Tekściwo

hesja Air-Art Photography

14 STY 2013

Radar uwaga!

Uwaga! Polska - ograniczenie prędkości!

­Trochę się zastanawiałem czy pisać swoje przemyślenia w temacie, który tak szeroko ostatnio wszędzie jest dyskutowany ale... no muszę. No bo już mnie cholera bierze jak słucham tego ogólnego biadolenia, tych wszędobylskich protestów na projekty związane z radarami na polskich drogach :(

Czy mam coś nowego, błyskotliwego­ do przekazania? Nie! Chcę się podzielić tylko swoimi przemyśleniami w temacie. Może dlatego, że jak to przeleję na papier i może upublicznię to będzie mi lżej i już nie będę musiał za każdym razem jak włączę TV siarczyście kląć słuchając  mediów, które rzucają ten temat głównie po to by wywołać dyskusję, bo ta z kolei przyniesie im dłuuuugi tasiemcowy temat do wszelkich debat i spotkań z "ekspertami", co z kolei przełoży się na kasiorkę dla mediów właśnie. Ubolewa­m tylko, że tak spora grupa społeczeństwa jest im za chór :( Prawdopodobnie w myśl modnego ostatnio trendu kpienia ze wszystkiego co wymyśli rząd - nawet jak to jest dobre właśnie dla nas. Taka moda na zachowania typu: "Jak żyć Panie Premierze?!" Ja osobiście nie zawsze bezkrytycznie zgadzam się ze wszystkim co rząd uradzi ale w temacie zaostrzenia "polityki prędkościowej" na naszych drogach, przy oczywiście pewnych założeniach - jestem już teraz zdecydowanie na TAK. Już uzasadniam i postaram się nie odbiegać daleko od faktów.

Dużo jeżdżę i to nie tylko po Polsce. W zasadzie nie wiem czy aż tak dużo ale... przejechałem za kierownicą ponad milion kilometrów i... nie mam na liczniku żadnego wypadku ani nawet przycierki. Nie znaczy to, że jeżdżę bardzo wolno ale... wydaje mi się, że myślę będąc za kierownicą i mam tzw. oczy dookoła głowy. Czemu o tym piszę? Bo dzięki temu naprawdę dużo widziałem na drogach nie tylko polskich, a moje spostrzeżenia układają się w pewną historyczną całość. Analizując to co się dzieje na naszych drogach i znając to co dzieje się w Europie, można pokusić się o pewne analogie. Otóż: jeździłem po Europie też jeszcze w XX wieku. Nie ma się czym chwalić ale w 2001 przejechaliśmy z przyjacielem przez całą Europę (od Portugalii) ze średnią prędkością 200km/h. Ze średnią! Zupełnie bezkarnie! Czy udałoby się to zrobić dziś? Na pewno nie! Po pierwsze dlatego, że już od tamtego czasu jesteśmy o wiele mądrzejsi a po drugie, być może ważniejsze - nie pozwoliłby nam na to system kontroli prędkości zainstalowany na drogach Europy zachodniej. Tak właśnie potoczyła się tam ewolucja. Najpierw mieli super drogi a później wprowadzono system, który uczynił te drogi bezpiecznymi! To dzięki niemu w Austrii w centrum Wiednia o godzinie 2.30 w nocy wszyscy jadą na czteropasmówce równiutko 80 km/h! To dzięki niemu w Szwajcarii, mimo posiadania super samochodów i setek koni mechanicznych pod maską w tunelu wszyscy jadą równiutko 80 km/h! Co ciekawe - też i polscy kierowcy jeżdżąc obecnie po Europie,  wloką się równie perfekcyjnie jak ich zachodni współużytkownicy dróg! Nie przekraczają dozwolonych prędkości nigdzie i nigdy! Czy to jakieś czary? Czy może jakiś system edukacyjny? Nie oszukujmy się! Żadne systemy edukacyjne ani żadne czary! W aspekcie okiełznania prędkości kierowców na drogach, dla których zawsze i wszędzie wielką pokusą było jest i będzie wciśnięcie gazu do dechy jest... System trzepania po kieszeni za nieprzestrzeganie zasad ruchu drogowego! I to system nie byle jaki! Tam za przekroczenie prędkości nawet o kilka kilometrów są potężne mandaty a radary stoją w zasadzie wszędzie! A tam żeby tylko radary! Jest wszędzie masa kamer, odcinkowych pomiarów prędkości i innych takich cywilizacyjnych udoskonaleń systemu ścigania tych wszystkich, którzy przekroczą dozwolone reguły. Do czego to doprowadziło? Ludzie przestali szukać radarów. Przestali kupować CB by wiedzieć gdzie "suszą miśki". Po prostu jest tego tyle, że jedyną racjonalną opcją jest jeżdżenie zgodnie z nakazami/zakazami! Nauczyli się, że każde wykroczenie to potężny ból dla kieszeni i lepiej przyjechać na miejsce troszkę później i cało niż o wiele biedniejszym bądź... w plastikowym worku. Zawsze jak jeździłem po Europie, to zastanawiałem się kiedy w Polsce ktoś w końcu powie dość. Nie ukrywam, że było to i dla mnie uczucie dość ambiwalentne. Z jednej strony chciałoby się przycisnąć, z drugiej jednak chce się powiedzieć dość! Brawurze, szaleństwom, śmierci na naszych drogach spowodowanej zbyt dużą prędkością lub prędkością niedostosowaną do warunków jazdy. Za każdym razem po przejechaniu granicy polskiej, dało się wyczuć spore przyspieszenie. Kto nie przyspieszał był obtrąbiony przez pozostałych w myśl panującej u nas zasady, że każdy kto jedzie od nas szybciej to drogowy pirat i debil, a każdy kto wolniej to sierota i zawalidroga uprzykrzający innym "normalną" jazdę! Sytuację z nocnego Wiednia można odnieść do nocnej Warszawy, w której to właśnie nocą ma się wrażenie brania udziału w samochodowych wyścigach, w których jadąc 120 km/h wydaje się, że się stoi w miejscu! To w Polsce na ograniczeniach prędkości gdzie nie ma radarów lub gdzie nie stoi policja - prawie nikt nie zwalnia a tylko nieliczni przezorniejsi zwalniają do umownego 20km/h więcej od zakazu. Co ciekawe, nawet jak stoi gdzieś radar i wszyscy grzecznie przed nim zwolnią, to zaraz po przejechaniu jego linii - noga idzie w pedał i następuje restart kolejnego odcinka specjalnego :) W efekcie tych wyjątkowych wyścigów, w których jadą prawie sami amatorzy a jedyni prawdziwi wyścigowi kierowcy (przynajmniej ci których osobiście znam) jadą wyjątkowo wolno, osiągane są naprawdę wyjątkowe na skalę europejską wyniki. Czy tego chcemy czy nie, w Polsce na drogach ginie najwięcej osób w całej Unii Europejskiej! W przeliczeniu na milion mieszkańców jest to ponad 100 osób!!! Ta liczba szokuje i powinna wszystkich zaniepokoić. Nie chodzi tu już o wstyd przed innymi krajami ale o ten potężny dramat, który dzieje się u nas każdego dnia! Każdego dnia kilka rodzin w Polsce traci swoich najbliższych. Pół bólu wtedy, gdy ktoś przesadzi z prędkością i zginie sam, ale... gdy ktoś przeceni swoje możliwości albo możliwości samochodu, albo możliwości drogi i wypadnie ze swojego pasa taranując niewinną rodzinę jadącą swoim pasem na święta zabijając rodziców i dzieci i... może jeszcze samemu wychodząc bez szwanku to co wtedy powie? Przepraszam? Nie wiedziałem? Nie dałem rady? Pomyliłem się? Zawsze mi się udawało? Ja osobiście nie wiem co bym zrobił gdyby przez takiego idiotę moja córka straciła życie. Mało jest takich przypadków? Skąd się tacy "wiejscy rajdowcy" biorą? Ano stąd, że jest ogólne przyzwolenie na jeżdżenie z dużą prędkością! Jest wręcz szpan na spotkaniach towarzyskich w rozmowie z kumplami powiedzieć ile to się jechało i jak się zapier**lało wspaniale. Wszyscy są pod wrażeniem i mówią wooow! To jeszcze bardziej motywuje gościa do podkręcenia swoich rekordów. Ja od jakiegoś czasu przechodzę proces "mądrzenia". Nie jeżdżę już tak szybko i staram się wśród znajomych zwalczać takie debilne przechwałki widząc oczyma wyobraźni dramat innych, który może się pojawić podczas bicia kolejnego rekordu trasy. Teoretycznie wszyscy wiemy, że wypadki się zdarzają. Zdarzają się ale... przecież nie nam! No, tym innym! Prawda niestety jest deczko inna. Nigdy nie wiadomo kiedy to przez naszą prędkość na drodze to my zawalimy życie sobie czy innym :(

Dlaczego tylko u nas dzieją się takie historie? Odpowiedź jest prosta - bo u nas nie ma rozwiniętego systemu kontroli prędkości i egzekucji kar za jej przekraczanie! Mamy najwięcej wypadków ale też... najmniej radarów i najniższe mandaty za przekraczanie prędkości! Moim zdaniem, jak się okazuje nie tylko moim, nadszedł czas na kolejny etap naszej ewolucji motoryzacyjnej. Najpierw mentalny. Taki jak z alkoholem za kierownicą. Wszyscy pamiętamy, że jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu, było niepisane przyzwolenie na jazdę po pijaku. Nie mówię tu o kacu ale konkretnie, jazdę bezpośrednio po wypiciu niejednego głębszego. Każdy z nas ma przed oczyma wsiadających za kierownicę napranych znajomych. To już się zmieniło. Teraz byśmy takiemu nie pozwolili jechać. Nadchodzi czas na zmianę myślenia o prędkości na publicznych drogach. Sam to przeżywam i wierzcie mi - można sobie z tym poradzić. Tym bardziej, że ktoś mądry na naszych autostradach zrobił ograniczenie do 140 (+10) km/h! Sumarycznie 150 km/h to już jest całkiem przyzwoita prędkość. O wiele lepsza od amerykańskiego 110 czy ogólnoeuropejskiego 130 km/h. Niestety z tych autostrad musimy kiedyś zjechać. Tu pojawia się problem dostosowania prędkości do warunków jazdy. Oczekiwanie na przemianę mentalną wszystkich kierowców trwałoby dramatycznie długo. Nadszedł czas by to zmienić szybko i drastycznie. Dla niektórych boleśnie! Nie musimy wyważać już dawno otwartych drzwi. Wystarczy skorzystać z zachodnich wzorców, gdzie narzucone mechanizmy skutecznie zwiększyły bezpieczeństwo na drogach. To samo należy w końcu wprowadzić w Polsce!
Wzorując się na zachodzie, musimy jednak mieć na względzie też i drugą stronę medalu.  Mianowicie taką, że znaki ograniczające prędkość w Polsce w wielu przypadkach postawione są totalnie od czapki. Ograniczają znacząco prędkość w miejscach w miarę bezpiecznych a w miejscach niebezpiecznych albo nie ma znaków wcale albo zakazy są tak wyśrubowane, że najlepiej to wziąć samochód na barana i przenieść samemu dla bezpieczeństwa naszych portfeli. Podobnie jest z radarami, które w bardzo wielu przypadkach postawione są właśnie przy tych zbyt rygorystycznych ograniczeniach. Podobno te ograniczenia w Polsce a przynajmniej ich większość, postawiono specjalnie pod Polaków czyli w myśl zasady, że jak damy 50-tkę to te barany zwolnią do 70-ciu i będzie ok. To wiem z dość dobrych źródeł ale... już stawiając radary nikt nie pomyślał o tej zasadzie, która panowała przy stawianiu znaków i... tłuką kasę jak się da i gdzie się da. Sam nie raz zapłaciłem jakieś dziwne kwoty przekraczając prędkość o kilka km/h (Rychnowy przed Człuchowem czy w ogóle trasa Człuchów - Koszalin)!!! Rzeczywiście pod tym względem jest trochę inna sytuacja na zachodzie. Dla przykładu we wspomnianej już Austrii, nie raz jadąc serpentynami po górkach albo przejeżdżając przez miasteczka, gdzie droga biegła tuż przy domach, nie dawałem rady lub po prostu nie chciałem, jechać z AŻ taką prędkością, jaka była ograniczeniem! Jak ktoś mi nie wierzy to tak jest w okolicach Zeltweg. Wniosek jest jeden i to konkretny: ustawienie ograniczeń prędkości a co za tym idzie słuszność lokalizacji tu czy tam radarów, wymaga gruntownego przemyślenia i totalnej racjonalizacji.
Gdy usłyszałem po raz pierwszy o rządowym projekcie poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach, to pomyślałem, że chwała mu za to! Podejmuje się w końcu szalenie  niepopularnego wyzwania! Wyzwania, które sztucznie i brutalnie ale utemperuje nasze wyścigowe zapędy za kierownicami. Moim zdaniem najwyższy czas! Powiem więcej - tylko nieodpowiedzialny rząd, widząc tyle dramatów które dzieją się na naszych drogach, widząc tylu ginących rodaków, nie podjąłby tego wyzwania!

Co się jednak wydarzyło po ogłoszeniu tegoż projektu? W mediach zawrzało! No woda na młyn wszystkim rządowym oponentom, bo wreszcie można rzucić się do krtani rządu z hasłami, które bardzo łatwo podchwyci tłum! Co tam śmierć na polskich drogach, co tam tragedie w polskich rodzinach, skoro jest super szansa na kilka czy nawet kilkanaście punktów zwyżki w sondażach popularności! Rozwala mnie zawsze taki stan, kiedy walka polityczna przysłania realne potrzeby kraju, a hasła rzucane w mediach niczym strumienie, już po chwili są potężnymi rzekami płynącymi przez kraj i zgarniającymi wszystkich, którzy nie potrafią wyrobić sobie własnego zdania, a nawet jak potrafią, to szybko zostają zalani przez kolejne fale populistycznych  haseł zasłyszanych w mediach!  Nic prostszego jak odwrócić kota ogonem i przedstawić ludziom rząd w postaci hien, w dupie mających nasze bezpieczeństwo a tylko czyhających na nasze pieniądze. Przecież to łyknie każdy, kto kieruje w tym kraju samochodem czy motorem! Taka ostatnia szansa na urwanie czegoś dla siebie, na odroczenie decyzji, które zabronią nam wyścigów, które przecież tak lubimy! Lepszej gratki opozycja dawno nie miała... Oczywiście, że takie prawo opozycji by rządowe projekty wyśmiać, wykpić, wyszydzić, podważyć. Naszym natomiast prawem i obowiązkiem jest, byśmy rozsądnie i racjonalnie myśleli na podstawie analizy tego, co się wokół nas dzieje -  bez względu na to co mówią media i co mówi rząd czy opozycja!

No i zaczął się festiwal populizmu. Na hasło rządu o nowych radarach od razu przywołany został cytat z Tuska z 2007 roku! Zaznaczam - z 2007! Kto jeździ tyle po Polsce co ja to wie jakie wtedy były u nas drogi i jakie były realia. Nie moją rolą jest bronienie Tuska czy rządu ale tamte słowa rozumiałem zarówno wtedy jak i teraz doskonale! Powiedział bowiem coś w stylu, że "tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, nie na drogi". No i co w tym takiego, że te słowa powtarzają wszystkie media a politycy chodzą z tym zdaniem jak ze sztandarem, kpiąc i szydząc z rzekomej kłamliwości Tuska? Pomijam już fakt, że każdemu z nas zdarzyło się kiedyś powiedzieć coś, czego teraz byśmy nie powtórzyli. Gdyby się jednak nad tymi słowami zastanowić przenosząc się do roku 2007, gdzie nie było taaakich dróg jakie są obecnie a mimo to nie planowano wrzucać kasy w drogi lecz w radary, to te słowa wydają się być słuszne. Pamiętam jak je Tusk wypowiadał i... byłem za. Byłem za tym, by ile się da kasy skierować na budowę dróg a nie na radary! Mamy rok 2013. Czy coś się od wtedy zmieniło? Hmmm można parafrazując tamte słowa powiedzieć, że "tylko facet który nie ma prawa jazdy, może powiedzieć że nic!" No bo ludzie - zmieniło się bardzo dużo na drogach! Rzygać mi się chce, że przedstawiciele rządów sprzed 2007 roku, którzy nie zrobili NIC w temacie budowy polskich dróg a mówili jedynie o radarach, teraz chodzą i prosto do kamer mówią, że nic się na drogach nie zmieniło a Tusk zmienia zdanie bo wtedy tylko tak mówił na rzecz kampanii wyborczej. No można o Tusku powiedzieć dużo, ale tego że jego rząd nie zbudował w Polsce dróg po prostu nie wolno! Myślę, że tych wszystkich, którzy dużo jeżdżą przekonywać do tego nie trzeba a pozostałych - i tak nikt nie przekona, że w Polsce przez te 5 lat pojawiło się ponad 2200 km tras szybkiego ruchu! Fakt? A gdzie tam!  

Kolejną kwestią jest równie szeroko wyśmiewany zapis ministra Rostowskiego o przewidywanych przychodach budżetowych z radarów na poziomie chyba ok. 1,5 mld złotych. Co chwilę słyszę głosy oburzenia. Internet aż huczy od głosów na NIE. Zarówno tych poważnych jak i tych żartobliwych typu "Jacek Rostowski Photography". Słucham tego i nie wiem czy się śmiać czy płakać. Oczywiście śmieję się z dobrych dowcipów ale rozkładam ręce, gdy słyszę, że ludzie oburzają się na "takie praktyki"! Przeanalizujmy fakty. Są radary? Są. Jeździmy za szybko przy ich obiektywach? Jeździmy. Płacimy za to konkretne pieniądze? Płacimy. Skoro zatem rokrocznie do budżetu wpływają potężne środki to... czy nie jest stosowne i jak najbardziej zrozumiałe zapisać je w budżecie po stronie wpływów? No przecież ludzie - tego wpływu może nie być :) O co Wam chodzi? Niech każdy jeździ zgodnie z ograniczeniami i nikt nie zapłaci ani złotówki? Dla mnie to jest totalna paranoja. Mam wrażenie, że opozycja tak mocno ustawiona na kontrze do rządu, że gdyby sytuacja była odwrotna, czyli gdyby Rostowski tego nie ujął we wpływach do budżetu, to zarzucono by mu, że tego nie robi! Że tak potężne środki płyną sobie gdzieś, zapewne do kieszeni Tuska albo na lewe wydatki rządowe! No paranoja! :) Inną zupełnie kwestią jest to, że nie rozumiem dlaczego wszystkich tak rozwala przychód w budżecie Państwa? No przecież to z tego budżetu mamy też drogi, policję, porządek na ulicach, straż pożarną i Bóg jeden wie co więcej a afera jest taka, jakby to Tusk z Rostowskim te pieniądze brali w kieszeń.

Reasumując. Z tego co mi wiadomo, celem rządu jest zwiększenie bezpieczeństwa na polskich drogach poprzez walkę z nadmierną prędkością. Cel ten ma być osiągnięty między innymi poprzez rozmieszczenie sporej ilości dodatkowych radarów (szkoda, że nie pójdą w górę mandaty za przekroczenie prędkości - ale to pewnie będzie krok następny). Bardzo ważnym elementem tego rozmieszczania my być racjonalizacja miejsc ich postawienia. Podobno każdy może zgłosić na rządowych stronach swoje wątpliwości związane z lokalizacją radarów, gdy podejrzewa, że w jego odczuciu taki radar jest ustawiony w celu wyciągnięcia jak największej kasy a nie dla zapewnienia bezpieczeństwa. Mówimy tu o radarach stojących w krzakach, mierzących prędkość na bezpiecznej prostej gdzie ograniczenie jest powiedzmy do 30 km/h. Podobno tego typu radary mają być zlikwidowane. Ma nie być "śmietników" Straży Miejskiej i tego typu pułapek. Podobno też wszystkie ograniczenia prędkości mają być zracjonalizowane. Poza społeczną akcją wskazywania zakazów od czapki, tematem ma się na serio serio zająć też Najwyższa Izba Kontroli.  Jeżeli tak to będzie rzeczywiście przeprowadzone, to pod tym projektem będzie mój zdecydowany podpis. Dodatkowo deklaruję, że będę jeździć wolniej! 

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna