Tekściwo

hesja Air-Art Photography

17 CZE 1985

NRD 1985

NRD 1985

Rok 1985. Końcówka pierwszej klasy liceum. Zwariowany okres jak u każdego 16-sto latka. W głowie ma się tysiąc różnych pomysłów na minutę, z czego co najmniej połowa totalnie chorych. Miałem straszne przeboje w tym roku głównie z powodu paru właśnie tych chorych pomysłów, które niestety udało mi się wdrożyć w życie! Ale jedna sprawa w tym roku udała mi się i to bardzo. Kolega z ławki był przewodniczącym szkolnego koła ZSMP (dla niewtajemniczonych: Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, hi hi). Ale nie z powodu poglądów pełnił ową mało zaszczytną funkcję, lecz z racji wypływających z niej korzyści.

Jedną z tych korzyści była możliwość wyjazdu na darmową wycieczkę do naszych przyjaciół z FDJ (odpowiednik polskiego ZSMP) w NRD!!! Jedynym warunkiem była przynależność do ZSMP i opłacenie składek członkowskich. Moją przynależność i opłacenie składek (postawienie wielu pieczątek w nowiutkiej legitymacji) zrealizowaliśmy podczas bodajże lekcji z języka polskiego i... otrzymałem tym samym zielone światło na zachód!!! Obóz mieścił się niedaleko Frankfurtu też w pięknie położonym miejscu. Tu jednak nie było żadnej indoktrynacji. Nie pamiętam pomników Lenina ani radzieckich czerwonych gwiazd. Wiem, że tam były, ale moją uwagę zdominowały inne widoki. Przede wszystkim byliśmy w kraju o mimo wszystko wyższym o wiele standardzie od Polski. Doskonale pamiętam te sklepy, które rzucały na kolana, wysoką wszędzie panującą ku­lturkę, porządek i ład.

Najważniejszymi wydarzeniami z tej wycieczki były dla mnie, oprócz zakupów oczywiście (kupiłem siostrze buty, których i tak później nie nosiła), zwiedzanie Berlina i... szaleństwa z piwem! Berlin? Super miasto. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie wizyta w słynnej wieży telewizyjnej. Najpierw wjazd ekspresową windą (o ile dobrze pamiętam to było to jakieś 240 metrów) potem obracająca się wraz z całą kopułą restauracja i widok, jaki się z niej roztaczał. Przeżycia porównywalne były z tymi, jakie odczuwa się podczas lotu samolotem. Pamiętam doskonale jak małym wydawał się pociąg wjeżdżający na dworzec kolejowy, obserwowany z góry. Wszystkim polecam. Natomiast już niemożliwym obecnie do polecenia jest obejrzenie monumentalności, posępności berlińskiego muru. Strasznie nie do opowiedzenia dziwnym uczuciem przejmował prawie każdego przechodnia czy turystę. Uff... Dobrze, że to już historia. Wtedy, wydawało się to niemożliwe by zniknął on kiedykolwiek z krajobrazu Berlina. A jednak. No i piwo. Jakie tam było szaleństwo niech potwierdzi fakt, że przed wyjazdem do NRD nigdy nie pijałem tego trunku (po prostu mi nie smakowało) a po powrocie byłem jego gorącym zwolennikiem (i tak jest do dziś). Nie dało się inaczej. Piwo było czyste (w Polsce wtedy nie wszystkie piwa można było właśnie tak określić), dobre, szlachetne i... serwowane prawie do wszystkich dań. Najpierw piłem tylko ciemne a potem... wszystkie rodzaje. Z NRD przywiozłem, oprócz prezentów dla rodzinki, sporo emblematów FDJ (między innymi taką super koszulę, w której później parę lat jeszcze chodziłem) i... flagę NRD, która to zapoczątkowała moje takie małe zbieractwo flag różnych krajów. Jest ona obecnie najciekawszym rekwizytem mojej kolekcji i dumnie się przedstawia z godłem, nieistniejącej już NRD.

Tło:

zamknij

© 2018 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna