Co nowego?

hesja Air-Art Photography

18 WRZ 2019

Wybory 2019

czyli dlaczego nie zagłosuję na PiS

Zbliżają się wybory parlamentarne. Po tym co działo się w ostatnich czterech latach wydaje się, że będą to bardzo ważne wybory. Od nich zależy w którą stronę pójdzie Polska zarówno w sprawach wewnętrznych jak i międzynarodowych. Gdy 4 lata temu Zjednoczona Prawica dzięki sporej ilości  głosów zwyciężyła wybory, a dzięki przejęciu głosów przegranej SLD, zdobyła większość w parlamencie, wszyscy byliśmy ciekawi co zadzieje się dalej. Ja osobiście oczywiście uszanowałem wynik demokratycznych wyborów i dałem zwycięskiej formacji kredyt zaufania. Minęły 4 lata i niestety w czasie trwania rządów PiS wydarzyło się bardzo dużo złego. Zwycięska formacja uznała, że skoro ma większość, to może wszystko. Niestety tak w demokracji nie ma, a przynajmniej być nie powinno. To, że wygrywa się wybory, to że zdobywa się większość nie znaczy, że można wykraczać poza ramy opisane najogólniej mówiąc konstytucją. Dzięki całemu szeregowi „mistrzowskich” zagrań, dzięki populistycznym hasłom i kłamstwom o politycznych oponentach wylewanych z totalnie przejętych publicznych mediów, dzięki rozdawnictwu naszych wspólnych pieniędzy, dzięki totalnej słabości opozycji, Zjednoczona Prawica zapewne wygra i te wybory. Dlaczego ja nie zagłosuję na PiS? Postaram się to wypunktować.

Zanim jednak zacznę, jedna mała uwaga. Zbieram te swoje polityczne przemyślenia głównie dla siebie. Od wielu lat to robię, bo lubię sobie poczytać jakie w danym czasie panowały w mojej głowie nastroje. Jeżeli jednak ktoś przeczyta ten tekst i znajdzie w nim informacje, które mu pomogą w dokonaniu wyboru – super. Do wszystkich natomiast osób, które mają odmienne od mojego zdanie słów kilka. Zawarte poniżej informacje starałem się oprzeć na faktach. Jeżeli gdzieś coś pomyliłem – może się zdarzyć. Zawarłem w tekście masę moich własnych przemyśleń i wniosków, do których mam prawo. Jeżeli uznasz, że powinieneś się jakoś do tekstu ustosunkować to wiedz, że nie jestem wielkim zwolennikiem jakiejkolwiek z obecnych formacji politycznych (zwolennikiem poszczególnych osób tak, poszczególnych postulatów tak). Tak więc gdyby Ci przyszło na myśl odpowiedzieć na moje zarzuty wobec „dobrej zmiany” w pisowskim stylu czyli na zasadzie, że nie jest ważne że teraz kradną, bo w czasie rządów PO-PSL też kradli, nie ważne że niszczą struktury państwa, bo w czasie rządów PO-PSL też niszczyli itd. itp. to lepiej od razu o takiej odpowiedzi zapomnij. Jedną z rzeczy, która mnie strasznie nie tylko w polityce, ale i w życiu generalnie wkurza, jest odpowiedź na konkretny zarzut w formie: „a Ty!?”, „a oni też”, „a oni jeszcze gorzej”. To nie jest odpowiedź. To ucieczka od tematu. Ukradłeś to wyjaśnij to proszę, a nie odbijasz piłkę, że inni kradli więcej, gorzej itd… oki doki. Do rzeczy.

 

SMOLEŃSK

Jednym z podstawowych haseł wyborów 2015 roku, było tzw. kłamstwo smoleńskie. Prezes Jarosław Kaczyński (PJK) i cała jego formacja przyjęli tezę, że raport komisji Millera kłamie, że do katastrofy smoleńskiej doszło w wyniku zamachu (za którym oczywiście stali ówcześnie rządzący) i że jak tylko dojdą do władzy to znajdą i przedstawią na to dowody! Co więcej, ściągną do Polski wrak samolotu Tu-154M. Tuż po wyborach powołano tzw. Podkomisję Smoleńską, która od początku składała się z szemranych, lecz bardzo dobrze opłacanych „ekspertów”. Mnożyć by można było rewelacje, jakimi epatowali nas wyżej wymienieni. Minęły 4 lata. Podkomisja nie znalazła żadnych dowodów potwierdzających zamach. Nie udało się też rządzącym ściągnąć wraku. Wszystko co podkomisja i jej przewodniczący Antoni Macierewicz zrobili to ośmieszyli siebie i Polskę zarówno w kraju jak i za granicą. Przejedli też potężne pieniądze. Gdy tylko okazało się, że dalsze publikowanie „wyników pracy” podkomisji staje się mało popularne nawet dla elektoratu PiS, temat został zamieciony pod dywan. Mieli cztery lata, wszystkie materiały sprawy, wszystkie służby w ręku i nie znaleźli NIC. Po mojemu opozycja powinna ich teraz przycisnąć do ściany, by albo pokazali niezbite dowody na swoje wyssane z politycznego zapotrzebowania, cynicznie obliczone na pokonanie konkurentów politycznych teorie, albo przyznali ostatecznie, że raport komisji Millera nie kłamał! Interesuje mnie też podsumowanie kosztów działań podkomisji. Konkretnie, na stół. Na co i na kogo poszło ile kasy. To są środki publiczne i powinny być absolutnie transparentne i podane do publicznej wiadomości. Ktoś powinien za to odpowiedzieć.

 

MACIEREWICZ

Wraz z tematem smoleńskim nieodłącznie związana jest osoba Antoniego Macierewicza. W moim odczuciu jednego z największych, jak nie największego szkodnika Polski. Przed wyborami 2015 roku był głęboko schowany. PJK wiedział, że każde jego wystąpienie powoduje szkody. Posunięto się nawet do tego, że Beata Szydło (ówcześnie kandydatka na premiera) ogłosiła, że Ministrem Obrony Narodowej po wygranych wyborach będzie Jarosław Gowin! Podejrzewam, że ta informacja przyniosła PiS-owi kilka punktów procentowych. Tuż po wyborach ministrem obrony oczywiście został Macierewicz. Zaczęła się szopka. Może by była śmieszna gdyby nie to, że była tragiczna. Jego posunięcia sprawiły odejście z wojska dużej ilości wartościowych osób, wysokich oficerów, doświadczonych generałów. Zerwano już wynegocjowaną i podpisaną umowę na zakup potrzebnych polskiej armii śmigłowców. Dokonywano wielkich zakupów poza przetargami. Ośmieszano polskie wojsko przez zatrudnianie i bezkarne działanie takich typów jak choćby słynny Misiewicz. To tylko kilka działań Macierewicza. Jednym z efektów prowadzonych przez niego czystek w resorcie, były zmiany w Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Te z kolei spowodowały w moim odczuciu sytuację wręcz niedopuszczalną. Mieliśmy w ostatnich latach kilka poważnych zdarzeń lotniczych. Niestety do dnia dzisiejszego nie pojawił się żaden raport końcowy. Nie muszę pisać jaki to ma wpływ na bezpieczeństwo latania. W moim odczuciu efektem również politycznego zamieszania jest prawie ostateczne uziemienie samolotów MiG-29…           

 

TVPiS

To jest coś niesamowitego. Coś z czym się nie potrafię totalnie pogodzić. Zaraz po wyborach prezesem TVP został Jacek Kurski. Z racji przeszłych perturbacji z PJK od teraz jego wierny p… yyy tzn. sługa. Wreszcie mógł realizować teorię spod znaku „ciemny lud wszystko kupi”. Media publiczne stały się totalną tubą obozu rządzącego spod znaku tzw. „dobrej zmiany”. Gdyby poprzestali tylko na podkreślaniu tego co robią rządzący byłoby jeszcze znośnie. Niestety bez żadnego wstydu, bez kompromisów, bez refleksji przekłamują rzeczywistość gdy tylko coś rządzący zrobią nie tak lub gdy opozycja zrobi coś dobrego. Nie ma tam ŻADNEJ informacji negatywnej o tzw. „dobrej zmianie” i jednocześnie KAŻDA wiadomość jest przekręcana tak, by wyszło z niej że opozycja to najgorsze co się mogło Polsce przydarzyć. Niestety często jestem zmuszony do słuchania tego co się tam mówi i włosy na głowie nawet mi dęba stają. Przykładów można mnożyć naprawdę dużo. W zasadzie każdy dzień przynosi kolejne kwiatki. Zwłaszcza w okresie przedwyborczym i zwłaszcza po ujawnianiu się kolejnych afer w obozie rządzącym. Jaki to ma wpływ na osoby, które mają dostęp TYLKO do mediów publicznych? Wszyscy wiemy… Wszyscy wiemy co wbijanie do głowy tego samego przekazu z tą głową czyni. Przechodziliśmy podobną pralnie w przeszłości, ale czegoś takiego i za komuny nie widziałem. Gdzie oni się tego uczyli? W Rosji? W Korei? Gdzie instytucje czuwające nad przekazem płynącym w końcu z publicznych mediów? Kto to kiedyś sprawdzi, rozliczy? PS. Wczoraj (10 października 2019) włączyłem TVP INFO cztery razy o różnych porach dnia. Za każdym razem była totalna jazda na PO i opozycję. Tak powinny wyglądać PAŃSTWOWE media?).

 

SEJMOWA SZOPKA

Gdy dobra zmiana przejęła większość w Sejmie, ta izba stała się miejscem, które najlepiej pokazuje jakie jest podejście rządzących do opozycji, do wszystkich tych, którzy śmią myśleć inaczej niż przekaz od PJK. „Dobra zmiana” uznała, że skoro naród ją wybrał do stanowienia władzy, to jej przekaz (patrz przekaz od PJK) stał się automatycznie wolą narodu, czyli suwerena. W związku z tą retoryką, skoro naród tak chce, to każdy kto myśli inaczej jest od razu wrogiem narodu. Proste. W Sejmie od pierwszych dni rządzenia dobrej zmiany rozpoczęło się totalne, nachalne, bezkompromisowe przejmowanie Polski przez PJK, no bo „naród tego chce”. Przepychanie ustaw bez wymaganych konsultacji, poprawek, z błędami, po nocy, bez żadnego trybu, często ze sprzeciwem nawet sejmowych prawników. Bo suweren tego od nich wymagał! Niejednokrotnie nawet sam PJK bez trybu wchodził na mównicę sejmową i obrażał opozycję, Polaków. Nigdy nie poniósł za to żadnej kary, gdy w tym samym czasie posłowie opozycji dostawali kary nawet za słowa „Panie marszałku kochany”. Jest czymś niesamowitym co się tam dzieje. Czasem oglądam debaty na żywo i ogarnia mnie totalne zażenowanie. Kulminacją tego badziewia było słynne Posiedzenie Sejmu 16 grudnia 2016 r. na Sali Kolumnowej… Są dość dokładnie opisane procedury i zasady działania Sejmu.  Ktoś powinien ustawa po ustawie, działanie po działaniu, krok po kroku, bez emocji i politycznego podtekstu spisać wszelkie wykroczenia i rozliczyć osoby, które dopuściły się przekroczenia prawa. Powinny ponieść odpowiedzialność przynajmniej polityczną. Wyborcy powinni wiedzieć na kogo głosują.

 

PRZEJĘCIE WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI

PJK doskonale wiedział od początku, że niektóre regulacje prawne jakie chce wprowadzić są niezgodne z obowiązującymi przepisami i konstytucją. Wiedział i wie, że tylko pełne obsadzenie instytucji sądowniczych swoimi ludźmi da mu szansę bezkarnie robić wszystko na co ma ochotę. Zaczął systematycznie. Najpierw swojego wiernego p…. nr 2 zrobił Ministrem Sprawiedliwości i jednocześnie Prokuratorem Generalnym. Później już razem, ale rękoma Ziobry zabrali się od góry za wprowadzanie wszędzie swoich ludzi yyy patrz „dobrej zmiany”. Oczywiście najpierw trzeba było zszargać dobrą opinię tych, którzy zajmowali stanowiska mające być przejętymi. Stworzono więc pojęcie „sędziowskiej kasty”, która wg nich była winna wszystkiemu co złe w sądach i w ogóle w kraju. Stara zasada tworzenia wrogów publicznych celem poparcia swoich działań. W TVPiS huczało. Nawet za publiczne, niemałe  pieniądze zrobiono akcję bilbordową, żeby Polakom pokazać „problem”. Z orzekających sędziów Trybunału Konstytucyjnego zrobili przed swoim elektoratem dziadków spotykających się przy kawie, a wiadomo, że wyniki takich dziadkowych spotkań nie są wiążące. Doprowadzili do tego, że wyroki TK nie były publikowane, a dzięki TVPiS elektorat PiSu dowiedział się, że tak właśnie jest zgodnie z prawem i tak należało zrobić! Potem też „zgodnie z procedurą” Prezesem TK została osoba totalnie zależna od PJK. Skoro w TK zielone światło - można było iść po więcej. W związku z tym, że Polacy nie są zadowoleni z działania sądów, bo wiadomo sprawy toczą się latami i każdy kto miał kontakt z sądem a już nie daj boże wyrok zapadł nie po jego myśli wie, że coś trzeba zmienić. Wyniki sondaży były i są miażdżące. Okazuje się, że około 80% Polaków chce zmian w sądach. Woda na młyn dla PiS-u. Chcecie zmian? My je zrobimy! Tylko Polacy myśleli i myślą o zmianach mających na celu usprawnienie pracy sądów. To już dla PiS nie jest ważne. Zgodnie z wolą suwerena wprowadzono zmiany. Z małą tylko różnicą, gdyż polegające głównie, a w zasadzie jedynie na tym, by wymienić kadry na takie, które wiadomo są uległe władzy. Udało się. Masa spektakularnych przeniesień sędziów nieuległych i spektakularnych awansów tych, którzy bez zastanowienia zrobią wszystko by awansować. W ramach oczywiście walki z sędziowską kastą, czyli czymś co odpowiada za złą pracę sądów. Złą patrz: niezgodną z linią „dobrej zmiany”. Co z tego, że przy okazji wydłużył się czas orzekania (jak podaje samo Ministerstwo Sprawiedliwości) o około 30%!? Kogo to obchodzi? Ważne, że sądy „nasze”. Gdy przyszło do ataku na Sąd Najwyższy, nawet złamanie konkretnych i jasno brzmiących zapisów w Konstytucji nie było problemem. Przecież walka z kastą tego wymaga. 80% Polaków tego chce! Heh… Okazało się na szczęście, że jesteśmy (jeszcze) w Unii Europejskiej. Nie pracują tam ludzie, którzy poszliby za profitami od PJK i nastąpił mały zonk. „Dobra zmiana” odbiła się od ściany w temacie zmian personalnych w Sądzie Najwyższym. Nie uniknęła jednak totalnego upolitycznienia Krajowa Rada Sądownictwa, choć i temu bacznie przygląda się Unia (na szczęście) i liczę, że zmiany powrotne nastąpią. Ustawa o sądownictwie przeszła przez serię nowelizacji. Już nie pamiętam ilu, siedmiu? Ośmiu? Świadczy to najlepiej o poziomie ją piszących i o tym ile kombinacji w sobie zawiera. O podejściu dobrej zmiany do urzędów państwa i do sądownictwa niech świadczy choćby fakt, że Naczelny Sąd Administracyjny prawomocnym wyrokiem nakazał Kancelarii Sejmu opublikowanie list poparcia do nowej KRS. Prawomocny wyrok i… no nie wykonają. To się nazywa szanowanie instytucji Państwa? Z ostatniej chwili: okazało się, że w Ministerstwie Sprawiedliwości kilka osób w tym wiceminister Łukasz Piebiak (prawa ręka Ziobry) byli mocno zaangażowani w hejtowanie urzędujących, nieuległych sędziów. Piebiak zrezygnował ze stanowiska, a Ziobro został, mimo że we wpisach internetowych Piebiak zaznaczał, że wszystko przekaże „szefowi”. Afera ma ciąg dalszy. Każdego dnia zakwitają nowe kwiatki. Wszystko to pokazuje tylko poziom środowiska, które nami obecnie rządzi… Pokazuje też jawne, świadome, systemowe niszczenie trzeciej władzy trójpodziału. Władzy odpowiedzialnej właśnie za kontrolowanie dwóch pozostałych. Nie ma sprawnej i niezależnej władzy sądowniczej, to nie ma demokracji :( Na początku działania „dobrej zmiany” wiele osób było oburzonych kolejnymi jawnymi łamaniami przepisów, łamaniem konstytucji. Tysiące osób w wielu miastach wychodziło na ulice w obronie demokracji. Wychodziło oczywiście w pokojowy sposób. Czy rządzący się tym przejęli? Skoro na ulicach nie było zadym, nie było palenia opon, nie było blokad, nie było elektoratu PiS, nie było niczego na co rządzący musieliby zareagować, to jedyną ich reakcją było słynne stwierdzenie „a niech sobie chodzą” z jednoczesnym zaniżaniem ilości protestujących, podawaniem, że już samo to że sobie „mogą chodzić” to dowód na to, że JEST demokracja i wyśmiewaniem ich protestu w państwowych mediach. Z czasem jednak tych wykroczeń było więcej i więcej. Protestując przeciwko jednej sprawie, następowały kolejne i kolejne i te protesty stawały się bezcelowe. Zostały wyśmiane przez rządzących, rozproszone, a ludzie którym na sercu leży demokracja zostali w domach nosząc w sobie potężny żal i wszechogarniającą niemoc. Czasem ktoś założy koszulkę z napisem Konstytucja, to jeszcze policja go zgarnie z ulicy i będzie się musiał z tego tłumaczyć. Masakra do czego doprowadzili. Z tym przekraczaniem prawa to jest jak z kolejnymi kłamstwami Macierewicza. Oburzasz się na konkretne jedno, a on wali następne i następne i każde kolejne jeszcze gorsze. Z czasem już się nie burzysz o to pierwsze, drugie, dziesiąte. Odpuszczasz… Kto dziś pamięta o tym, że Beata Szydło wraz z Beatą Kępą nie opublikowały wyroków TK? Kto dziś pamięta w jaki szemrany sposób na stanowisko Prezesa TK powołano Julię Przyłębską? Życie poszło dalej. Dwie Beaty przynoszą teraz wstyd w Parlamencie Europejskim. A Julia P. działa w TK tak, by PJK był spokojny o swoje pomysły. Jak tylko ktoś zarzuci mu niekonstytucyjność działań, to z radością i co jest podkreślane, zgodnie z prawem odsyła temat do zweryfikowania w TK. Ten z kolei orzeknie, iż wszystko jest zgodne z Konstytucją. Proste? Proste… Nawet niektórzy sędziowie TK onegdaj powołani przez „dobrą zmianę” nie mogą patrzeć na to co się tam wyprawia. Skutecznie są jednak odsuwani od spraw i wózek się toczy.

Ktoś powinien punkt po punkcie, krok po kroku wyliczyć wszystkie złamania prawa i każdą osobę z tego sumiennie rozliczyć. Marzy mi się… Bez podtekstów politycznych tylko zgodnie z literą prawa wyliczyć i pociągnąć do odpowiedzialności czy to politycznej czy to karnej. Nie może być tak, że my, zwykli obywatele musimy działać zgodnie z prawem i jesteśmy za każde złamanie przepisów ciągnięci do odpowiedzialności, gdy na naszych oczach, najważniejsze osoby w kraju mają prawo, konstytucję w… no za nic :(

 

ZŁA/DOBRA UNIA EUROPEJSKA

„Dobra zmiana” po przejęciu władzy kazała pozdejmować unijne flagi w instytucjach rządowych. Posłanka Pawłowicz nawet tę flagę raczyła nazwać szmatą. Można by przytaczać dziesiątki przykładów na najdelikatniej mówiąc niechętne podejście „dobrej zmiany” do Unii Europejskiej. O co w tym wszystkim chodzi? Nie jest ważne, że dzięki UE osiągnęliśmy tak wiele w tak krótkim czasie? Ważne jest to, że PJK doskonale wie, że UE może być hamulcowym w jego dążeniu do władzy absolutnej. Wie też bardzo dobrze, że Polacy to najbardziej pro unijny naród w Europie. Jakoś musi jednak to rozgrywać. Po zmianach w sądownictwie, które są ewidentnie likwidowaniem czy próbą podporządkowania tej trzeciej władzy w Polsce, a przez to niszczeniem jednej z najważniejszych zasad demokracji, nastąpiła oczekiwana przez wielu Polaków reakcja Unii Europejskiej. UE powiedziała, że tak nie wolno i rozpoczęła debatę o praworządności w Polsce. Takie działanie nie mogło spodobać się PJK. Powstał przekaz PiSu do swojego elektoratu, mówiący o tym, że Polska jest dumnym, suwerennym krajem i ani skompromitowana Unia Europejska, ani jej skompromitowane urzędy, ani skompromitowani urzędnicy, nie będą Polsce mówić jak żyć. Co więcej, za wszystkie problemy Polski z Unią Europejską odpowiada opozycja, która przekazuje nieprawdziwe informacje i na ich podstawie UE podejmuje krzywdzące Polskę kroki. PJK sprytnie przekuł unijny sprzeciw wobec działań polskich władz na… walkę Unii Europejskiej z Polską! Taki przekaz non stop szedł i idzie w TVPiS. UE i polska opozycja w walce z prawdziwą Polską i prawdziwymi Polakami. Toż to zdrada narodowa! To żałosne… Bo tak naprawdę unijne instytucje robią co mogą w celu ochrony Polaków przed ich własną władzą, a Frans Timmermans będąc niestrudzonym obrońcą polskiego prawa (patrz: kimś kto stoi na drodze PJK), już został okrzyknięty wrogiem Polski nr 1 (oczywiście zaraz po Tusku). Polski rząd stanął więc do walki z unijnymi instytucjami i każdą swoją tam porażkę zamieniał w „sukces”. Najbardziej spektakularnym „sukcesem” było słynne 27:1 czyli wynik głosowania w temacie przedłużenia kadencji Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej. Beata Szydło po tej klęsce, gdzie nawet jej europejscy „sojusznicy” byli przeciwko niej, ogłosiła wielki sukces w Polsce. Jakie to prymitywne. Każdy normalnie myślący wie, że to była mega porażka, ale jak w TVPiS powiedzieli, że sukces? To wielu w to uwierzyło! Podobny sukces Beata Szydło miała chwilę później, gdy podczas debaty w sprawie votum nieufności PJK wychwalał ją jako najlepszego premiera, dawał naręcza kwiatów i wzniecał burzę braw w Sejmie, by… za kilka godzin ją zdymisjonować i zamienić na Morawieckiego. Ale ale… Nastał czas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Ze sondażowych słupków wychodziło, że aby wygrać to trzeba kochać Unię! Wielka odmiana. Wszędzie wróciły unijne flagi, wszędzie miłość i oddanie unijnym wartościom. Nawet dla prezydenta Andrzeja Dudy Unia Europejska przestała na tę chwilę być „jakąś wyimaginowaną wspólnotą, z której dla Polaków niewiele wynika". Po wyborach do PE znowu zmiana retoryki. Znowu Unia zła bo nie wybiera PiSowskich kandydatów na ważne stanowiska. Znowu Beata Szydło odniosła „sukces” gdyż nie została wybrana na przewodniczącą komisji zatrudnienia i spraw socjalnych. PJK postanowił jeszcze bardziej się jej przysłużyć i zaproponowano jej kandydaturę po raz kolejny i… znowu „sukces”! Wielu komentatorów zastanawiało się po co był ten ruch. Wystarczy włączyć TVPiS i połączyć punkty. Od razu widać jaki jest obecnie przekaz, który będzie zapewne przekazem najbliższych miesięcy czy lat. Otóż zła Unia, w której nie ma już żadnych wartości poza najgorszymi czyli tęczowymi, zrobi WSZYSTKO by żaden prawdziwy Polak, czyli katolik, uznający tradycyjny model rodziny nie został nigdzie wybrany, a gdzie się da był odsuwany na bok i dyskryminowany. Dobry przekaz? Bardzo dobry. Bardzo dobry do czego? Ano do tego by w kilka lat, przy silnym wsparciu państwowych mediów w sondażach poparcia dla UE z 80% zrobić… 48%? A potem już tylko referendum PolExit-owe i PJK powie, że taka jest wola suwerena. Tak już bywało. Na przykład za sprawą medialnej i politycznej nagonki suweren znienawidził uchodźców islamskich, choć w latach 90-tych witał ich wiecami poparcia. W taki sam sposób trwa obecnie nagonka na…

 

LGBT!

Właśnie. Nowy wróg! Gdy jeszcze kilka lat, miesięcy temu prawie nikt nie wiedział co to, kto to? Tak teraz dzięki kolejnej politycznej, kościelnej, narodowej, medialnej nagonce ludzie spod znaku tęczy stali się wrogiem narodu nr 1 (zaraz po Tusku oczywiście). To jest coś niebywałego jak obserwuje się te mechanizmy. Przed poprzednimi wyborami uchodźcy. Teraz LGBT. Jak łatwo jest wskazać narodowi wroga, jak łatwo jest w takiej sytuacji zewrzeć wyborcze szyki. Jak łatwo jest napuścić szeregi prawdziwych Polaków na wroga narodu. Gdy popierani przez rządzących biskupi, z ambon przestrzegają przed „tęczową zarazą”, która jest ponoć nawet jeszcze gorsza niż poprzednia, ta „czerwona”! Gdy wzywa się naród do otwartej walki z obecnie ponoć największym wrogiem Polskich wartości, to naprawdę nie dziwi nic, że na uśmiechniętych, pokojowo nastawionych, idących z tęczowymi flagami ludzi, którzy wszystko czego chcą to równego traktowania, napadają hordy bandziorów z patriotycznymi barwami na koszulkach i z Bogiem na ustach. Paranoja o ataku na typowo polską rodzinę trwa w najlepsze! Oczywiście paranoja polityczna, kościelna, medialna. Paranoja płynąca z ust PJK! Słyszał ktoś z Was o przypadkach ataków osób z LGBT na „Polską Rodzinę”? Słyszał ktoś o tym, by środowiska LGBT walczyły o to, by rodziną nie był związek kobiety i mężczyzny? Bzdura! Oni chcą praw dla siebie. Równych praw, jakie ma każdy obywatel. Powinien mieć. Do czego takie napuszczanie Polaków na siebie doprowadzi? Widzieliśmy w Białymstoku. Boję się tego co jeszcze zobaczymy w najbliższym czasie…    

   

ZMIANY W HISTORII POLSKI

Nie zagłosuję na PiS też z powodu tego, co wyprawiają w temacie historii, a dokładniej jak próbują ją zmienić, jak manipulują faktami i jak kłamią. To że Lech i Jarosław Kaczyńscy działali w opozycji jest jasne i bezsporne. Natomiast ich udział we wszystkich procesach wolnościowych jest dokładnie znany bo opisywany przez ich kolegów, z którymi to czy owo razem robili, lub czego akurat z nimi nie robili. Po tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku, Jarosław postanowił na tej tragedii „ugrać” jak najwięcej dla siebie, dla swojej formacji i też przy okazji dla samej pamięci o bracie. Zaczął windowanie zasług Lecha. Z normalnego działacza opozycji solidarnościowej, normalnego Prezydenta Warszawy i ze średniego Prezydenta Polski, próbował i próbuje uczynić wszelkimi metodami najwspanialszego ojca narodu. W niedawnych wypowiedziach posunął się nawet do stwierdzeń, iż Lech Kaczyński „był zastępcą Lecha Wałęsy w Solidarności, potężną postacią faktycznie kierującą związkiem”. Nie muszę wspominać jak to rozsierdziło Lecha Wałęsę. To tylko jeden z wielu cytatów, za którymi idą niestety konkretne systemowe działania, których celem poza wywindowaniem roli Lecha Kaczyńskiego jest wymazywanie pamięci i dobrego imienia Lecha Wałęsy. Wystarczy poprzeglądać podręczniki i zobaczyć czego się uczą dzieciaki, o czym im się mówi, a czego nie. Pozwólmy PJK działać, a za jedno, a na pewno za dwa pokolenia nikt nie będzie wiedział kto to był Lech Wałęsa. No może poza tym, że jakimś współpracującym z komuną i dobrze opłacanym agentem. Nie piszę tego, bo jestem wielkim fanem Wałęsy. Nie jestem. Nie głosowałem na niego i wiele jego ruchów, działań, słów były i są w moim odczuciu słabe. Chodzi jednak o fakty, o szacunek dla jego dokonań, o historię, której nie wolno przekłamywać! To tylko jeden z przykładów. Jest jeszcze wiele innych momentów najnowszej polskiej historii, które są nie w smak PJK. Są on przez „dobrą zmianę” albo wymazywane, albo bezczelnie przekłamywane. Na takie operacje na historii nie ma mojej zgody. Już przez to kiedyś przechodziłem, kiedy to jedynie słuszna partia nie uczyła mnie historii Polski i Europy, a tylko swojej jedynie słusznej wizji. Oby moja córka nie musiała przez to przechodzić.

 

NARODOWO, WĘGLOWO, BEZPIECZNIE

PJK wyciągnął wnioski z rządów PO i PSL. Odpowiedział sobie zapewne na pytanie, na czym mu tak naprawdę zależy. Czy na długookresowym dobru Polaków, Polski, świata? Czy na tym by jak najdłużej i spokojnie utrzymać się na stołku przejmując władzę absolutną. Doskonale wie co dzieje się, gdy odbierze się cokolwiek górnikom. Tak więc – zostajemy przy węglu i nikt Wam pracy nie odbierze! Doskonale wie co dzieje się, gdy chce się wyhamować narodowców. Tak więc róbcie swoje marsze, bijcie tęczową zarazę, bijcie naszych politycznych oponentów yyyyy nie oponentów politycznych, ale wrogów narodu! My poudajemy, że się nam to nie podoba, ale czapka wam z głowy nie spadnie. A i damy wam tekę jednego wiceministra w rządzie. Doskonale wie co dzieje się, gdy chce się przeforsować jakieś poważne, docelowo bardzo potrzebne i korzystne reformy, które kosztem może niepokoju społecznego dziś, dadzą korzystne efekty gdzieś tam jutro. Sam cynicznie żerował na Platformie, która wydłużyła wiek emerytalny i dojechał ich z tym do końca (doskonale zdając sobie sprawę, że wydłużenie wieku emerytalnego to potrzebny zabieg!). Wie zatem jak to jest i jak to może działać w drugą stronę. Żeby być kochanym przez suwerena, zaznaczmy – przez polskiego suwerena, trzeba mu dać do ręki kiełbasę. Nie kilogram kiełbasy za miesiąc, nie tonę za rok, tylko dziś teraz tu do ręki. Wtedy suweren będzie zadowolony, wtedy powie, że polityk dobry bo dał, a inni tylko wiecznie obiecują. Wspaniale PJK odrobił tę lekcję. Wie doskonale, że trzeba dawać, by mieć poparcie. Dawać ile się da. Dawać wszystkim! Choć najbardziej tym, których głosy da się kupić i których jest więcej. Po co dawać inteligentom, nauczycielom, lekarzom, niepełnosprawnym. Oni i tak nie zagłosują na PiS. Lepiej dawać tym, którzy nie orientują się co się za tym rozdawnictwem kryje. Wiadomo bowiem, że gdy się komuś zapcha pysk kiełbasą, to przymknie on oko na to, że na górze weźmie się coś może i więcej? W myśl zasady, że wszyscy politycy kradną!? No tak… ale ten przynajmniej coś daje…

No i dzięki takiemu podejściu, dzięki takiemu zapychaniu pysków kiełbasą kupioną przecież za nasze wspólne pieniądze, ma się spokój wyborczy, w sensie zdecydowaną większość w sondażach. Ale…  dokładając do tego przejęte sądy i prokuraturę? Można więcej! Można jak wykona się jeszcze kilka ruchów. Najpierw trzeba zaspokoić tych, którzy chcą czegoś więcej niż jedna mała kiełbaska. Zwłaszcza tych, którzy wiernie służyli i służą. Dla nich są stołki w spółkach skarbu państwa, instytucjach finansowych, instytucjach państwowych do ministerstw włącznie. Opozycja opublikowała swojego czasu listę osób związanych z „dobrą zmianą”, które dostały intratne stanowiska niekoniecznie zgodne z ich wykształceniem, zawodem czy nawet z zainteresowaniami. Było tego masa! Nie tylko było, ale i jest bo na wysokich stołkach jest stała rotacja, która daje możliwość szerszego dostarczania kiełbasy, gdyż poza pensjami jeszcze jadą wielkie odprawy. Im się te pieniądze po prostu należą! Grzmiała kiedyś z mównicy sejmowej Beata Szydło, po czym odnotowała swój kolejny „sukces” jak PJK, jako dobry pasterz odebrał premie ministrom, oraz zmniejszył pensje posłom :) Ruch nie wymagający większego poświęcenia, a jaki oddźwięk w elektoracie? Brawo! Branie kasy trwa non stop. Raz na jakiś czas wyskoczy jakaś większa afera, to PJK jako wiadomo skromny człowiek, tu pokrzyczy, tam zdzieli po łapkach, tam utnie główkę, gdzie indziej z kolei nie powie nic. W zależności od tego kto jak bardzo jest dla niego ważny, albo kto jakie na niego ma haki. Nawet nie chce mi się wymieniać tych wszystkich afer, gdyż było ich przez cztery lata zatrzęsienie. Ośmiorniczki PO przy tym, czy nawet zegarki Nowaka, to naprawdę pikuś. Zresztą teraz kilogram pietruszki kosztuje tyle co porcja ośmierniczek (może nawet więcej). Czyli mamy poobsadzane stanowiska aparatu politycznego. Trzeba wejść na pięterko wyżej i dać odpowiednią ilość kiełbasy hierarchii kościelnej. Wiadomo jaki jest klucz: dajemy tym, którym się opłaca dać by na nas zagłosowali lub tym, którym dajemy, by siedzieli grzecznie i nie hałasowali. Kościół należy do obu opcji. Jak nie dostaną kasy to nie dość, że napuszczą swoje owieczki do niegłosowania, to jeszcze narobią hałasu. Więc tu trzeba hojnie i tak jest. Wiadomo, że w Polsce najgłośniejszy głos w kościele ma ojciec Tadeusz Rydzyk, więc tam strumień popłynął najszerszy. To jest niebywała rzecz, ale wg wielu szacunków w ostatnich latach do Torunia poszło ponad 210 milionów złotych! Nie mówiąc już o Rydzykowych mediach, które też dzięki non stop obecnej w nich rządzącej wierchuszce, przeżywają szczyt rozwoju i oglądalności a co za tym idzie i wpływów z reklam.

 

OLIGARCHA

Wszyscy dostali, a tylko biedny PJK siedzi sam u siebie na Nowogrodzkiej z kotem i jego sierścią na marynarce? Albo w ot zwykłej willi na Żoliborzu? Nic bardziej mylnego. I nie dlatego, że to nie jest zwykła willa tylko kompleks domów, by PJK nie miał niepotrzebnych sąsiadów. Niewiele się mówi o tym co dzieje się tam, hen na samej pisowskiej górze, w „zakonie PC”. Czasem pojawiają się jakieś artykuły o tym jak PC zdobyła potężne fundusze po komunie. Jak i kto nimi zarządzał. Jak powstała spółka Srebrna. Jakie kombinacje finansowe i osobowe się odbywały i odbywają nadal. Gdy prześledzi się wszystkie powiązania, wiele spraw staje się oczywistych. Nie jest jednak celem mojej obecnej pisaniny wnikanie w siatkę biznesowo-polityczno-finansowych powiązań osób, które obecnie nami rządzą. Jedno jest pewne. Wszystkie te powiązania opierają się na jednej osobie. Na szarym obywatelu, zwykłym pośle, prezesie jednej partii, Jarosławie Kaczyńskim. Rozwala mnie gdy facet samotnie żyjący z kotem (nie będę tu powielać plotek krążących wśród osób mu bliskich - skąd brak kobiety i dzieci u jego boku) mówi narodowi o modelu rodziny składającego się z kobiety, mężczyzny i dzieci, za który to model on będzie walczył do końca. Rozwala mnie gdy facet, którego tylko prywatna ochrona kosztuje nas wszystkich (subwencje na PiS płyną przecież z budżetu państwa) rocznie 1,6 miliona złotych, mówi o skromności i umoralnia tych, którzy takich pieniędzy na oczy nie widzieli. Rozwala mnie wiele rzeczy z nim związanych, o których napisałem powyżej. Lecz ukoronowaniem całej tej pisowskiej ściemy, przywłaszczenia państwa, buty i arogancji władzy w najgorszym wydaniu było i jest to, co wyszło w styczniu tegoż roku. Okazało się, że do polskich organów ścigania zgłosił się austriacki przedsiębiorca i deweloper Gerald Birgfellner, który podobno jakiś czas wcześniej roztoczył przed Jarosławem Kaczyńskim wizję wybudowania w Warszawie monumentalnej, potężnej budowli. Budowli składającej się z dwóch wysokich wież. Już widzę ten błysk w oczach PJK, gdy zobaczył w projekcie dwie wieże niczym dwóch wreszcie potężnych braci. Ale, ale, pan Birgfellner nie przyszedł by pochwalić się wspaniałym projektem, lecz by zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa przez… No właśnie, Jarosława Kaczyńskiego! Co więcej, dowodami na domniemaną winę PJK miały być nagrania z kolejnych rozmów prowadzanych miedzy obu panami i ekipą przybocznych prezesa. Smaczku sprawie dodaje fakt, iż panowie są powiązani więzami rodzinnymi. Jaki obraz wyłania się z tych kolejnych już w polskiej polityce „taśm prawdy” i zeznań Birgfellnera? Otóż po zachwyceniu się wizją K-Towers, bo tak ponoć nieformalnie miała się nazywać budowla – oczywiście „K” od nazwiska Kaczyńskich, PJK dał Geraldowi zielone światło na przygotowanie projektu. Budynek miał być postawiony na działce należącej do spółki Srebrna i przez spółkę Srebrna, a sfinansowany za pomocą pożyczki z PKO SA (1,3 miliarda złotych!). Następnie miał być sprzedany za ponad 2 mld złotych. Niestety po 14 miesiącach przygotowań projektu PJK z przyczyn politycznych zrezygnował z budowy. W związku z powyższym Birgfellner domaga się zapłaty za wykonaną pracę. Nie dostał nic mimo zrobionej roboty. Na taśmach wyraźnie PJK przyznaje Geraldowi, że tą robotę zrobił i żeby w tej sprawie szedł do sądu, bo  on mu nie zapłaci, gdyż nie ma na to żadnego papieru. Wg zeznań Birgfellnera, PJK nawet sugerował przekazywanie łapówek. Ponoć potrzebny był podpis księdza Rafała Sawicza, który jest członkiem rady fundacji im. Lecha Kaczyńskiego i podobno PJK powiedział, że zanim ten ksiądz podpisze, to trzeba mu zapłacić. Birgfellner miał przekazać w kopercie 50 tys. zł. (tak sam zeznaje jakby nie wiedział, że taki proceder jest w Polsce karany). Nie pamięta jednak komu dokładnie wręczył kopertę, ale widział PJK z ową. Podobnych wątków jest więcej, ale nie chcę się nad nimi rozwodzić bo jaka była prawda nie rozstrzygnę na podstawie informacji medialnych.

Taśmy pokazują jednak coś do tej pory nieznanego prawie nikomu. Pokazują inną twarz Jarosława Kaczyńskiego. Twarz Prezesa, który zarządza tak naprawdę wielkim biznesem. Sam podejmuje decyzje. Rozdaje stanowiska. Rządzi. O takiej działalności nie było wcześniej słowa w żadnym oświadczeniu majątkowym. PJK ma zawsze usta pełne frazesów, a w tle jest biznes, który zdaje się być ważniejszym od tego, co się dzieje w Polsce. Bez polityki by tam nie był tym kim jest. Oczywiście wszystko jest robione w jego stylu. Podobnie jak w polityce tak i w biznesie. Działa rękoma swoich ludzi, samemu nie podpisując się pod niczym nigdzie, czyli jak coś gdzieś nie pójdzie dobrze, to do odpowiedzialności będą pociągnięte takie Beaty Szydło (kolejny „sukces”?) czy Barbary Skrzypek (słynna „Pani Basia” z sekretariatu PJK a obecnie pełnomocniczka Instytutu Lecha Kaczyńskiego i właścicielka udziałów w Srebrnej). Skoro zatem PJK jest tylko zwykłym posłem, to zawartość tych taśm i w ogóle to, że ktoś mimo tak potężnej ochrony dokonał nagrania, musiały wstrząsnąć jego ludźmi. Co tam się musiało zadziać można się tylko domyślać. Przekaz ze strony „dobrej zmiany” jednak był prawie natychmiastowy! „Taśmy pokazały jak krystalicznie czysty jest PJK i jak należy w takich sytuacjach działać”! Co więcej… Mimo informacji płynących z taśm i z zeznań Geralda Birgfellnera, które mogą ale nie muszą być prawdą, PROKURATURA NIE WSZCZĘŁA DOCHODZENIA! (Ciekawe czy postąpiłaby tak samo, gdyby ktokolwiek zeznał, że dał łapówkę np. Schetynie?) Jaki prokurator rozpocznie dochodzenie, gdy jego najwyżsi szefowie, Prokurator Generalny, Premier już wszędzie ogłosili w tej sprawie wyrok: PJK absolutnie niewinny!

I to jest to, o co PJK od początku walczył. Jest poza prawem! Może wszystko!
No prawie… Jeszcze tylko zlikwidować wolne media i wyjść z Unii Europejskiej. Ale to już w przyszłej kadencji.

Idźcie na wybory!!! 

Tło:

zamknij

© 2019 Sławek hesja Krajniewski

Polityka prywatności

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna