hesja Air-Art Photography

02 LIS 2018

JESIENNIE, RODZINNIE

Nad naszym pięknym morzem

Tak się składa, że moje najlepsze fotki jesienne zawsze robiłem 2-3 listopada! Jak zobaczyłem, że w w tym roku wypada w tym czasie dłuuuugi weekend to aż zaklasnąłem w dłonie. Plan był taki, że po cmentarnym tournée 1-go listopada, zabieram Rodziców i Maję i śmigamy w nasze ulubione nadmorskie okolice, czyli do Jastrzębiej Góry. Planowałem nadrobić braki w zdjęciach Mai. Uwielbiam też jeździć gdziekolwiek z moimi Rodzicami. To taka wspaniała sprawa widzieć ich szczęśliwych! Marzyła mi się piękna pogoda w tych dniach. Okazało się jednak.... że była PRZEPIĘKNA!!! Przypadek? Kto mnie zna, ten wie :P

To co się działo 2 listopada, przed i podczas zachodu słońca na niebie nad morzem było czymś, co nawet mnie ścięło z nóg. Zwariowałem totalnie! Zdjęcia robiły się same i to nieważne czy aparatem czy komórką. Słońce podświetliło postrzępione chmurki od dołu i mimo, że nie zachodziło nad samym morzem, to genialnie rozlało wszystkie ciepłe barwy zarówno na niebie, jak i na morzu oraz na wodzie stojącej na plaży.  Chwilę po zachodzie już siedzieliśmy tradycyjnie, najpierw na rybce "U Rybaka", a później w Barze MAX :)

Rankiem w sobotę błyskawiczny spacer do Lisiego Jaru, gdzie udało mi się wygospodarować kilka minut na przyfocenie jesiennej Mai, a później kierunek Hel, gdyż z aplikacji wyszło mi, że focąc z Helu, słońce zajdzie dokładnie nad Gdynią. Jazda po półwyspie byłą nieprawdopodobna. Na górze ciemny błękit nieba, a po bokach wszystkie kolory złotej polskiej jesieni z wyraźną dominantą złota. Miło było przemierzać półwysep w samochodzie. Wszystkie poprzednie razy odbywały się w otwartej rampie samolotów hen ponad półwyspem :) Robiliśmy co chwilę przystanki. Magicznie było na molo w Jastarni, gdzie mimo cudownej pogody i niesamowitego słońca - byliśmy całkiem sami!

W Helu moja podgłodniała rodzinka udała się do knajpy, a ja pobiegałem sobie między starym i nowym portem szukając najlepszego miejsca do przyfocenia chowającej się za horyzontem złoto-czerwonej kuli Słońca. Niestety wzniesienia za Gdynią sprawiły, że miasto skryło się mrocznym cieniu. Mimo to kilka pstryków zrobiłem. Fajnie, choć daleko pozowały kormorany i... śmiechowa ryba zrobiona z plastikowych butelek. Po zachodzie i ja zgłodniałem. Szukaliśmy jakiejś klimatycznej knajpy po omacku. Tu pełno, tam średnio ładnie. Zupełnym przypadkiem znaleźliśmy Pub Capitan Morgan i wpadliśmy po uszy. Nie dość, że wystrój jest niesamowicie klimatyczny, to i rybka była przepyszna a i porcje potężne. Wyrosła konkurencja dla jastrzębiogórskiego Rybaka.

Wracałem znad morza przeszczęśliwy. Rodzinne akumulatory naładowane i w ładowni pełne sieci super fotek. Było meeega!!!
....a to wcale nie był koniec wrażeń tamtego wieczora i nocy, tyle że kolejnych fotek już nie zobaczycie :P


Tło:

zamknij

© 2019 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna