hesja air-art photography / 1992 Francja, St. Tropez
Start      Co nowego?      Poznajmy Się!      Moje Fotografowanie      Galeria Foto      Galeria Video      Tekściwo      Ulubione Stronki      Kontakt
Hesja


1992 Francja, St. Tropez

Koniec czwartego roku!!! Po promocji, młodo upieczeni oficerowie wreszcie dorwali się do normalnych pensji i... w głowie zaświtało, że można by coś z tym fantem zrobić. Jedni nakupowali sprzętów rozmaitych, inni zainwestowali gdzie się da a my z Dzidkiem (mój przyjaciel z Wydziału Mechanicznego)??? Postanowiliśmy przeżyć wielką przygodę, bo: "...wielka to rzecz być w podróży". A jak wielka podróż? To na południe Francji skąd jeszcze dobiegało echo filmów z Luisem de Funes'em i pogłoski o wyjątkowej swobodzie obyczajów tam panującej.

A więc? W drogę!!! Podróżowaliśmy autokarem, którego stan techniczny jak i wyposażenie daleko odbiegały od stanu autokarów jadących w dalekie trasy. Ale nie to było przecież dla nas istotne. Istotne było miejsce, w jakie się udawaliśmy. Kilkadziesiąt godzin trwała podróż do St. Tropez, ale gdy tylko dotarliśmy na miejsce od razu wiedzieliśmy, że się opłacało. Krajobraz Prowansji i klimat Lazurowego Wybrzeża powaliły nas na kolana. Mimo trudów podróży, po zaobozowaniu na kampingu przy samej plaży, zaraz poszliśmy na patrol po okolicy. Już pierwsze kroki przyprawiły nas o zawrót głowy a panująca wszędzie golizna nie dawała spokoju naszym pobudzonym wakacyjnie głowom :-) Na plaży ciężko było wyleżeć z otwartymi oczyma a już o wejściu do wody nie było mowy. Natura nas tak jakoś skonstruowała, że na niektóre bodźce reagujemy tak jak reagujemy i... już! Poza atrakcyjnymi widokami posilaliśmy się oczywiście standardowo piwem i bagietkami. Najlepiej z całej naszej wycieczki, dzięki temu piwu znosiliśmy panujące tam upały. Cały dzień na lekkim chmielu i było wesolutko. Szybko też zbrataliśmy się z damską częścią naszej ekipy i było jeszcze sympatyczniej. Mieszkaliśmy tam prawie trzy tygodnie wspaniale się bawiąc i dużo zwiedzając. Pamiętam dobrze wycieczkę do Monte Carlo, Monaco, Cannes, Nicei. Wizyta w Kasynie w Monte Carlo, choć była chwilowa, ale przyniosła dochód, za który to nabyliśmy Gin na wieczorne picie. Mniej (ze zrozumiałych przyczyn) pamiętam degustację win, po której odwiedziliśmy perfumerię. Generalnie z Dzidkiem super się rozumieliśmy. Zabawa była non-stop. Całe dni na plaży, wieczorem dyskoteki i takie tam inne atrakcje. Żyć nie umierać!!! Jeszcze jedną atrakcją naszej wyprawy było podczas powrotu zwiedzanie Awinionu i zamków nad Loarą (standard) oraz... parodniowy pobyt w Paryżu.

W Paryżu odłączyliśmy się od grupy i poprowadziłem Dzidka swoimi ścieżkami. Zwiedziliśmy o wiele więcej niż reszta, oczywiście z dziedziny artystyczno-imprezowej :-) Polecam wszystkim tamte strony Europy. Nie należą one do najtańszych, ale atmosfery Lazurowego Wybrzeża trzeba, choć na chwilę spróbować. Kolor wody pozostanie na pewno na długo w pamięci!