hesja Air-Art Photography

26 KWI 2018

FIRE & WATER

ŚWIDWIN - EPSN - 26.04.2018

26 kwietnia 2018. Co to był za dzień!!! Fotoloto maraton trwał. Byłem po Akademii Nikona, a przed dniem kosiaków na Krzesinach. Ekipa z SPFL tego dnia wbijała do Świdwina. Pogoda zapowiadała się beznadziejna. Mega opady deszczu i bez szansy na jakikolwiek prześwit. Miałem jednak jeden dzień okienka i... perspektywę spotkania z przyjaciółmi z SPFL. Nie było więc innej opcji jak załatwić sobie nocleg pod Poznaniem i dołączyć następnego dnia rano do ekipy. Tak też zrobiłem. Jechałem do Świdwina w strugach deszczu, co nie napawało entuzjazmem. Jednak już na miejscu wyglądało to trochę inaczej. Płaszczyzna pełna samolotów Su-22 ale i MiG-29, gdyż cały Mińsk był w tym czasie przebazowany do Świdwina! Wspaniale było spotkać przyjaciół z 21 Bazy ale i z 23-ciej! Lotów nie było, bo w strefie pogodowy dramat, ale Jacek Stolarek miał zgodę nad punktem wykonać solo trening. Ustawiliśmy się po drugiej stronie pasa i.... wraz ze startem Fulcruma zaczęła się magia! No takich oderwań na MiG-29 to ja jeszcze nie widziałem! :O Wspaniały pokaz! Po wylądowaniu dostaliśmy info, że po odtworzeniu MiGa odbędzie się kolejny trening. Poczekaliśmy oczywiście. Przy okazji... fotografując parę nie do końca zwyczajnych gości. Nad Świdwińskim lotniskiem pojawiła się para niemieckich Eurofighterów, która postanowiła właśnie tu poćwiczyć podejścia do lądowania! Byliśmy w totalnym szoku! Oczywiście robiąc zdjęcia :) Po Jurkach Fajterach mieliśmy dalszy ciąg pokazów lotniczych! Na scenie ponownie Jacek, a zaraz po nim Dominik Łuczak w solo na Su-22!!! No co za dzień!? Dono też dał mega radę i też na Su-22 udało nam się uchwycić oderwania. Wszystko latało wokół nas i w każdej chwili mówiłem sobie, że co to był za mega pomysł, by tu wbić. Inna sprawa, że wiele osób wie, iż to za mną dobra, fotograficzna pogoda się ciągnie, tak więc nie wiem, czy moi przyjaciele z SPFL nie powinni mi być wdzięczni za delikatne zmiany w prognozach? :) Wilgoć pozostała zgodna z prognozami, ale pojawiły się spore przerwy w chmurach, które sprawiły, że mega oderwania miały w tle piękne niebieskie niebo! Pogoda poprawiała się z każdą chwilą. Doszło nawet do tego, że na zwykłe loty poszły w górę Su-22. Wspaniały kontrast, wyjątkowa przejrzystość powietrza, cudne wiosenne kolory sprawiły, że fotki robiły się same! Popołudniu do kolejnego treningu wystartował Jacek. Staliśmy już w innym miejscu na lotnisku, dzięki czemu mieliśmy zdjęcia z zupełnie innych kątów. Potężna dynamika pokazu skutkowała mega oderwaniami, które cudnie kontrastowały z błękitem nieba! To był najlepszy pokaz MiG-29 jaki w życiu widziałem. Koniec lotów... Nastąpiła chwila przerwy przed lotami wieczornymi. Pogoda zaczęła się trochę załamywać. Zaczęło padać, więc wbiliśmy na domek pilota. Okazało się, że do wieczornego lotu wystartuje tylko Michał Popławski. Wystarczyło nam z Felixem tylko porozumiewawcze spojrzenie i już wiedziałem, że będzie to start z użyciem dopalaczy. Po dogadaniu z wieżą poszliśmy na drugą stronę pasa. Czekaliśmy na Michała w strugach deszczu, a ja zacieszałem w głowie, że jeżeli ten start wyjdzie, to będzie to nasze mega bingo! Gdy usłyszałem, że MiG-29 odpala na stojance silniki, a po chwili zobaczyłem go kołującego, to myślałem że zwariuję z fotoloto szczęścia! Po chwili Fulcrum stał na pasie całkiem blisko nas, a po włączeniu dopalaczy świat zwariował! Woda na pasie za samolotem zaczęła się gotować, a potęzne dopalacze wytworzyły wielką chmurę pary wodnej, która najpierw totalnie zasłoniła samolot, by następnie wystrzelić go z siebie z potężnym impetem!! To była magiczna chwila! Czekałem na nią od wielu lat! Mamy to!!! Gdy myślałem, że to już koniec atrakcji na dziś, z racji że zaszło słońce, okazało się, że Michał postanowił wykonać kilka przerwanych lądowań, po których za każdym razem odchodził na dopalaczach! Wydawało się, że uczta nie ma końca. Raz, drugi, trzeci, piąty.... Zaczynało być coraz ciemniej i gdy już nie starczało nam ISO w aparatach postanowiliśmy opuścić lotnisko. Kawał drogi przed nami do domów, a Michał non stop trenował osuszanie pasa. Niesamowite było, gdy stojąc przy samochodzie i pakując sprzęt do bagażnika, nadal podziwialiśmy cudną sylwetkę MiG-29 wykonującą Touch and Go! No może nie sylwetkę, ale niebywały dziwięk i piękne płomienie dopalaczy! Yuuuuupii! <3

 


Tło:

zamknij

© 2019 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna