Tekściwo

hesja Air-Art Photography

17 LIP 2007

Kreta i Santorini

GRECJA 2007

Kreta, Santorini - Grecja 2007

Wycieczkę w bardzo miłej atmosferze wykupiliśmy trochę po znajomości w firmie Aster nota bene jednej z lepszych hurtowni sprzętu foto! Była to oferta dnia z biur­a Scan Holiday. W zasadzie odpowiadała nam miejscówką bo znajdowała się w pobliżu Chani, o której pisano i... jak się później okazało prawdą, że to najpiękniejsze miasto na Krecie! A zatem decyzja zapadła... Sirios Village w Kato Daratsos 4km na zachód od Chanii. Przelot z Centralwing więc... ok.

Mieliśmy opcję ze śniadaniami i obiado-kolacjami więc dokładnie taką na jakiej nam zależało. Bez sensu bowiem brać All Inclusive skoro i tak już w założeniach nie zamierzaliśmy siedzieć na tyłkach w hotelu : Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego jaki to był trafny wybór miejscówki! Hotel o bardzo wysokim standardzie, dość luksusowo wyposażone pokoje w bungalowach w sympatycznym gaju opanowanym totalnie przez... Cykady!

W centralnym punkcie zespołu hotelowego dwa duże baseny (można było rano pokonywać nawet spore długości crawlem), dwa małe brodziki dla dzieci ze zjeżdżalnią, otwarty bar prawie non-stop czynny, salon gier i potężny hall hotelowy z sympatyczną recepcją : Żarcie w hotelu nie do przejedzenia. Naprawdę smaczne i zróżnicowane. Przed hotelem duży podjazd z dużym parkingiem... No hotel robił wrażenie... Do tego wszystkiego usytuowany był blisko Chanii, zaraz przy National Road (nowa, wybudowana w większości ze środków Unii Europejskiej droga, łącząca w dość szybki sposób wschód z zachodem Krety). Skoro już o drodze mowa to trzeba mieć czym po niej jeździć. Gdzie się nie spojrzy same wypożyczalnie samochodów i wszystkie głośno krzyczą o pełnym ubezpieczeniu! My też z takiej skorzystaliśmy. Zamówiony wieczorem samochód przyjechał do nas pod hotel z rana i... z pełnego ubezpieczenia okazało się że, że nie ma ubezpieczenia na koła i podwozie ;) no trudno, nie było już czasu na mieszanie ale trzeba się o to wcześniej spytać. To nasza rezydentka nam poleciła tą firmę : Jakie koszty?? Suzuki Jimny za 210Euro na trzy dni... Inne samochody od 150 do 180 Euro na trzy dni... Generalnie im na dłużej się bierze tym taniej to wychodzi. Polecam samochód terenowy bo często i gęsto jeździliśmy takimi drogami, że zwykłe nie dawały po prostu rady. Do tego wszystkiego... uwaga na greckich kierowców! Jeżdżą trochę bez kultury w stosunku do innych użytkowników drogi i... w stosunku do siebie też, bo jak wytłumaczyć na przykład jeżdżenie już grubo po zachodzie bez włączonych świateł lub wyprzedzanie samochodu, który zatrzymał się przed znakiem stop przed drogą z pierwszeństwem i wyjeżdżanie prosto pod koła tych na pierwszeństwie? Hihi ;) Z tego co się dowiedziałem można być po lekkim piwku czy winku, ważne by nie okazać zachowań alkoholowych przed policją, która stoi z reguły w ściśle określonych miejscach o czym wiedzą miejscowi i o czym bardzo chętnie informują ;)

Chania
Bardzo malownicze miasteczko ze swoją burzliwą historią, której kolejne okresy widać spacerując, czy nawet zatracając się w jej krętych, kolorowych, wąskich i prze-urodziwych uliczkach. Gdy już ma się totalnie dość spacerowania i focenia uliczek, można dobrnąć do równie malowniczego portu weneckiego ze słynną latarnią oraz nie mniej słynnymi tawernami, w których jadła i napoju chyba nigdy nie zabraknie. Obowiązkowo trzeba się tam pojawić w okolicach zachodu słońca... Wtedy Klimat wzbiera na sile wzbogacony o piękne ciepłe barwy bijące od zachodzącego słońca. Po odrobinie odpoczynku w porcie, gdy już totalnie bolą tyłki od siedzenia w tawernie, gdy już nie wchodzi przepyszne ichnie pifko Mythos wracamy znowu do labiryntu uliczek by ujrzeć nocne życie i ruch jaki tam panuje mimo późnej pory. To naprawdę super chwile. Wracając do hotelu taksówką trzeba pamiętać o korzystaniu z tych korporacyjnych, granatowych. Szare, lepiej omijać z daleka bo nigdy nie wiadomo ile się zapłaci.

Plaża Balos
Mimo opowieści naszej rezydentki, że do plaży w Balos to tylko można się dostać wykupując wycieczkę statkiem połączoną ze zwiedzaniem wyspy Gramvousa i że ponoć samochodem jest się bez szans i w ogóle nie ma takiej opcji, nam z mapy wyglądało inaczej... Okazało się, że mooożna dojechać tylko na samym końcu zaparkować na parkingu i przejść kilkaset metrów do samej plaży. Dojazd to sama atrakcja bo super wyboistą drogą, której okolice zamieszkują (jak prawie całą Kretę) dzikie kozy.

Śmiechu z nimi co nie miara było ale ale... najważniejsze. Doszliśmy do plaży i... szok! Jest cudowna, koralowa, błękitno-turkusowa z przyjemnie orzeźwiającym wiaterkiem i wspaniałą krystalicznie czystą wodą! Filmowa błękitna laguna niestety musi się schować przy Balos. Chwile tam spędzone były prawie mistyczne... Do tego wszystkiego było stosunkowo bardzo mało narodu. Dopiero około godz. 14.00 jak zawinęły do zatoczki wycieczkowce to zaczęło się robić tłoczno. Ale to był ten moment by plaży Balos powiedzieć papa ;)

 

Plaża Elafonisi
Podobnie jak plaża w Balos, Elafonisi położona jest na zachodnim wybrzeżu Krety tyle, że w przeciwieństwie do Balos, na jego południowym odcinku. Równie piękna, choć z racji łatwiejszego dostępu ogólnie obłożona stonką : Choć trzeba przyznać, że ta stonka to nie to co u nas nad Bałtykiem, gdzie wszyscy muszą się zmieścić na 15 metrach plaży. Wielką zaletą plaży Elafonisi jest jej różnorodność i wielkość. Ponieważ podobnie jak w Balos charakteryzuje się dużymi łachami piachu i płyciznami, które można przemierzać w te i wew te bez końca : Nie piszę już o fantastycznych skałach, kolorach i wodzie, która wszędzie jest krystalicznie czysta i niesamowicie kolorowa.

Paleohora
Stare typowo greckie miasteczko z portem i piękną duuużą plażą. Charakteryzuje się tym, że przy mniejszej ilości turystów można w nim ustrzelić typowo grackie tradycyjne klimaty. Szczególnie dziadków siedzących przed swoimi domami : Mnie w Paleohorze najbardziej urzekły skały na linii wybrzeża, które jak nigdzie indziej ukazały mi charakter miejsca położonego w miejscu styku płyt afrykańskiej i europejskiej. Ciekawe miejsce gdzie świeżo zrobiony nadmorski betonowy chodnik jest wręcz wysadzony na ponad metr przez owe skały. Muszę zapytać siostrzyczkę czy to możliwe by w bardzo krótkim czasie takie kolosy przesunęły się o kilkanaście metrów?? Widok robi wrażenie...

Wąwóz Samaria
No to potężne dzieło natury, największy w Europie wąwóz pięknie się ciągnie na odcinku 17 km w stronę morza. Takie naprawdę ładne górki i szlak w wąwozie biegnący przez miejscowość Samaria poprzez Żelazną Bramę aż do morza. Powiedzmy sobie szczerze, w panujących tam upałach wędrówka górska jest prawie nie do zniesienia. Nieprawdą natomiast jest by do Żelaznej Bramy można było dotrzeć jedynie od strony lądu! Przetrenowaliśmy zagadnienie i... pięknie można do Agia Roumeli dopłynąć promem ze Sfaki i przejść ok.4-5 kilometrów od morza do Żelaznej Bramy (największe zwężenie wąwozu, jakieś 4-6 metrów którego ściany mają w tym miejscu ok. 600 metrów wysokości) no i z powrotem na prom. Całość zajmuje około 3 godzin i warto! Nie tylko z powodu pięknych widoków w wąwozie ale też widoków podczas samego rejsu!

Rejs Hora Sfakion, Loutro, Agia Roumeli
Lokalny prom wydawać by się mogło jakaś mała łupinka... okazał się wielkim statkiem, który zabrał nas z Hory Sfakion, zwanej przez Greków Sfakią w stronę Wąwozu Samaria. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to niesamowita czystość i kolor wody! Taki bardzo nasycony niebieski, który co chwilę mienił się innymi odcieniami w zależności od głębokości i kąta patrzenia. Świetnie się od tej wody odcinały nabrzeżne skały, które również miały bardzo wymyślne kształty. W połowie drogi dopłynęliśmy do miejscowości Loutro. Tak usytuowanej turystycznej wioski to chyba jeszcze nie widziałem. U podnóża gór na samym wybrzeżu. Loutro w całości obsługiwane jest przez promy bo... nie dochodzi tam żadna droga! Bo jak? : Tak więc turkusowo-błękitna woda, białe hoteliki, palmy, piękna plaża... No rewelacja! Wszystkie te miejscowości z wody (nie tylko oczywiście) wyglądają kapitalnie! Podobnie jak i cel naszego rejsu: Agia Roumeli.

Frangocastelo
W drodze ze Sfaki do Plakias nie sposób nie odwiedzić Frangocastelo ze swoim tytułowym zamczyskiem w roli głównej położonym bezpośrednio nad plażą. Widok ciekawy aczkolwiek fakt, że wokół zamku jest po prostu parking samochodowy dla plażowiczów sprawił, że nie dało sięjakiegoś super ujęcia zamczyska w pełnej krasie zrobić ;)

Plaża Preveli
Na tą plażę robiliśmy dwa podejścia. Najpierw orientowaliśmy się czy można i do niej dopłynąć stateczkiem. Okazuje się, że jest to możliwe z portu w Plakias. Nota bene też pięknej miejscowości z cudownie położoną przy wysokich skałach plażą.

Stateczki pływają tam co chwilę w godzinach przedpołudniowych. My pojawiliśmy się tam popołudniu więc... pozostało nam podjechać i oblookać plażę z góry bo jest oczywiście dojazd samochodem ale podobnie jak na Balos z późniejszym zejściem z wysokich skał (niestety później też i z wejściem :) Po przemyśleniu sprawy doszliśmy do wniosku, że rzeczywiście lepiej będzie pojechać samochodem, bo będziemy niezależni, niż pchać się stateczkiem i niewiadomo ile czekać na powrót. To był dobry pomysł. Zeszliśmy bez problemu (czego nie da się powiedzieć o wejściu) i... magia... Las palmowy z rzeczką, która wpływa do morza i... miesza się słodka ze słoną wodą. Kapitalne zjawisko : Do tego wszystkiego sama plaża położona wśród skał. No krajobraz bajkowy. Po zakosztowaniu kąpieli wodnej i słonecznej postanowiliśmy rowerkiem wodnym wpłynąć w górę rzeki. Klimaty piękne, woda wszędzie czysta, nawet żółwie pływają ;). Polecam wszystkim gorąco!

Plaża Matala
Tak, to jedna z tych plaż, na których gdy się pojawisz pierwszy raz to z lekka szczęka opada. Umiejscowiona w zatoczce z cudownie malowniczymi ścianami skał po bokach. Do tego w tych skałach jakby z piaskowca, same zakamarki i małe wnęki jaskiniowate. Efekt znakomity! Mimo, że plaża w moim podsumowaniu ma ocenę plaży miejskiej ;) Podobnie jak Elafonis. Z racji łatwego dostępu samochodem, autobusem i... umiejscowienia przy większym mieście.

Santorini
No nie mogłem sobie odmówić wizyty na tej (wg mnie) jednej z najpiękniejszych wysp świata! Byłem tam już w 1998 r. i miałem duży niedosyt... nie tylko z fotograficznego punktu widzenia : Co więcej, po obecnej wizycie niedosyt nie ustąpił ;) Tak to już jest, że jak ktoś potrafi się zachwycać ot, leżącym na ulicy kamieniem... to w takich okolicznościach jak Santorini gubi głowę i... wariuje po prostu ;) Na Santorini z Krety można się dostać na wiele sposobów. Pierwszy to wycieczka grupowa. Słono płatna (ok. 130 EURO) od osoby a w cenie: rejs statkiem, transfery na Santorini z portu do Thiry i Oi oraz grecki wieczór na statku w drodze powrotnej. Można statkiem na własną rękę, można promem a można... tak jak my ;) Nie dość, że na własną rękę to jeszcze wodolotem! A tak! Bo to frajda jest dopiero sunąć z taką prędkością po tym pięknym morzu. Droga impreza... Najdroższa ale... czego się nie robi dla przygody? Do tego start z Heraklionu więc... trzeba było samochodem i gdzieśgo porzucić w porcie : Wbrew pozorom zakup biletów na wodolot to nie takie hop siup! Trzeba je rezerwować wcześniej... albo wzbijać się na wyżyny i... kombinować na ładne oczy. Nie wiem czy mam ładne ale... bilety załatwiłem! Tego samego dnia przed odlotem : Wrażeń z rejsu nie da się opisać więc... przejdę do dopłynięcia na Santorini. No wyspa już na samym początku rzuca na kolana! Non stop morze aż w końcu wynurzają się pozostałości dawnego wulkanicznego Santorynu w formie urwisk z wyraźnymi warstwami geologicznymi i... białymi domkami na swoich 600-metrowych szczytach do złudzenia przypominającymi śnieg po prostu ;) Sam port... to istne szaleństwo. Kilka wielkich statków, promów i innych takich. Wyrzucono nas na brzeg. A tam masakra jakaś! Masa narodu jedni w tą inni wew tą! Ci do autokarów inni do taksówek jeszcze inni zwariowali! A ci pozostali w ilości szt. 1 robili fotki ;) hihi Ale jak się dostać na górę?? Pieszo? Szaleństwo! Taxi? 17 EURO!!! I jak szybko policzyłem odwiedzając tylko dwie miejscowości (Tire i Oię) to za taxi wydalibyśmy masakrę kasy! Więc? Samochód! Wynajęcie samochodu w takim kotle to nie lada zadanie i na pewno nie dla osób, które nie lubią ryzykować. Jest tam jak na bazarze na którym w ciemno płaci się swoją kartą kredytową! Na szczęście wszystko obyło się bez zgrzytów ale... weksel In blanko z danymi z karty dla zabezpieczenia zostawić trzeba! 60 Euro na 5 godzin, bo tyle czasu tylko mieliśmy. No nie było to przesadnie długo ale... można było przy odrobinie kondycji tochę zobaczyć. Jak super się stało, że trochę pobłądziliśmy hihi i się okazało, że zamiast być w Tirze to my byliśmy trochę obok ale za to w pięknej "dzielnicy" z samymi tylko hotelikami, basenikami, tarasami i... potężnym wszechpanującym spokojem! Co za widoki! Co za upał! Co za klimat! Dach jednego domku jest podłogą następnego! A wszystko nagle przechodzi w potężne kilkusetmetrowe obsuwisko prosto do samego morza. Strach się bać ;) Potem Tira a na końcu Oia. Jakaż ona piękna i urodziwa. Te białe domki z niebieskimi wykończeniami, to granatowe morze dookoła, ten błękit nieba! Klimat, klimat i jeszcze raz klimat! Nie do opisania! (to co ja tu robię?). Aparat prawie mi się zagotował w ręku ale... ponoć było warto ;) Niestety te 5 godzin nie dały nam szansy na posiedzenie i zaczerpnięcie klimatu Santorini w którejś z przyjaźnie zachęcających tawern. Chęć zobaczenia-sfocenia jak najwięcej... była silniejsza. Niestety to jest koszt bycia maniakiem 9 Czasem robienie zdjęć przesłania nam uczucie fascynacji pięknem danego miejsca... Obiad wsunęliśmy dopiero w restauracji w porcie. Też było sympatycznie i Souvlaki + grecka sałatka smakowały wyśmienicie! Powrót tym samym wodolotem ale już w klasie biznes, dało nam okazję poznać trochę tą... biznesową kastę Greków : Totalnie zmęczeni z Heraklionu doczłapaliśmy się do Kato. To był wyczyn. Udało się! Jak zwykle, hihi

Całe wakacje baaardzo udane! Brakowało tylko czasu na wszystko! Zdecydowanie trzeba tam jechać na dwa tygodnie by zwiedzić wszystko i nie ganiać tak jak my z językami na wierzchu. Do zwiedzenia pozostała nam cała wschodnia część wyspy. Więc... może kiedyś?? ;)

Kreta????? Grecja????? BARDZO POLECAM! Chyba głownie z tego powodu, że nie została jeszcze totalnie skomercjalizowana... Że została... Grecją


Wyświetl większą mapę

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna