hesja Air-Art Photography

07 PAŹ 2013

AXALP 2013

Sezon pokazów lotniczych w roku 2013 zakończyłem tradycyjnie w Axalp. O tej imprezie napisano już tyle, że nie ma sensu się powtarzać. Dla mnie Axalp to zawsze czas, na który z utęsknieniem czekam od zakończenia poprzedniej edycji tych pokazów. Cały rok czekania na te kilka dni, które traktuję nie tylko jako wyjątkową imprezę fotograficzno-lotniczo-turystyczną, ale głównie jako skąpany w wyjątkowej atmosferze odpoczynek w górach, który daje mi za każdym razem wyjątkową dawkę pozytywnej, życiowej energii! Samoloty samolotami, góry górami ale atmosferę tworzą ludzie. Dlatego tak ważna dla mnie jest ekipa tam na miejscu. Nawet najpiękniejsze miejsce świata nie jest w stanie mi tak dobrze zrobić jak rewelacyjna atmosfera panująca w zespole. W tym roku, w tym aspekcie było wręcz idealnie! W naszym domku mieszkałem z Asią, deocem, kopeńkiem i mariorzem i… było nam razem tak odlotowo, że chwilami wszystkie inne atrakcje przegrywały z naszą chęcią bycia po prostu razem! Dodatkowo już pierwszego dnia do naszej ekipy dołączył ścienny zegar Zdzisław, który mimo że mieszka w pięknej górskiej chatce, w której co chwilę widział kolejne ekipy pasjonujące się okolicznymi górami, to tak naprawdę sam osobiście nigdy tych prawdziwych gór nie widział, gdyż jak to zegar - non stop przytwierdzony był plecami do ściany. Postanowiliśmy to zmienić! Od pierwszego dnia Zdzisiek był z nami wszędzie, zarówno na imprezach w innych domkach jak i w wysokich górach! Odwdzięczał nam się każdorazowo wskazując godzinę zrobienia kolejnych zdjęć, do których wyjątkowo ochoczo pozował! Taki nasz analogowy exif :P Wesoło było jak cholera, mimo że pogoda pokrzyżowała troszkę pokazowe plany. Od strony lotniczej, wysoko w górach odbyły się tylko treningi w poniedziałek i we wtorek. Te poniedziałkowe troszkę zaniedbaliśmy po niedzielnych powitaniach, ale we wtorek byliśmy od rana na terenie pokazów. Było tam piękne światełko, które niestety z każdą godziną poddawało się nadchodzącym z każdej strony chmurom. Udało nam się jednak zrobić bardzo dużo wyjątkowych zdjęć. Ten dorobek i nie najgorsze prognozy pogody zadecydowały o tym, że na środę zaplanowaliśmy atak na Wildgarst. Udało nam się wejść na szczyt w wyjątkowo dobrym tempie. Dzięki pomocy przyjaciół i ja przesadnie nie odstawałem! Na górze przeżyliśmy niesamowicie ambiwalentne emocje! Z jednej strony sama radość ze zdobycia tego nieomal trzytysięcznego giganta i rewelacyjne widoki jakie wokół niego się roztaczały, a z drugiej strony wiadomość, że na dole panuje pogodowa bryndza, w wyniku której odwołano zarówno treningi jak i jakiekolwiek loty! Tak rozdarci pomiędzy pięknem okolicy a słabymi informacjami z dołu, postanowiliśmy te drugie zagłuszyć w naszych głowach i jedynie rozkoszować się tymi wyjątkowymi chwilami na dachu Alp! Doszliśmy do wniosku, że skoro nie ma lotów, to i tak lepiej pobawić się na słońcu niż gnić tam gdzieś w deszczowym Axalp. Było kapitalnie. Cały dzień przeleżakowaliśmy na słoneczku organizując sobie własne Wildgarst Spa & Wellness 2013. W czwartek deszczowe Axalp zamieniło się w Axalp zasypane śniegiem! Pokazy również odwołano, więc pozostało nam już tylko focenie w Meiringen. Tylko? O nie! Tam jest zawsze bajkowo i wyjątkowo. Uwielbiam tę bazę! Tradycyjnie w piątek, po foceniu w Meiringen, ruszyliśmy do Polski. Niestety nasze miny były smutniejsze od tych z lat poprzednich. Smutniejsze, gdyż w 2014 roku nie będzie Axalp :/


Tło:

zamknij

© 2017 Sławek hesja Krajniewski

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna