Tekściwo

hesja Air-Art Photography

17 SIE 1999

Gran Canaria

Hiszpania 1999

1999 Hiszpania, G­ran Canaria

Zapowiada się nieźle! Tyle godzin w powietrzu... Start o świcie potem lądowanie w Nicei i... znowu świt i znowu start ;) Super z lotu ptaka wyglądało Lazurowe Wybrzeże. Niesamowita ilość jachtów i żaglówek no i ta paleta barw! Następnie lot nad Gibraltarem i... Afryka! Pustynne widoki przerywane co jakiś czas idealnymi kołami, jak się później dowiedziałem kolistego nawadniania pól robiły wrażenie. Jakiś czas podróży spędziłem na rozmowie z kapitanem w kabinie samolotu. Ależ tam panował meksyk w powietrzu. Był taki tłok, że można powiedzieć, że lecieliśmy po meblach. Pilot co chwilę dostawał polecenia zmiany kursu. Cała Europa postanowiła wypoczywać właśnie w sierpniu i właśnie tam? Szczęśliwie wylądowaliśmy w Las Palmas na Gran Canarii. Szczęśliwie bo niezłe ruchy powietrza były podczas przejścia znad wody nad ląd. Lotnisko zupełnie inaczej nas przyjęło niż na Santorini. Wcale się nie wyczuwało klimatu wakacyjnego. Las Palmas to w końcu stolica i... tam życie bez turystów wcale nie zwalnia ale... ale wsadzili nas w autokar i do Playa del Cura gdzie mieścił się nasz hotel El Cardenal. Podróż z lotniska zrobiła na wszystkich różnorakie wrażenie. Z jednej strony piękne miejscowości pełne zieleni i niespotykanej architektury a z drugiej typowy suchy krajobraz wulkaniczno-księżycowy z niużytkami pokrytymi skałami. Dojechaliśmy do hotelu i... radość na twarzy. Piękny widok na ocean i na nasze baseny położone przed hotelem. Zaraz wypuściliśmy się na zbadanie terenu i z żalem stwierdziliśmy, że niestety tak lubianej przez nas promenady to tu nie ma :( Ale nic to. Plaża i basen pozwoliły nam dość intensywnie wypocząć po podróży i... nabrać sił do zwiedzania jak się później okazało niespotykanych nigdzie indziej okolic.

O Wyspach Kanaryjskich mówi się, że każda jest inna i każda czymś innym się charakteryzuje. Jaka zatem jest Gran Canaria? Strasznie różnorodna i pełna wszelkich atrakcji. Wypożyczonym Peugeotem Cabrio mieliśmy przyjemność zwiedzić calutką wyspę dookoła. Co mnie szczególnie uderzyło? Różnice. Różnice wysokości gdzie wspinaliśmy się od poziomu morza na ponad 1500 m mijając poziom chmur. To był odlotowy widok jak jechaliśmy serpentynami widząc pod sobą obłoki a gdzieś tam w dole, w przerwie między chmurami rozkładające się w słońcu Las Palmas. Różnice też były w roślinności. Zielona i bujna roślinność północy wyspy, przypominająca trochę raz liściaste lasy Europy, raz dżunglę tropikalną kontrastowała z suchym i skalistym południem niejednokrotnie przypominającym skalistą pustynię czy kanion Kolorado. Te zmiany następowały z kilometra na kilometr! Jak odmienne były też plaże północy kamieniste i skaliste w porównaniu z południowymi rozległymi i piaszczystymi! Najcudowniejsza była plaża w Playa del Ingles gdzie był nawet spory kawałek pustyni przywiany przez wiatr z Sahary. Nie tylko z powodu miękkiego piasku podobała mi się ta plaża ale głównie za sprawą niesamowitych wprost fal, które jedna za drugą szły od południa i znajdowały zabawę w straszeniu i przewracaniu kąpiących się turystów.

Wspaniałą przygodą była wyprawa XV-sto wiecznym statkiem (a przynajmniej na takiego wyglądającym) po okolicznych akwenach połączona z piciem piwa, nurkowaniem, pływaniem na skuterach i oglądaniem delfinów czy latających ryb. Było naprawdę fajnie pomijając milczeniem moje chwile słabości wywołane oddziaływaniem fal :)

Byliśmy jednak w pełni szczęśliwi jak odkryliśmy pewną portową miejscowość (Mogan) położoną niedaleko naszego hotelu gdzie w końcu dorwaliśmy się do naszych ulubionych promenad, knajpek a przy okazji przeżyliśmy też rejs żółtą łodzią podwodną! Ależ to była frajda gdy zeszliśmy przy samym dnie do takiego starego wraku statku gęsto zarybionego rozmaitymi gatunkami ryb mieniącymi się tysiącem kolorów!

Wieczory spędzaliśmy albo w Mogan albo w (!) Porto Rico, gdzie było potężne centrum handlowo rozrywkowe albo na dyskotekach w Playa del Ingles. Było bardzo wesoło i rozrywkowo. Zadziwiła nas niespotykana nigdzie indziej roślinność ze Smoczą Draceną na czele, wspaniałe krajobrazy i masa bawiących się ludzi z całego świata. Ale czy dobrze wypoczęliśmy? Tego bym nie powiedział.... Wyspa wydała mi się być opanowana przez wszędobylską komercję a cichych i romantycznych miejsc można było szukać jedynie wysoko w górach. Mimo to wyprawę wspominam bardzo sympatycznie i to nie koniecznie za sprawą samej wyspy :))

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna