Tekściwo

hesja Air-Art Photography

15 CZE 2012

Bodø 2012

Bodø International Airshow 2012

Bodø International Airshow 2012


Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie wypad na jakieś nietuzinkowe pokazy. Doszedłem do wniosku, że ostatnio poruszam się wydeptanymi ścieżkami, więc w myśl zasady, że jeżeli chcesz mieć coś wyjątkowego, to musisz coś wyjątkowego zrobić – szukałem czegoś naprawdę ekstra! Gdy przeczytałem na naszym forum wątek Eskimosa (nasz przyjaciel mieszkający na stałe w Norwegii) o pokazach w norweskim Bodø to pomyślałem, że to może być to! Śledziłem rozrastającą się imponująco listę uczestników. Gdy już znalazły się na niej takie znakomitości jak F-104 Starfighter i SAAB JA-37 Viggen, w mojej głowie została przekroczona masa­ krytyczna i powiedziałem sobie „Jadę ja”! O dziwo moje TAK dla Bodø było impulsem dla jeszcze kilku świrów lotniczych z SPFL, w efekcie czego zebrała się nas całkiem mocna, żądna wrażeń grupa!

Po podjęciu decyzji zaczęły się analizy miejsca pokazów. Wykazały one, że naprawdę szykuje się niezła odmiana od tego, gdzie do tej pory fociłem! Bodø leży daleko poza kołem podbiegunowym i podczas pokazów będzie tam panować dzień polarny. Lotnisko w Bodø położone jest w bajkowej krainie pociętej fiordami, górami i sąsiaduje bezpośrednio z morzem. Pogoda na miejscu jest dość nieprzewidywalna, założyłem jednak, że tym zajmą się moi „bogowie”, którzy w temacie pogody są dla mnie od lat bardzo przychylni. W związku z tym, że Bodø to bardzo mała miejscowość i raczej nie ma tam dużego ruchu turystycznego, mieliśmy nie lada problem ze znalezieniem jakiegoś rozsądnego miejsca do spania. Podobnie sprawa przedstawiała się w temacie transportu. Bezpośrednich lotów z Polski nie ma, a te z jedną przesiadką wymagały długiego czasu oczekiwania na lotniskach tranzytowych. Do tego ceny biletów były porównywalne z tymi do USA! Nie mogłem sobie pozwolić na wzięcie w pracy więcej niż dwóch dni urlopu. W końcu jednak udało się rozwiązać cały rebus. Plan był taki, że lecimy w czwartek po pracy SAS-em z przesiadkami w Kopenhadze i Oslo. Lądujemy w Bodø o północy, zaliczamy piątkowe treningi, sobotnio-niedzielne pokazy i wracamy w poniedziałek. Śpimy na campingu w pobliżu lotniska, na którym miejsca (z niemałym trudem) załatwił nam oczywiście Eskimos! Dodatkową atrakcją miały być pokazy „nocne” w sobotę. Niestety nie będzie dużo czasu na zwiedzanie tych zapewne pięknych okolic, ale może coś się wykroi z czasu „nocnego”? Podniecenie sięgało zenitu. Pierwszy raz w Skandynawii, pierwszy raz poza kołem polarnym, pierwszy raz Viggen i Starfighter w obiektywie, ale najpierw… pierwszy lot MD-81!!!

Wsiadam do tej maszyny z totalnie ambiwalentnymi odczuciami. Z jednej strony jestem podniecony opcją lotu samolotem z poprzedniej epoki, a z drugiej mam wyjątkowego stracha jak widzę te silniki w tyle kadłuba. Siadamy z Markiem na naszych miejscach i… już mi się podoba! Fotele są bardzo wygodne i nawet mam sporo miejsca na nogi! Startujemy! Samolot nie jest za wysoki więc wrażenie prędkości przy rozpędzaniu jest spotęgowane, co podoba mi się jeszcze bardziej niż miejsce na nogi! Po chwili już wiem, że bardzo lubię ten typ samolotu. Nie zmienia tego faktu beznadziejne podejście linii SAS do pasażerów. Za darmo mamy bowiem tylko herbatę bądź kawę! Przecież to nie są tanie linie??? Po lądowaniu w Kopenhadze kolejny start i kolejne lądowanie, tym razem w Oslo. Tam spore zamieszanie bo mamy tylko 45 minut czasu na przechwycenie i ponowne oddanie bagażu i sprint przez cały terminal do samolotu do Bodø, który czeka na nas dosłownie przy ostatniej bramce! Rzutem na taśmę wpadamy tym razem do Boeinga 737 i siadamy w… pierwszym rzędzie! Też pierwszy raz siedzę w samolocie z widokiem przed sobą w postaci ściany! Widać za to bardzo ładnie silniki, które przenoszą nas nad górami i chmurami pięknie oświetlonymi przez nisko wiszące ale… nie zachodzące słońce! Podchodzimy do lądowania. Jest godzina 23.30 a mimo to jest bardzo jasno! W holu głównym lotniska, pod wiszącym Spitfirem, wita nas komitet powitalny Air-Action tradycyjną… Colą :) Dzięki niej dość łagodnie znosimy fakt zaginięcia Marka bagażu i wesoło jedziemy sobie na camping, podziwiając kapitalną okolicę! Jest już grubo po północy, a nam pięknie świeci słoneczko. Co ciekawe, mieszkamy tuż przy Saltstraumen czyli fiordzie, w którym występuje najsilniejszy na świecie prąd wodny! Jest rewelacyjnie!!!

Po średnio przespanej, pełnej rozmów o wszystkim i o niczym, jasnej nocy, jedziemy ponownie w kierunku lotniska. Tym razem na piątkowe treningi i na rozpoznanie okolicy. Jest piękna słoneczna pogoda. Bogowie chyba przedobrzyli bo robi się naprawdę gorąco, a to może być dla nas nie za dobre, gdyż nad lotniskiem będzie panować termika, czyli będzie wszystko płynąć – takie Panta Rhei! Póki co jest jednak wspaniale. Pod płotem przyczajamy się na kręcącego nad lotniskiem szwajcarskiego Horneta. Lata nad lotniskiem czyli bardzo daleko od nas. Jedynie wylot na high speed pass jest w naszym zasięgu. Po tym pokazie jedziemy bliżej środka lotniska i tam, na jednej z przylotniskowych górek, rozbijamy obozowisko. Podziwiamy kolejne treningi. Idą w górę Frecce Tricolori, Jurgis Kairys i kolejny Hornet – tym razem fiński! Trzeba przyznać, że pokazuje klasę. Lata bardzo dynamicznie i strzela flarami w ciekawych momentach. Najciekawszym dla nas pokazem, głównie z racji tego, że to nowe, jest pokaz norweskiego demo na F-16. Lata ostro i dynamicznie ale… hen, hen daleko i wysoko. No cóż. Trochę szkoda, że nie ma tu opcji fotografowania z drugiej strony lotniska.

Bolerko na Hornecie

High Speed Pass
Pół sekundy później :)
Sono L'italiano, L'italiano vero :)
Start Norweskiego Solo

EURO 2012!
Norweskie Demo na F-16 wymiata!
Grubcio robi Low Pass
"Cessna z Bodø" - jedna z wielu atrakcji dla volta! ;))
Mimo wszystko jesteśmy pod wielkim wrażeniem scenerii. Błękit nieba, ośnieżone szczyty gór, brzeg morza sprawiają, że jest tu naprawdę odlotowo!

Sobota. Pierwszy dzień pokazów budzi nas ponownie ładną, słoneczną pogodą. Dojeżdżamy do lotniska i przeżywamy pierwszy szok. Jest tylko jedno wejście na lotnisko a przed nim tłum ludzi! Organizacyjny koszmar. Przeciskamy się poza kolejnością dzięki wywieszonym legitymacjom PRESS, ale pokaz belgijskiego F-16 oglądamy jeszcze z perspektywy poirytowanego tłumu. Uff – w końcu jesteśmy na lotnisku. Co my tu mamy? Pięknie wyeksponowana statyka i… mimo wszystko mało ludzi! Eskimos mówi, że celem organizatorów jest osiągnięcie liczby 20 tysięcy widzów w sobotę i niedzielę łącznie! Dla mnie to niesamowita historia. Taka wielka impreza, taka piękna pogoda, tyle wyjątkowych maszyn i jest szansa, że 20 tysięcy osób nie przyjdzie? Zobaczymy. Tymczasem szukamy dogodnej miejscówki. Weź tu człowieku oblicz sobie drogę słońca po niebie jak ono wariuje raz w tę raz w drugą stronę :) Wzdłuż drogi kołowania znajdują się jakieś hangary. Obłożone ziemią i porośnięte trawą tworzą serię górek. Zauważamy, że nikt nie zabrania na nie wchodzić więc… już po chwili jedna z nich staje się naszą bazą.

