, mógł nie dać Senatu. Mógł wyprowadzić wojsko. A on z jednej strony  odpuszczał a z drugiej musiał non stop patrzeć na lewo co robi „wielki brat”. Takie wielkie ciśnienie, taka wielka odpowiedzialność. Niekończące się rozmowy ze współtowarzyszami zarówno polskimi jak i radzieckimi. Gorbaczow był niby z nim ale... i Michaił miał wieczne tarcie ze strony silnego lobby wojskowo-zbrojeniowego, całego aparatu KGB i Bóg wie jeszcze jakich służb. Mało tam debili było? A dużo trzeba by wyprowadzić wojsko na ulice i zrobić jatkę? Dziś Generał w TV mówi, że rozmawia z Gorbaczowem i wspominają tamten trudny czas. Dziś myślę, że mogą sobie spojrzeć w oczy i uśmiechnąć się porozumiewawczo w geście typu: Udało się! Zrobiliśmy to! Zmieniliśmy losy świata! Tylko duet takich wielkich osób był w stanie zobaczyć szansę, zobaczyć coś, czego jeszcze dziś tak wielu niestety nie widzi! Dzięki nim w Polsce nie doszło do rozlewu krwi na wielką skalę. A było do tego tak blisko. Wystarczyło popełnić jakiś minimalny, jeden błąd, chwilę nie być dość czujnym, powiedzieć gdzieś jedno zdanie za dużo czy o jedno słowo za mało. Im się udało! Wspaniały Duet!

Hmmm w zasadzie nie duet ale wg mnie tercet. Taka dwójka ale... ze sternikiem! Tych wszystkich potężnych wydarzeń nie byłoby, gdyby do tej świętej trójcy nie dołączył Karol Wojtyła. Chodząca inteligencja, mądrość i miłość. Nie przez przypadek Papież do końca swoich dni darzył zarówno Jaruzelskiego jak i Gorbaczowa potężnym szacunkiem. On widział też co się działo i (ważniejsze) co w każdej chwili może się wydarzyć. Też potrafił lawirować, potrafił odpowiednio znaleźć się w sytuacji. Mógł przecież z racji swojego urzędu iść na jakąś konfrontację, mówić słowa, które mogły kogoś rozdrażnić, zdenerwować, słowa które mogły odkryć pewne karty, którymi grał od początku swojej kapłańskiej drogi. Jego celem było uwolnić Polskę z jarzma radzieckiego wpływu. Jego miłość i wielka inteligencja podpowiadały mu jak to zrobić by być w zgodzie z jego życiowymi, boskimi zasadami. Mówił, dużo mówił, jeździł, pielgrzymował, rzucał słowa, które były rozumiane dopiero po latach. Tymi słowami walczył. Gestem walczył. Miłością walczył! I w końcu... Zrobił to! Rozegrał mistrzowską partię! Ileż jego poprzedników i już nawet jego następca popełniało na każdym kroku błędy. Ile krwi w historii się wylało „za wiarę”, iluż oszołomów piastowało w przeszłości tron w stolicy piotrowej... Karol Wojtyła nie popełnił żadnego błędu. Był natchnieniem wielu Polaków, którzy dzięki niemu mogli „się policzyć”, zobaczyć ilu ich jest i... dostać lekcję, że można inaczej, że można miłością. JP2 był natchnieniem wszystkich Polaków od tych najprostszych aż po samą górę władzy z gen. Jaruzelskim na czele. JP2 wiedział, że aby doszło do wielkich rzeczy potrzebne są wielkie osoby. Ale wielkie nie tylko z tytułu sprawowanej władzy, lecz głównie wielkie z tytułu patrzenia dalej niż czubek własnego nosa, niż własne koryto, niż własny wygodny stołek. Potrzebne są osoby umiejące poświęcić siebie dla miłości i szacunku innych. Taką osobą na pewno był wtedy Jaruzelski. Dzięki jego działaniu pod wpływem zarówno JP2 jak i Gorbaczowa, który pokazał mu ukradkiem zielone światło zakrywając je jednocześnie by sowiecki wojskowo-reżimowy beton tego nie zauważył, mamy dziś wolną Polskę! To oni są bohaterami tamtych dni! A Jaruzelski jest osobą, która powinna dziś brać udział we wszystkich uroczystościach i być witana na nich z owacjami na stojąco. Jest osobą, której powinien z honorem i szacunkiem pokłonić się każdy szanujący się polityk. Tak jak przed Jaruzelskim kłaniał się Karol Wojtyła a Jaruzelski przed Wojtyłą. Jeszcze długo po „wyzwoleniu” Polski, JP2 prosił Wałęsę gdy tylko ten był u niego na audiencji, by pozdrowił Generała. Ci ludzie to najwyższa półka i od nich my wszyscy powinniśmy czerpać wzorce jak postępować wobec osób, które mają inne poglądy, jak się szanować, jak nie zważając na etykietki lecz na czyny oceniać drugą osobę. JP2 potrafił jakim wielkim człowiekiem jest Jaruzelski, dostrzec jego czyny. A Jaruzelski oczywiście Papieża. Wiedzieli, że będąc pozornie po przeciwnych stronach barykady, całe życie walczyli o tą samą sprawę! O Polskę!

Ile mogłoby się krzywdy stać, gdyby Polską w 1989 roku rządził ktoś pokroju Kaczyńskich. Na szczęście oni wtedy parzyli tylko kawę i mieli do gadania tyle ile powinni mieć, czyli nic. Aż boję się o tym myśleć... Brak sukcesów i co gorsza szacunku zdecydowanej większości Polaków w połączeniu z potężnym zakompleksieniem tych panów doprowadziły do prowadzenia przez nich tzw. polityki nienawiści już wobec wszystkich a zwłaszcza wobec ludzi, którzy są potocznie szanowani i którzy coś w życiu osiągnęli. Ta polityka doprowadziła między innymi do tego, że gen. Jaruzelski podczas dzisiejszych uroczystości, miast przebywać z największymi i świętować swój wielki polityczny sukces z tamtych czasów, na pewno nie przypadkiem, siedział w sądzie na ławie oskarżonych...
A to Polska właśnie.

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna