Tekściwo

hesja Air-Art Photography

17 SIE 1992

Saint Tropez

FRANCJA 1992

1992 Francja, St. Tropez

Koniec czwartego roku!!! Po promocji, młodo upieczeni oficerowie wreszcie dorwali się do normalnych pensji i... w głowie zaświtało, że można by coś z tym fantem zrobić. Jedni nakupowali sprzętów rozmaitych, inni zainwestowali gdzie się da a my z Dzidkiem (mój przyjaciel z Wydziału Mechanicznego)??? Postanowiliśmy przeżyć wielką przygodę, bo: "...wielka to rzecz być w podróży". A jak wielka podróż? To na południe Francji­ skąd jeszcze dobiegało echo filmów z Luisem de Funes'em i pogłoski o wyjątkowej swobodzie obyczajów tam panującej.

A więc? W drogę!!! Podróżowaliśmy autokarem, którego stan techniczny jak i wyposażenie daleko odbiegały od stanu autokarów jadących w dalekie trasy. Ale nie to było przecież dla nas istotne. Istotne było miejsce, w jakie się udawaliśmy. Kilkadziesiąt godzin trwała podróż do St. Tropez, ale gdy tylko dotarliśmy na miejsce od razu wiedzieliśmy, że się opłacało. Krajobraz Prowansji i klimat Lazurowego Wybrzeża powaliły nas na kolana. Mimo trudów podróży, po zaobozowaniu na kampingu przy samej plaży, zaraz poszliśmy na patrol po okolicy. Już pierwsze kroki przyprawiły nas o zawrót głowy a panująca wszędzie golizna nie dawała spokoju naszym pobudzonym wakacyjnie głowom :-) Na plaży ciężko było wyleżeć z otwartymi oczyma a już o wejściu do wody nie było mowy. Natura nas tak jakoś skonstruowała, że na niektóre bodźce reagujemy tak jak reagujemy i... już! Poza atrakcyjnymi widokami posilaliśmy się oczywiście standardowo piwem i bagietkami. Najlepiej z całej naszej wycieczki, dzięki temu piwu znosiliśmy panujące tam upały. Cały dzień na lekkim chmielu i było wesolutko. Szybko też zbrataliśmy się z damską częścią naszej ekipy i było jeszcze sympatyczniej. Mieszkaliśmy tam prawie trzy tygodnie wspaniale się bawiąc i dużo zwiedzając. Pamiętam dobrze wycieczkę do Monte Carlo, Monaco, Cannes, Nicei. Wizyta w Kasynie w Monte Carlo, choć była chwilowa, ale przyniosła dochód, za który to nabyliśmy Gin na wieczorne picie. Mniej (ze zrozumiałych przyczyn) pamiętam degustację win, po której odwiedziliśmy perfumerię. Generalnie z Dzidkiem super się rozumieliśmy. Zabawa była non-stop. Całe dni na plaży, wieczorem dyskoteki i takie tam inne atrakcje. Żyć nie umierać!!! Jeszcze jedną atrakcją naszej wyprawy było podczas powrotu zwiedzanie Awinionu i zamków nad Loarą (standard) oraz... parodniowy pobyt w Paryżu.

W Paryżu odłączyliśmy się od grupy i poprowadziłem Dzidka swoimi ścieżkami. Zwiedziliśmy o wiele więcej niż reszta, oczywiście z dziedziny artystyczno-imprezowej :-) Polecam wszystkim tamte strony Europy. Nie należą one do najtańszych, ale atmosfery Lazurowego Wybrzeża trzeba, choć na chwilę spróbować. Kolor wody pozostanie na pewno na długo w pamięci!

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna