Tekściwo

hesja Air-Art Photography

17 STY 2013

Kropelki - modelki

Poradnik fotografii kropelkowej

­Kropelki - modelki!
Poradnik fotografii kropelkowej
styczeń 2013

W związku z szeregiem pytań dotyczących fotografowania kropelek postanowiłem zebrać swoje doświadczenia dotyczące tej ciekawej dziedziny fotografii. Nie uważam się za jakiegoś fachowca w tym temacie, ale jakieś doświadczenia już mam i chcę się nim podzielić :) Dlaczego akurat kropelki? Bo fotografia kropelkowa to wspaniała alternatywa dla wszystkich fociarzy, którzy nie mają zamiaru odkładać swojego sprzętu foto, gdy na zewnątrz mamy taką pogodę jaką mamy (jest styczeń!!!). Fotografia ta rządzi się takimi samymi zasadami jak fotografowanie modelek. No prawie takimi samymi :) Też musimy mieć czym focić, musimy odpowiednio zaaranżować studio no a same kropelki-modelki to też nie byle co, tylko kapryśne i bardzo wymagające stworzenia. Postaram się w tym mini poradniku nie zapuszczać na szerokie wody fotografii ogólnej a jedynie pływać w ciasnej acz zjawiskowej, kropelkowej zatoczce.

Zjawiskowa zatoczka morza fotografii - fotografia kropelkowa!
Czym fotografować?
Pomijając oczywistą kwestię związaną z potrzebą użycia aparatu - najważniejszy w tej fotografii jest jednak obiektyw. Osobiście nie polecam obiektywów ogólnego zastosowania. Jeżeli już to ewentualnie standard 50mm z pierścieniami pośrednimi. Nie jest też dobrym używanie obiektywów choćby tych z rodziny 70-300 z tzw. „funkcją makro”. Najlepsze efekty uzyskamy stosując dedykowany obiektyw makro ze stałą ogniskową i z jak największą minimalną odległością ostrzenia. Krótko mówiąc im większa ogniskowa tym lepiej, o ile przy wzroście ogniskowej nie spada jakość oczywiście. Do eksperymentów z takim obiektywem mogą się też przydać soczewka makro lub pierścienie pośrednie, ale niestety przy zastosowaniu obu tych akcesoriów zmniejsza się drastycznie odległość obiektywu od fotografowanego elementu.

Zestaw, którego nie powstydziłby się sam turbodymomen! Aparat zamontowany na płytce makro. Poza obiektywem makro 60mm mamy tu jeszcze cały zestaw pierścieni pośrednich oraz... soczewkę makro x4 na końcu!
Zdjęcie zrobione powyższym zestawem. Wiecie co to jest? No jak to nie... To zwykłe ziarenka maku! :)))
Mała odległość, w przypadku ciągłego pluskania kropelek-modelek, w krótkim czasie sprawi totalną powódź w naszym sprzęcie foto - a tego nie chcemy. Przed chlapaniem trochę ochroni nas filterek UV, którego zastosowanie też uważam za niezbędne. Aparat oczywiście montujemy na statywie. Dobrze jest jak jesteśmy w posiadaniu specjalnej płytki makro z możliwością dokładnej regulacji odległości od foconego obiektu dla ustalonej uprzednio skali odwzorowania. Tak na szybko: w fotografii makro jest trochę inna filozofia ostrzenia manualnego. Bardzo często ustalamy na obiektywnie skalę odwzorowania a ostrość uzyskujemy poprzez zbliżanie/oddalanie obiektywu od fotografowanego obiektu. Dlatego taka płytka z mikro-regulacją odległości jest idealna do naszego zastosowania. Swoją drogą… Mikro, makro…  Zawsze zastanawiam się czemu o tej fotografii mówi się, że to makro skoro to… mikro, ale co tam :)

Jeżeli chodzi o oświetlenie, to głównym jego elementem jest zewnętrzna lampa błyskowa odpalana zdalnie poprzez użycie lampy wbudowanej. Dzięki temu mamy już dwa źródła światła, które nie dość że oświetlą nam scenę to jeszcze stworzą sporą ilość refleksów na fotografowanych płynach. Oczywiście idealna by była specjalna lampa do fotografii makro ale tym zestawem też sobie świetnie damy rade. Próbowałem oświetlenia studyjnego ale albo ja nie potrafię tego zrobić, albo błysk tych lamp wydaje się być zbyt długo trwający i zdjęcia wychodziły nieostre. Czasami wspieram lampę błyskową jakąś lampą żarową ze światłem ciągłym.  Tak dla ocieplenia zdjęcia i uzyskania ciekawych efektów na kropelkach. Można też pomyśleć o zastosowaniu blendy w celu odbicia światła i ewentualnie ocieplenia/ochłodzenia w zależności jakiego koloru blendę zastosujemy. Można też pomyśleć o tle do naszych zdjęć. Plan fotograficzny nie będzie wielki więc arkusz A3 w zupełności wystarczy. Tło białe albo kolorowe – zależy od naszej pomysłowości. Dobra jest gruba tekturka, którą da się zaokrąglić do promienia  krawędzi  miski tak, by dało się ją postawić tuż za miską. Ja osobiście wreszcie znalazłem super zastosowanie dla kart mojego kalendarza lotniczego, które były wydrukowane dla sprawdzenia różnych ustawień drukarek i nie mogły się zakwalifikować do pokazania światu. Mam tego sporo i to w różnych kolorach :)

W celu fotografowania kropelek-modelek potrzebujemy mieć sprzęt do ich wytwarzania. Zaczynałem moją zabawę w 2006 roku ot pod zwykłym kranem nad zlewem. Można, ale jest to bardzo upierdliwe, gdyż długą chwilę nam zajmie doprowadzenie do stanu, gdy te kropelki będą opuszczać kran (biegać po swoim modelkowym wybiegu) w miarę równych odstępach czasowych.

Każdy musi przez to przejść! :) Zaczynałem kropelkowanie pod zwykłym kranem. Tak wygląda oderwanie się kropli
Dlatego lepsze efekty uzyskamy stosując jakieś urządzenie do wytwarzania kropelek. Ja od jakiegoś już czasu używałem starego i niestety nie do końca szczelnego wkraplacza. Po ostatnich, nie najlepszych doświadczeniach, postanowiłem nabyć nówkę sztukę. Udało mi się znaleźć takie urządzenie z dwiema regulacjami za 140 zł i po sprawdzeniu w boju  stwierdzam, że to jest właśnie to! Komfort jaki daje mi ten nowy wkraplacz jest niesamowity. Można w każdej chwili włączyć/wyłączyć kropelkowanie. Można łatwo sterować tempem kapania. Można też zmieniać sam luz pokrętła regulacji! Kropelki śmigają w jednym, przewidywalnym miejscu. Jest bajka. Szczerze polecam takie rozwiązanie każdemu. Musimy też nabyć bądź zrobić samemu jakieś urządzenie do zamocowania wkraplacza nad miską. Najlepsze są takie dwustronne szczypce, które (mam nadzieję) pamiętacie jeszcze z laborek chemicznych w szkole średniej. Do jednej strony przymocowujemy wkraplacz, a drugą stroną przytwierdzamy cały zestaw albo do specjalnego statywu, albo do mebli kuchennych, czy łazienkowych, w zależności od tego, gdzie robimy studio.


Nowiutki i piękny wkraplacz
Uchwyt do przymocowania wkraplacza do statywu lub jakiegoś mebla
Do fotografowania przyda nam się jeszcze jakaś miska. Nie za duża, nie za mała. Najlepiej kilka rozmiarów. Ja używam takiej stalowej z uwagi na ciekawe odbicia światła. Wiem, słyszałem o zastosowaniu misek przezroczystych, pod które można podkładać różnokolorowe tła ale… o technice za chwilę. Powinniśmy mieć też możliwość regulacji ustawienia miski zarówno w wysokości jej usytuowania jak i kąta pochylenia/nachylenia. Wynika to z potrzeby prawie idealnego jej wypoziomowania, by nie było widać krawędzi, które mogą przeszkadzać później na zdjęciach. Ja do tych regulacji stosuję tak skomplikowane narzędzia jak zestaw garnków, desek do krojenia czy noży, które idealnie nadają się jako poziomujące kliny :) Oczywiście zdjęcia robimy w miejscu gdzie można operować płynami. Zlew kuchenny wydaje się być idealny do naszego przedsięwzięcia.

Studio już prawie gotowe do pracy. Z lewej strony lampa światła stałego (500W), miska wypoziomowana nożem, na misce przymiar kreskowy :) Z prawej strony złota blenda (dokładniej rzecz ujmując - obwinięta odbijającym materiałem plastikowa skrzynka!)
Mój zestaw z roku 2007! Na górze jeszcze stary, nieszczelny wkraplacz :) Lampka na górze służyła do wszelkich ustawień przed samym fotografowaniem.

Co fotografować?
W jakie szaty ubierzecie swoje kropelki-modelki (jaki zastosujecie płyn) to już zależy tylko od waszej pomysłowości. Najlepiej zacząć od wody a później eksperymentować. Ja trenowałem do tej pory z wodą, różnymi alkoholami, sokami, Coca-Colą, mlekiem. Każdy płyn ma inną gęstość i inne właściwości. Im ciekawsze nam się uda zrobić połączenia tym lepiej. Mi osobiście najbardziej do tej pory podobało się użycie Bolsa Blue (heh kiedyś jak Bols wchodził z tym produktem do sprzedaży, to dodawał małą buteleczkę tego specyfiku do zwykłej wódki – z czasem uzbierała się tego spora ilość) oraz łączenie soku malinowego z mlekiem czy wodą. Ciekawy jest też denaturat ale do tego trzeba uzbroić się w maski na twarz oraz przygotować na totalne zasmrodzenie całego mieszkania.

Przygotowanie do sylwestrowej imprezy? No jakby nie patrzeć nie ma w tym żadnej przesady. Poszło prawie wszystko za wyjątkiem płynu do chłodnic :) Poszło na kropelkowanie oczywiście!!! :)
Każdy fotograf wie, że nie tylko uroda modelek się liczy ale też i ich charakter oraz jak się potrafią zachować przed obiektywem. Poznajmy zatem charakter i zachowanie się naszych kropelek-modelek. Nie będę się rozpisywać o fizyce zjawiska wpadania kropli do płynów, ale słów kilka napiszę w jakich odsłonach możemy kropelki przyfocić. Nie interesuje nas sam lot kropelki z dyszy wkraplacza, choć zapewne dla niej musi on być fascynujący. Naszą foto-sesję rozpoczynamy od razu z dużego "C" czyli walnięcia kropelki-modelki w powierzchnię. Zatem pierwsza faza (dla mnie najciekawsza chociaż chyba najtrudniejsza do uchwycenia) to wejście kropelki w taflę płynu. Taki impact potrafi być bardzo spektakularny. Zwłaszcza gdy płynem w misce jest jakiś alkohol. Kropla wpadając w taflę powoduje potężny (jak na tę skalę) rozbryzg płynu. Dla mnie idealnym zdjęciem i celem wielu minut polowań, jest takie, na którym kropla jest już do połowy w tafli, będąc otoczoną przez mikro kropelki dookoła tworzące coś na kształt korony. Co ciekawe - sama kropelka wbrew pozorom, nie integruje się od razu z nowym otoczeniem lecz zachowuje z grubsza swój kształt. Po impakcie, ta sama kropla wylatuje pionowo w górę. Najpierw ciągnie za sobą słupek płynu, by w ułamku sekundy zamienić się w słupek z odizolowaną piękną kropelką pierwotną na górze. Następnie słupek dzieli się na kolejne kropelki i wszystkie razem, ładnie całym rządkiem, wpadają z powrotem do wody. Zjawisko ich ponownego wyrzutu powtarza się ale już z o wiele mniejszą intensywnością i wielkością. Reasumując, następują po sobie kolejne fazy do focenia: impact – słupek - słupek z kropelką na górze - rządek kropelek. Dodatkowo nie możemy zapominać o ciekawym rozkładzie fal na powierzchni. Przypomina on trochę powierzchnię membrany głośnika, więc nazywam go sobie roboczo - po prostu: Tonsil :) To też ciekawy obiekt do fotografowania, zwłaszcza gdy w jego centrum znajduje się wystająca do połowy kropelka.




Powoli

Pojedyncza kropelka Bolsa Blue podczas sztormu w misce :)
Piękny
To samo tylko z zastosowaniem innego tła, przez co zmienił się drastycznie układ kolorów całej fotografii
Jak fotografować?
Jak teraz te wszystkie elementy połączyć by osiągnąć piękną fotografię? Zaczynamy od ustawienia miski. Ustawiamy ją tak, by można było przy niej operować sprzętem foto. Tzn. by można było ustawić obiektyw tuż nad powierzchnią płynu ale też i na jej wysokości - znaczy obok miski. Następnie nalewamy do niej wody/płynu i sprawdzamy, czy jest dobrze wypoziomowana. Idealnie jest, gdy płyn wypełnia miskę w 100% i nie widać z żadnej strony jej krawędzi. Teraz ustawiamy wkraplacz wieszając go nad miską na wysokości powiedzmy 30-40 cm lub wyżej. Napełniamy go wodą i sprawdzamy gdzie spadają krople i czy damy radę miejsce ich upadku dość swobodnie fotografować. Jako, że akcja będzie dynamiczna – nie będziemy w stanie podczas fotografowania stosować żadnej opcji autofokusa w aparacie. Ostrość oraz odległość fotografowania, musimy narzucić niejako z góry. Ja od dawna stosuję swoją metodę, polegającą na konkretnym oznaczaniu miejsca upadku kropel jakimś długim i płaskim ustrojstwem. Kładę je niejako na wodzie, opierając na brzegach miski w taki sposób, by krople spadały dokładnie na jego krawędź. Dobrze jest, by nasze urządzenie miało na tej swojej krawędzi dość kontrastowe elementy. Przydadzą się one do precyzyjnego, wstępnego ustawienia ostrości. Dlatego do tego celu używam najczęściej albo linijki (bardzo przydaje się skala milimetrowa) albo… brzeszczotu od piłki do metalu ;) Po precyzyjnym ustawieniu naszego przymiaru w odpowiednim miejscu, wyłączamy kapanie. Teraz ustawiamy tuż przy misce blendę oraz tło. Plan zdjęciowy naszego kropelkowo-modelkowego studia jest gotowy!

Ułożenie
A tak to wygląda przez obiektyw! Brzeszczot podczas pracy w mleku - widać miejsce spadania kropelek. Uwaga - chlapie jeszcze bardziej! :)
Linijka pomaga złapać ostrość na wodzie
Zaczynamy zabawę z denaturatem! Gdy mamy zamiar przejść na nowy płyn roboczy, zacznijmy najpierw od produkowania z niego kropelek. Niech wpada sobie do wody i powoli ją wypiera. Trzeba przetrenować wszystkie mieszanki. Denaturat w wodę, denaturat w denaturat, woda w denaturat! Na górze widać nówkę wkraplacz! :)
Teraz pora na sprzęt foto. Ustawiamy statyw tuż przy szafce zlewowej tak, by dwie jego nogi wręcz przylegały do szafki kontrując ustawienie statywu nogą trzecią (dłuższą). Na statywie montujemy aparat. Na jakiej wysokości? To zależy od tego co i jak chcemy fotografować. No właśnie - zaczyna się zabawa w ustawienia właściwego kąta fotografowania a co za tym idzie, zabawa w to co będziemy widzieć na zdjęciach. Fotografując pod zerowym kątem lub prawie zerowym – niejako z powierzchni płynu – uchwycimy ciekawie strukturę płynu w poszczególnych fazach uderzenia kropelki. Moim zdaniem są to najciekawsze zdjęcia ale też najtrudniejsze do wykonania. Zwiększając kąt aparatu czyli fizycznie jego wysokość nad naszym planem, widzimy poza przebiegiem uderzenia kropelki w taflę, również to co dzieje się na powierzchni tafli – jak rozkładają się fale lub korona kropelek po impakcie. Za wysoko z tym kątem bym nie szedł gdyż im wyżej, tym zdjęcia coraz mniej pokazują co dzieje się z kropelką, a przecież to właśnie na pokazaniu tego zjawiska nam zależy najbardziej. Polecam osobiście zerowy, bądź bardzo mały kąt. Montujemy zatem aparat na właściwej wysokości i ustawiamy jego podstawowe parametry. Wiadomo, że musimy ustawić zewnętrzną lampę w tryb „Remote”, że musimy dobrać jak najkrótszy z możliwych czas ekspozycji. Dobrze jest ustawić jak najniższe ISO, byśmy później nie musieli odszumiać skóry naszych kropelek-modelek. Najważniejszymi parametrami, na których będziemy prawie non stop pracować, będą przesłona i odległość ostrzenia czyli wszystko co jest związane z ostrością i plastyką naszych zdjęć. Autofokus ustawiamy na manual i próbujemy ustawić ostrość na krawędź naszego przymiaru, który cały czas sobie leży na wypełnionej płynem misce. Mówiąc o ostrości miejmy też na uwadze parę spraw. Przede wszystkim to, że zdjęcia powinniśmy robić na minimalnie możliwej głębi ostrości. Owszem, można je też robić na dużej głębi (dużej wartości przesłony) ale moim zdaniem to nie wygląda później dobrze, bo poza ostrą kropelką mamy wtedy jeszcze dość wyraźne elementy wszystkiego co jest za nią, czyli wyraźne krawędzie miski, to co jest na dnie miski i co gorsza to co jest za miską. Moim zdaniem do zdjęć kropelek-modelek powinniśmy podejść prawie dokładnie tak jak do portretów prawdziwych modelek. Pokazać na zdjęciach kropelkę, a całą resztę wyrzucić poza głębię ostrości. Takie maziaje w tle pięknie uatrakcyjnią nasze zdjęcia czyniąc wszystkie fotografowane zjawiska jeszcze bardziej mistycznymi. Mała głębia ostrości to jednak spore niebezpieczeństwo zrobienia nieostrego zdjęcia a więc ustawienia są nie lada wyzwaniem. Musimy w zasadzie już podczas ustawiania ostrości zdecydować, którą fazę kropelkowego szału będziemy fotografować. Już minimalny kąt nachylenia aparatu względem powierzchni może bowiem sprawić, że miejsce impaktu kropelki będzie ostre ale już słupek nie. Możemy mieć wyrzuconą w górę kulę kropli ostrą ale miejsce impaktu i słupek wcale. Pamiętajmy, że aparat ustawia ostrość w płaszczyźnie prostopadłej do osi obiektywu, tylko jednego mikro-planu, a nasza kropelka-modelka zajmuje kilka mikro-planów oddalonych między sobą dosłownie o milimetry. Do tego nawet jak nastawimy się na fotografowanie konkretnej fazy, to jak w nią trafić, skoro wszystko trwa ułamki sekund? No i tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Nie ma na to konkretnej recepty o ile robi się te zdjęcia tak jak ja – amatorsko. Są bowiem maniacy, którzy tworzą specjalne urządzenia wyzwalające migawkę w konkretnym momencie ale… moim zdaniem to odziera trochę ten rodzaj fotografowania od tego pierwiastka przypadkowości i zaskoczenia, które dla mnie są bardzo cenne.

Zdjęcie bez obróbki pokazuje co widać w aparacie. Przy małej głębi ostrości nie przeszkadzają nawet kuchenne płytki w tle. W górnym lewym rogu widać lampę błyskową.
Zabieramy z miski nasz przyrząd do ustawiania ostrości, w lewą rękę bierzemy lampę błyskową i ustawiamy ją bardzo blisko miejsca, w którym będą spadać kropelki i mamy w zasadzie wszystko gotowe do fotografowania. Kiedyś, jak nie fociłem z dodatkową lampą światła stałego, to wyłączałem w tym momencie wszystkie niepotrzebne źródła światła i nastawała ciemność. OK! Włączamy kropelki – puszczamy nasze modelki na wybieg! Dobrze by nie spadały zbyt szybko. Przy częstym kapaniu tafla płynu w misce nie zdąży się uspokoić po poprzedniej kropli i mamy wtedy efekt focenia podczas sztormu :) O ile nam na nim oczywiście nie zależy. Tu dochodzi kolejna zależność: im większa powierzchnia tafli (wielkość miski/naczynia) tym mniejsze fale/zaburzenia. Kiedyś próbowałem focić na powierzchni kufla do piwa - szaleństwo fal trwało tam w zasadzie prawie bez przerwy. Ustalamy zatem częstotliwość padania kropelek i… pstrykajmy. Jak fociłem po ciemaku to próbowałem zgrać rytm naciskania spustu migawki z rytmem dźwięku spadania kropel, co jakiś czas podglądając czy jestem w fazie. Gdy natomiast widzimy spadające krople, możemy naciskać spust patrząc na zachowanie kolejnych kropelek i w zależności od tego na której fazie nam zależy – właśnie na nią polować. Co jakiś czas przyglądajmy się już zrobionym fotkom ale broń Boże nie ruszając ani niczego na planie ani aparatu/statywu! Każdy milimetr w jedną czy drugą stronę to nieostre zdjęcia i potrzeba uciążliwej korekty ustawień. Jeżeli podczas przeglądania zdjęć uznamy, że ostrość układa się nie tam gdzie powinna, zróbmy delikatną korektę albo pierścieniem ostrości obiektywu albo śrubą mikro na makro-płytce. Podobnie z głębią ostrości. Zobaczmy czy nie jest za mała/za duża i regulujmy przesłoną. Popatrzmy też ogólnie jak wygląda zdjęcie. Czy nie ma strasznych przepałów od refleksów światła? Czy tło pomaga czy przeszkadza w odbiorze. W każdej chwili możemy podmienić tło, zmieniając ogólna kolorystykę zdjęcia. Wszystko zależy od naszej wizji.  Podobnie rzecz się ma w temacie roboczych płynów. Poeksperymentujmy troszkę zarówno z gęstościami jak i kolorami. Na początek proponuję zmianę tego płynu, z którego robimy kropelki-modelki. Pamiętajmy, że kropla która wpada na taflę płynu w naczyniu, po chwili śmiga ponownie w górę. Jeżeli płyn w kropli różni się od tego w misce, to znaczy że pójdzie w górę już troszeczkę zmieszany z płynem z miski. Tu zaczyna się największa frajda tych zdjęć. Mamy możliwość przyfocenia mieszania się ze sobą często totalnie niepodobnych do siebie płynów. Fajne efekty osiąga się mieszając płyny o granicznych gęstościach. Ja uwielbiam sok malinowy (nie tylko do picia!). To bardzo gęsty i lepki płyn, przez co leniwie miesza się z wodą czy alkoholami. Bawiłem się też z Bolsem Blue, który na zdjęciach tworzy taką ciekawą, jakby zamrożoną powierzchnię. Mleko z sokiem malinowym? Mniam – powstaje z takiego połączenia taka delikatna, budyniowa seria. O denaturacie już pisałem – uważajcie na ten wyjątkowy smród! Przez niego chyba już nie będę z „jagodzianką” eksperymentować, chociaż…? :) Jak będę sam w domu to może, by nie narażać innych osób na totalny dyskomfort! Mam jeszcze masę pomysłów na inne płyny. Jak tylko będzie czas i wena to kolejne eksperymenty wejdą w grę.

Impact kropelki-modelki z soku malinowego w mleczną taflę
Kropelka z soku malinowego wybita z mleka i już trochę z nim zmieszana
Słupek kropelkowy z soku malinowego wyskakujący z wody. Z prawej strony zbliżenie na niesamowite
Jedna z moich pierwszych kropelkowych fotografii. Kran, woda do miski, duża przesłona i duży kąt patrzenia aparatu.
Ponownie Bols Blue i kropelka-modelka padająca na uspokojoną taflę płynu. Widać charakterystyczne
Impact! Denaturat w... pół na pół - denaturat z wodą
Sok malinowy wpada w denaturat. Efekt
To samo co powyżej tylko po zmianie tła na cieplejsze. Jakie tło? Noooo karta z kalendarza  :)
Podczas sesji modelowo-kropelkowej, bądźcie przygotowani na kilka niedogodności. Pierwsze z nich to na pewno spore zachlapanie sprzętu. W celu jak najmniejszej ingerencji płynów na ważne elementy naszego sprzętu foto, sugeruję użycie filtra UV oraz częste czyszczenie jego powierzchni. Takie krople na szybce filtra, potrafią popsuć nam jakość zdjęć. W celu skutecznego czyszczenia zarówno optyki jak i obudowy sprzętu, miejmy non-stop do dyspozycji zestaw czyszczący w postaci szmatek, papierków, patyczków i spirytusu technicznego. Wszystko przyda się niechybnie. Kolejną niedogodnością związaną z fotografią kropelkową jest efekt jednak sporej przypadkowości trafienia we właściwą fazę wejścia kropelki-modelki w taflę płynu. Nie zdziwcie się jak 99% zdjęć będzie po prostu do wyrzucenia. Albo na nich nie będzie nic ciekawego, albo nie wstrzelimy się z ostrością, albo kropelka zachowa się zbyt nudno bądź zbyt niefajnie. Nie przejmujcie się tym. Pozostanie zawsze ten 1% zdjęć, z których będziecie zadowoleni. Taki mały sukces jak mała jest kropelka-modelka. Niby mała ale gdy się ją podejrzy w odpowiedni sposób, okaże się, że jest wyjątkowa, piękna i fascynująca! Czyli dokładnie taka jak fotografia do której Was zachęcam! Zachęcam i przestrzegam: to wciąga! :)

Czyż choćby dla takich zdjęć nie opłaca się to całe zamieszanie? :)
 

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna