Co nowego?

hesja Air-Art Photography

15 LUT 2017

Air-to-Air

Czyli czym jest dla mnie fotografowanie z pokładu samolotu?

Click here for English version

Kiedy tylko pojawi się w Internecie zdjęcie air-to-air, czyli fotografia statku powietrznego będącego w locie, wykonana z pokładu innego, również lecącego statku powietrznego, wszyscy miłośnicy lotnictwa się zachwycają. Natomiast u fotografów lotniczych reakcje są różne. Niektórzy przyłączają się do fali zachwytu, inni analizują zdjęcie od strony formalnej. Większość jednak czuje bezinteresowną zazdrość ‒ rzadko wyrażaną werbalnie, częściej skrywaną. Jedno jest pewne: zdjęcia air-to-air prawie nigdy nie przechodzą bez echa i prawie zawsze wzbudzają dużo emocji. Zastanówmy się, dlaczego tak się dzieje.

Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę, że fotografowanie z powietrza to ekskluzywne zajęcie. Tylko nielicznym dane jest wsiąść na pokład latającej fotoplatformy. Aby się tam znaleźć, trzeba, w zależności od charakteru sesji, albo zostać zaproszonym przez jej organizatora, albo po prostu za taką przyjemność zapłacić. Decyzje organizatora często wywołują poruszenie, jak można się domyślić, zwłaszcza wśród osób pominiętych. Druga możliwość wydaje się dostępniejsza. Na rynku działa kilka firm, dzięki którym możemy spróbować zrobić wymarzone zdjęcia air-to-air, i to w zasadzie prawie wszystkim statkom powietrznym na całym świecie. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy dowiadujemy się, jak wysoka jest cena za taką przyjemność. Niestety większości śmiertelników na nią nie stać.

Album „Odloty hesji 4” będzie moją pierwszą publikacją, w której nie pojawi się adnotacja o tym, że wszystkie zdjęcia zostały zrobione z ziemi. Tak. Również w moim fotografowaniu pojawił się aspekt air-to-air. Pierwsze sesje z pokładu samolotu miewałem już wcześniej, ale to w 2016 roku przeżyłem prawdziwą kumulację. Dlaczego dopiero teraz? Nie jestem osobą, która w swoich sprawach pisze prośby czy wydeptuje do kogoś ścieżki. Mojej koncepcji fotolotniczego szczęścia przyświecają dwie zasady: po pierwsze robić dobrze to, co się robi (wychodzę z założenia, że wtedy wcześniej czy później ktoś mnie zauważy), po drugie czas został stworzony po to, by nie robić wszystkiego od razu. Odnosząc to do fotografowania air-to-air, miałem nadzieję, że ten temat sam kiedyś do mnie przyjdzie. Nie spieszyło mi się, zwłaszcza kiedy zewsząd docierały do mnie sygnały o małym polskim piekiełku związanym z fotografowaniem air-to-air w siłach powietrznych. Pierwsi na sesję air-to-air zaprosili mnie Szwedzi. Później, dzięki kilku osobom z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych (w tym miejscu chciałbym im podziękować), które postanowiły dać mi szansę, mogłem fotografować tankowanie polskich samolotów F-16 z cysterny KC-135 podczas ćwiczenia Anakonda. To nie wszystko, odbyłem również  sesję z wielką trójką Sił Powietrznych RP, czyli z MiG-29, F-16 i Su-22, a także czterema samolotami F-16 z okazji 10-lecia obecności tych wyjątkowych maszyn w Polsce. W międzyczasie zaliczyłem jeszcze fotografowanie nad Danią z Aviation Photocrew! To był tak intensywny okres, że postanowiłem zrezygnować z sesji nad UK, a za zaoszczędzone pieniądze zorganizowałem wyprawę na pokazy do USA. Mam nadzieję, że efektami mojej pracy nie zawiodłem organizatorów tych przedsięwzięć.


 

Czym jest dla mnie air-to-air?

Zanim zacznę pisać o samym momencie fotografowania, nie mogę nie wspomnieć o niesamowitych emocjach, jakie za każdym razem towarzyszą mi na latającej fotoplatformie. Już samo przebywanie na otwartej rampie hen gdzieś nad czy między chmurami jest niesamowite. Z tej perspektywy widać i czuć piękną i ogromną przestrzeń. To wrażenie wzrasta, gdy na tej wyjątkowej scenie pojawia się fotografowany statek powietrzny. Taka wielka maszyna leci tuż pod nami, obok nas, razem z nami! Czasem samolot znajduje się tak blisko, że chce się wypiąć z zabezpieczeń i przejść na jego pokład. Ta odległość sprawia, że widać wyraźnie pilota, jego ruchy, zachowanie, miny. To niewiarygodny widok, gdyż prawie zawsze samoloty widzimy i podziwiamy tylko wtedy, podczas gdy lecą do i wracają z tego znanego nam tylko z opowieści lotniczego świata. Tym razem jesteśmy w samym jego środku! Uczucie porównywalne chyba tylko do podglądania dzikiej przyrody.
Widok to też nie wszystko. Dynamika zjawisk, jakie sterują oboma statkami powietrznymi, oraz dynamika mas powietrza sprawiają, że zarówno my, jak i nasza potężna modelka poruszamy się względem siebie we wszystkich kierunkach w formie pięknego, wyjątkowego tańca. Ten wspaniały trójwymiar odczuwamy nie tylko całym ciałem, ale także wszystkimi zmysłami.

Okoliczności takiej fotograficznej sesji air-to-air można porównać do znalezienia się w studiu fotograficznym, w którym pozuje przepiękna profesjonalna fotomodelka, albo chociażby przebywania w kryjówce przy afrykańskim wodopoju, przed zachodem słońca, z pozującymi dzikimi zwierzętami. Będąc w tak wyjątkowych okolicznościach, nie sposób nie zrobić zdjęć, które jakkolwiek, czymkolwiek zrobione i gdziekolwiek pokazane zachwycą prawie wszystkich miłośników lotnictwa, kobiecego piękna czy dzikiej natury. Pytanie tylko, czy takie zdjęcia spodobają się prawdziwemu fotografowi. Mam na myśli, czy zdjęcia te będą nadal ekscytować, gdy obedrze się je z aspektu związanego z możliwością ich wykonania w wyjątkowych okolicznościach. Znam wielu mistrzów fotografii air-to-air, którzy kiedy fotografują, to zawsze tworzą  piękne dzieła. Niestety pozostałe zdjęcia najczęściej cechują się sporą przypadkowością, brakiem pomysłu, a ich jedyną rolą jest po prostu pokazanie samolotu. W każdej dziedzinie fotografii, w tym oczywiście lotniczej, w fotografii ludzi czy dzikiej natury, są fotografowie „produktowi”, których głównym i jedynym celem jest pokazanie „jak było” oraz ci fotografowie, dla których sztuka fotografowania to dziedzina artystyczna i dla nich najważniejsze jest nie tylko dokumentowanie zjawisk, ale głównie tworzenie obrazów, które obronią się artystycznie bez względu na to co i gdzie było fotografowane. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności wykonywania air-to-air, można powtórzyć za klasykiem, że jakimkolwiek jest się fotografem, to „szkoły przyjdą” i przychodzą, ale czy to jest szczyt naszych fotograficznych ambicji?

 


Jak sprawić, by w naszej fotografii air-to-air było jak najmniej „spotterki” a jak najwięcej sztuki fotografii?

Jak sprawić, by w naszej fotografii air-to-air było jak najmniej „spotterki”, a jak najwięcej sztuki fotografii? Fotografia air-to-air poza kilkoma wyjątkami, które związane są z dynamiką samego wykonywania zdjęć, rządzi się tymi samymi prawami, co każda inna dziedzina fotografii. Dużą wagę trzeba przywiązywać do odpowiedniego dobrania parametrów fotografowania. Biorąc pod uwagę nasze niestabilne podłoże, częste ruchy fotografowanego obiektu oraz jego niemałe rozmiary, musimy przyjąć stosunkowo krótkie czasy naświetlania i dość wysokie wartości przesłony. Dzięki temu mamy większą szansę na zrobienie ostrego zdjęcia z odpowiednio dużą głębią ostrości. Fotografowanie air-to-air w większości sytuacji przypomina fotografowanie znanej wszystkim statyki. Jedynymi aspektami, na których musimy się skupić, jest zmiana położenia fotografowanego samolotu względem nas oraz przesuwające się za nim tło. Dobranie właściwego kąta położenia naszej modelki na odpowiednim tle może sprawić, że zdjęcie będzie albo dobre, albo rewelacyjne. Z melancholii żmudnego oczekiwania na odpowiednie kąty i idealne tło mogą nas wyrwać sytuacje dynamiczne takie jak lot formacji samolotów, ze zmianami ich położenia względem siebie, wystrzeliwanie flar, dynamiczne rozejścia czy elementy akrobacji lotniczej. Do polowania na kąty i tło dojdzie zatem jeszcze kwestia wstrzelenia się w odpowiedni moment akcji. Z sesji air-to-air z reguły przywozimy masę zdjęć. W celu dopełnienia naszego rogu obfitości wybieramy z nich te najcelniej uchwycone i skupiamy się na najważniejszym aspekcie każdego fotografowania, jakim według mnie jest odpowiedni kadr ze wszystkimi niuansami zasad idealnej kompozycji. Na koniec jeszcze tylko szczypta przypraw związana z korektą luminacji, kolorów czy kontrastu do naszego smaku i… mamy to!


 

Najwyższa półka lotniczego fotografowania?

Wiele osób uważa, że fotografowanie air-to-air to najwyższy poziom wtajemniczenia w fotografii lotniczej. Znam osobiście kilka osób, które gdy już zaczęły fotografować z powietrza, to zarzuciły fotografowanie z ziemi, uważając to ostatnie za stratę czasu. W moim odczuciu wszystko zależy od tego, co nam w duszy gra. Należy rozważyć, czy uważamy siebie za ambitnych fotografów, czy idziemy na pewnego rodzaju łatwiznę. Łatwiznę, gdyż w wielu aspektach fotografia air-to-air jest o wiele łatwiejsza niż fotografia lotnicza z ziemi. Głównym tego powodem jest fakt, że podczas sesji air-to-air fotografowane statki powietrzne znajdują się przez stosunkowo długi czas w niewielkiej odległości od nas, poruszając się z taką samą prędkością co my. Dzięki temu nie trzeba wykazywać się wielkim refleksem, by ustrzelić samolot w odpowiednim momencie i o wiele łatwiej jest o dobrej jakości ostre zdjęcie. O wiele łatwiej też rozmyć choćby śmigła fotografowanym statkom powietrznym. Nie trzeba przez to używać bardzo profesjonalnych aparatów oraz długich i ciężkich obiektywów, dzięki temu fotografowanie staje się lżejsze i dla mięśni, i dla portfela. Kolejnym, bardzo ważnym aspektem ułatwiającym życie fotografa air-to-air jest fakt, że robiąc zdjęcia jedynie w tak wyjątkowych okolicznościach, dostajemy niejako z założenia gwarancję poklasku szerokiej rzeszy entuzjastów lotnictwa bez względu na to, jaki poziom fotografowania prezentujemy. Uwzględniając natomiast wspomnianą wcześniej słabą dostępność fotografowania air-to-air, w tym też dla bardzo wielu uzdolnionych fotografów, o wiele łatwiejsze jest wybicie się na główny ołtarz fotografii lotniczej. Idą za tym różne propozycje, choćby z branży lotniczych wydawnictw, co jest o wiele trudniejsze do osiągnięcia dla osób fotografujących z ziemi. Czy zatem zdjęcia air-to-air są lepsze od zdjęć robionych z ziemi? Uważam, że nie. Są na pewno inne, wyjątkowe, wspaniałe, ale nie znaczy to jednak, że zdjęcia z ziemi nie mogą takie być. Jest dużo zdjęć z ziemi, których nie da się zrobić z powietrza, a które robią wielkie wrażenie. Zdjęcia air-to-air porównałbym do pięknej wisienki na wielkim torcie lotniczego fotografowania. Mimo wszystko to bardzo smaczna wisienka i nie mogę doczekać się kolejnego jej posmakowania :)

Tło:

zamknij

© 2017 Sławek hesja Krajniewski

Wykonanie: DRE STUDIO Agencja kreatywna