Nasza górka
Widok na imprezę

Z jej szczytu rozciąga się przed nami kapitalny widok. Lotnisko, morze, obsypane śniegiem góry i wielka piłka! Yyy to chyba nie piłka tylko radar jakiś :) Bajka! Zaczynają się loty. Raz po raz ktoś pokazuje przed i nad nami swój wytrenowany zestaw figur akrobacji. Jest dużo prezentacji i takich drobnych smaczków, wywołanych głównie dzięki fotografowaniu pod słońce. Wspaniale podświetlone są dymy przy akrobacji na Pitts 12S. Ciekawie wlatuje szwajcarski F/A-18 w okolice słoneczka właśnie i pozuje do klasycznej „Algidy”, czyli pełnej kolorów foteczki, której tłem są odległe chmury widziane przez rozszczepione światło słoneczne. Fotografujemy samoloty, ale też okolicę! Co chwilę jakiś statek wpływa do portu Bodø.

Silver Star i piękny klimacik!

 Pitts 12S Python i niezła zadymka!

Fiński F/A-18C w klasycznej "Algidzie"

Latał kapitalnie!

Pokaz driftów znaczy... czas iść na statykę :P

Delikatną przerwę w intensywności pokazów organizator wykorzystuje na pokaz samochodowych driftów, a ja na… statykę. Ładne światło słoneczne i delikatne chmurki na górze to wymarzone okoliczności pracy dla filtra polaryzacyjnego! Nigdy się z nim na statyce nie rozstaję. Modelek na tym wybiegu aż nadto i… tak mało ludzi! :) Zaczynam od Vampirków z równo otwartymi osłonami kabin, następnie idę do tego, przez którego tu jestem czyli do Saab JA 37 Viggena, by w końcu na dłużej zakotwiczyć przy jak zawsze pięknie pozującym P-38 Lightning Red Bulla. Ależ on się mieni w tym światełku! Coś pięknego! W międzyczasie na pas tuż przy mnie wyciągany jest również Red Bull’owy Douglas DC-6 z paniami stewardesami, siedzącymi na konstrukcji i sączącymi wiadomo co :)

Spolaryzowane Wampirki

Cel mojej podróży! Saab JA 37 Viggen
P-38 Red Bulla piękny jak zawsze!
Kolorki - "idzie" się zakochać :)
Deczko historii: Canadair CT-133 Silver Star 3

DC-6 majestatycznie zmierza w kierunku pasa
W zasadzie to ja bardzo lubię Red Bulla!
Poszukajmy szczególików :)

Od tyłu z cieniem...
Od tyłu z chmurką :) i jak tu nie kochać od tyłu!!!?
Wracam do ekipy gdyż pokazy nabierają mocy. Majestatycznie startuje rzeczony Douglas DC-6 i robi kilka zacnych przelotów nad pasem, po nim w górę idą Trójkolorowi robiąc tradycyjne, kolorowe zamieszanie nad naszymi głowami. Po Włochach na błękicie nieba pojawia się połyskujący, pięknie grający na swoich silnikach P-38 Lightning! Wspaniale jest odłożyć na chwilę aparat i wsłuchać się w tę wyjątkową muzykę. Tuż po dźwiękach „Błyskawicy” w powietrzu słyszymy zupełnie inne, równie piękne brzmienie! To pracujące na dopalaczach silniki norweskich F-16, którym trochę delikatniej wtórują silniki startujących Vampirów. Jeszcze chwila i już widzimy całą formację składającą się z dwóch De Havilland Vampire oraz czterech F-16AM Fighting Falcon, raz po raz przelatujących nad naszymi głowami. Rewelacyjne połączenie historii i współczesności norweskiego lotnictwa. Jako że Norwegia ma już niebawem otrzymać najnowocześniejsze F-35, można się spodziewać, że ta wielopokoleniowa formacja lada moment będzie jeszcze zacniejsza! Jeszcze dobrze nie przebrzmiał huk F-16, a już lotniskiem wstrząsają jakieś niespodziewane eksplozje. To pokaz ataku na lotnisko, który powoli staje się normą na większych pokazach. Latają śmigłowce, strzelają komandosi, jest sprowadzony przez F-16 jakiś Hercules – no dzieje się! Tuż po demo na lotnisku rozpoczyna się kolejne demo w powietrzu! Demo z flagą Finlandii i F/A-18 w rolach głównych! Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tak fotogenicznie wystrzeliwanych flar! Wspaniałe pokazy! Tyle się dzieje a do końca jeszcze bardzo daleko! Już po chwili powietrze jest cięte a to przez Szwajcarów z Patrouille Suisse, a to przez Jurgisa i jego Su-26, a to przez… no właśnie! Potężnego C-17 Globemaster III. Ten kolos poczyna sobie nad naszymi głowami jakby zapomniał o swoich 130 tonach masy! Tuż po nim na niebie rozpoczyna się zjawiskowy pokaz ocierający się o magię! To Grumman G-164A Super Ag-Cat i dwie kocice – wingwalker’ki! Majestatycznie przelatują nad nami ciągnąc za sobą dym zarówno spod kadłuba jak i z końcówek obu skrzydeł! Magia. Zdjęcia robią się same. Do tego te dwie dziewczyny szalejące na skrzydłach! Pokaz tak nas zahipnotyzował, że nawet nie zauważamy, iż na pasie stoi gotowy do startu Saab JA 37 Viggen! Cóż to za wspaniała konstrukcja! Jest potężny i… dziwny trochę. Te jego przednie powierzchnie sterowe – prawie nie do zauważenia gdy patrzy się na niego z boku, robią ciekawe wrażenie gdy jest już w powietrzu. Viggen przypomina mi trochę taką kobietę w ludowym stroju z wielką spódnicą. Do tego ten potężny silnik, który bezpośrednio po oderwaniu od pasa wydziera się swoim dopalaczem prosto na nas! Jest wspaniale! Viggen pokazuje nam swoje wszystkie bojowe zalety. Krótki start, duża zwrotność, krótki dobieg, manewrowanie na pasie po wylądowaniu łącznie z jazdą do tyłu! Wyjątkowy, piękny, demoniczny – brawo! Tuż po nim cóż za odmiana! W powietrze wzbija się Blériot XI. Byłem ciekaw czy poleci gdyż bardzo mocno wieje wiatr, a ten samolot to przecież prawie jak latawiec :) Leci! Do tego pilot nie omieszkuje wykonać wszystkich swoich znanych numerów. Podziwiam go przy lądowaniu. Wieje tak mocno, że lądując na trawie zaraz po przyziemieniu staje w miejscu! Niesamowity widok! Na sam koniec, niejako na deser startuje do swojego dynamicznego pokazu historyczny Hawker Hunter. Po Hunterze kończą się pokazy ale… to nie koniec na dziś! Kolejna odsłona pokazów już za kilka godzin w porcie Bodø.

Poszły konie po betonie!

Zakochałem się w tych cieniach na pasie!

Frecce in action! In... Air- Action! :)

Kraj prohibicji a tu pijany pilot?? a feee
O taaak... Focić czy słuchać? W zasadzie jedno drugiemu nie przeszkadza :)
De Havilland Vampire
Start parą

Pokażcie mi drugą bazę w Europie gdzie start jest najpierw z morzem w tle...

a sekundę później z ośnieżonymi górami!!! :)
  

Piękna formacja...

Fire Demo!
Arapaho w akcji!

Taki Axalp tylko z Finem w roli głównej :)

Tymi flarami Fin rozwalił system! :)

I weź tu wybierz jedno ujęcie?
Niech się inni "Hornetowicze" uczą!

Tu nawet PS wyglądali pięknie :)
Jurgis i jego Kobra!
Startuje Boeing C-17 Globemaster III

Low Pass?

Niesamowici zadymiarze!

I jeszcze te laski na skrzydłach - MOC!
Może i brzydki ale... piękny!

Potężna moc!

Pokaźny grill :)

Czyż nie baba w kiecce? :)

Nie... zbyt zwrotny :)

Nooo ten dopiero zwrotny :)

Blériot XI ląduje w miejscu :)

Hunter na dobry koniec dnia pokazów
Klimaty po pokazach w locie

F-104 - piękny!
Port w Bodø. Godzina 22.30. Jesteśmy świeżo po obejrzanej w knajpie pierwszej połowie meczu Polska-Czechy na odbywających się w kraju Mistrzostwach Europy i po otrzymaniu wiadomości, że przegrywamy 0:1. Mimo to humory nam dopisują, bo już za chwilę mają rozpocząć się wyjątkowe – nocne pokazy. Jesteśmy dokładnie w miejscu, w którym mieliśmy być ale wydaje nam się, że albo stoimy nie tu gdzie trzeba, albo ktoś odwołał imprezę a my o tym nie wiemy. Port jest bowiem pusty. No prawie pusty, bo poza nami kreci się po nim jakieś może 50 osób?

Tłumy zebrały się na nocne pokazy! :(
Wydaje nam się to bardzo dziwne. Piękna słoneczna pogoda, piękny port i zapowiedź takich pokazów a w porcie 50 osób? Już sobie wyobrażam co by się działo w porcie powiedzmy w Kołobrzegu, w lato, gdyby miały się tam odbyć pokazy o zachodzie słońca z udziałem naszego solo MiG-29, Su-22 czy innych akrobacyjnych maszyn, latających w towarzystwie fireworków i strzelających flarami! Myślę, że już od rana w całym Kołobrzegu nie byłoby gdzie zaparkować samochodu. Tu jest inaczej… Puste nabrzeże i portowe alejki. Sporo osób tylko w okolicznych restauracjach. Zaczyna się pokaz. Najpierw pojawia się norweski solista na F-16. Znamy już jego styl. Pięknie ale baaardzo daleko!

F-16 Demo - daleko ale... i tak fajnie :)
Jak się nie dało sylwetki to trzeba było chmurexy :)
Nasze 500-tki nawet nie dają rady więc skupiamy się na patrzeniu. Po nim dwa Vampiry latają jak do siebie przyklejone. Szkoda tylko, że próbują dorównać soliście odległością od portu i wysokością lotu. Na szczęście ostatnia atrakcja pokazów robi naprawdę rewelacyjne show! To oczywiście Grumman G-164A Super Ag-Cat, tyle że zamiast kocic na skrzydłach ma dodatkowo zamontowaną instalację, która sieje pięknymi iskrami i raz po raz wystrzeliwuje flary. Na tle uroczo podświetlonego przez „zachodzące” słońce nieba efekt jest niesamowity! Do tego te jego spektakularne dymy! Masakra!

Here We Go!
Poszły i flary!
Bajeczka....
Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Nawet grupa norweskich, wyjątkowo jak na ten kraj urodziwych nastolatek, która postanawia sobie z nami zrobić wspólne zdjęcie, nie przebija wrażenia jakie zrobił na nas ten niebywały pokaz!

Raz focisz Ty raz Ciebie focą - takie życie :P
Niedziela wita nas tym, o czym w duchu myślałem. Zmianą pogody! Zamiast słoneczka i pięknego błękitu mamy dziś wyjątkowe, deczko groźne chmurki. Prognozy też nie są najlepsze a to sprawia, że gdy wczoraj było stosunkowo mało osób na pokazach, tak dziś można powiedzieć, że nie ma ich prawie wcale! To druga smutna wiadomość dla organizatorów. Pierwsza paraliżuje ich od wczoraj. Wynika z niej bowiem, że baza w Bodø będzie w 2013 roku rozwiązana. To przykre i zastanawiające, gdyż do wczoraj wszyscy wiedzieli, że to właśnie tu będą stacjonować nowe, norweskie F-35. To w końcu najbardziej na północ wysunięta baza NATO. Nie mnie jednak wnikać w polityczno-ekonomiczne decyzje Norwegów. Nacieszmy się tym co mamy, a mamy efektowne, demoniczne niebo i zatrważająco mało publiczności! Co można zrobić z tym fantem? Oczywiście uderzyć na statykę! To właśnie czynię. Robię dokładnie te same ujęcia co w dniu wczorajszym, ale zdjęcia wychodzą diametralnie różnie! Odbicia tegoż demonicznego nieba w błyszczącym poszyciu maszyn – wyborne! Jest wspaniale. Podczas fotografowania P-38 ktoś z ekipy Red Bulla zaprasza mnie do środka poza taśmę ochronną, a nawet zachęca do wejścia w strefę między kadłubami a usterzeniem :) Ciekawie wygląda ten samolot z tej perspektywy, zwłaszcza widziany przez obiektyw typu rybie oko!

Na lotnisku od rana zupełnie inny klimat
Ten sam samolot dziś stracił swoje błękity ale zyskał setki innych refleksów
Można porównać z sesją wczorajszą :) Znajdź 10 różnic :)))
W "środku" tej wyjątkowej maszyny!
Zaczyna się latanie. W górę z wielkim hukiem wzbija się belgijski solista na F-16. Chmurki kapitalnie grają ze strugami gorących gazów wylotowych. Po nim mamy pokaz historycznego Silver Star, a następnie szwajcarskiego F/A-18! Dzieje się! Tuż po części „odrzutowej” w powietrze wzbija się DC-3 w obstawie dwóch Harvardów. Niebo jest coraz bardziej demoniczne. Pięknie zarysowują się sylwetki samolotów na jego tle. I te góry w dole – mniam!

Wszystko to samo a zupełnie inne!
No ten dopiero ma gazy :)
 

Norweski Klimat
Kolejne modelki na wybiegu dla volta :))))))))
O takie niebo o! :)
Angry Birds? :P
Nagle z prawej strony drogi kołowania dobiega szum pracującego silnika. Widzę poruszenie w narodzie, który bieży w kierunku barierek. Tak! To oczekiwany i przeze mnie F-104 Starfighter! Niestety tylko kołowanie. Podobno maszyna jest w stanie lotnym, ale nie udało się przed pokazami zgromadzić niezbędnych papierów. Co się odwlecze to nie uciecze. Jest coraz bliżej i… jest naprawdę wyjątkowy! Kawał historii lotnictwa zamknięte w jednym płatowcu.

Check Your Six!!!
Niestety po pokazie F-104 a jeszcze przed Tricolori – demonicznie poszarpane chmurki  przeobraziły się w jednolitą ciemną masę. Zrobiło się szaro i brzydko. Kolejne prezentacje już w zasadzie tylko obserwowaliśmy, bo fotograficzne „szare na szarym” nikomu dobrze nie robi. Później zaczął padać deszcz, który ostatecznie zakończył pokazy nie tylko dla nas. Mimo wszystko z pogodą wyszło prawie idealnie! Jeden dzień w słoneczku, drugi prawie cały w wyjątkowych chmurkach. Mieliśmy zatem pełny zestaw oświetlenia.

Następnego dnia rano, po spakowaniu się, obraliśmy kierunek Warszawa. To nie był jednak zwykły odlot. Lotnisko w Bodø było pełne ruchu, jak to zwykle bywa w poniedziałek po dużych pokazach lotniczych. Mieliśmy sporo czasu po odprawie, było więc na co popatrzeć przez okna terminalu. A to odleciał Szwajcar, a to Tricolori, a to Belg z ekipą. Wszystko to poprzeplatane startującymi samolotami pasażerskimi. Nagle jednak zaczęło się dziać coś grubszego. Ze wszystkich dróg kołowania w kierunku pasa zaczęły się przemieszczać norweskie F-16. Szybko się zorientowałem, że to nie jakiś odlot, tylko rutynowe „GO” stacjonującej w Bodø jednostki! Od początku naszego pobytu w hali odlotów biłem się z myślą, czy nie zacząć fotografować. Przeszkadzały mi tylko ta gruba szyba przed nosem oraz fakt, że wyciągając sprzęt na pewno wzbudzę niepotrzebne zainteresowanie współtowarzyszy oczekiwania na swój odlot. Gdy jednak zobaczyłem pierwsze starty na dopalaczach, dłużej już się nie zastanawiałem. Wyciągnąłem sprzęt, przeładowałem karty i baterie i… rozpocząłem kolejny dzień pokazów! :) Nie wiedziałem czy coś z tego będzie ale sceneria była nader ciekawa. Mokry pas, F-16 startujące na dopalaczach, a w tle ośnieżone góry i nisko wiszące deszczowe chmury! Zabawa była na całego choć przypominało mi to raczej fotografowanie pokazów w telewizorze… i to ściszonym! Starty było widać całkiem znośnie, ale słychać prawie wcale :)

Ot zwykły start... z piłką :)
Nie mogłem się powstrzymać! Dzięki Mark za backstage :P
Odleciały. Powoli też nadchodziła godzina naszego boardingu. Ostatnie ujęcie pokazów poświęciłem wiszącemu tuż nad naszymi głowami (na hali odlotów) Spitfirowi!

Spitfire macha nam skrzydłami na pożegnanie
Bodø International Airshow 2012 przeszło do historii. Była to ostatnia tego typu impreza w tej Bazie. Wielka szkoda bo wszyscy się w niej zakochaliśmy. Bogata gama samolotów, kapitalna sceneria, dzień polarny! Chcemy więcej! Jeżeli informacja o zamknięciu Bazy w Bodø okaże się tylko plotką, to meldujemy się tu za rok na pewno – nie tylko na pokazy!
 

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna