hesja air-art photography / Dieta
Start      Co nowego?      Poznajmy Się!      Moje Fotografowanie      Galeria Foto      Galeria Video      Tekściwo      Ulubione Stronki      Kontakt
Hesja

Moja (?) Dieta

RYS HISTORYCZNY
     Od dawien dawna wszelkiego typu środki masowego oddziaływania i nie tylko zasypują nas masą najróżniejszych diet, które to zdziałają cuda z naszy­m organizmem a przede wszystkim skupią się na walce z naszym kochanym, od wczesnego dzieciństwa hodowanym, tłuszczykiem! Na czym one polegają? Albo prawie na niejedzeniu, albo na jedzeniu wyłącznie niektórych, wyselekcjonowanych produktów, albo na kosmicznych kombinacjach wielu metod, które wcześniej czy później sprowadzają się do totalnej ascezy bądź niesłychanych wyrzeczeń i katastrofy w tak pięknym obszarze działań, jakim jest nasze kochane jedzonko! No i co w takiej sytuacji ma zrobić ktoś taki jak ja? Czyli ktoś, kto kocha jeść nie tylko wszystko ale i bardzo, bardzo dużo??? Hm... Nic tylko albo na potęgę tyć albo umartwiać się i płakać nad każdym żarciem, którego NIE WOLNO ruszać!
     Moja przygoda z odżywianiem się (czyli rozsądnym jedzeniem) rozpoczęła się w 1999 roku kiedy to udałem się na wizyt­ę do irydologa. Człowiek zainstalował mi na oku pewne ustrojstwo a następnie wyczytał zeń co mi wolno jeść a czego nie! Wróciwszy do domu z caaałą listą (Schindlera) zakazanych dań oraz reklamówką ziółek, które miały uczynić me życie wspanialszym, zacząłem się zastanawiać nad sensem tych poczynań i... rozpocząłem tzw. drążenie tematu. Dorwałem kilka ciekawych książek dotyczących działania i "obsług" naszego organizmu ze szczególnym zwróceniem uwagi na pracę żołądka i jelit! To co tam wyczytałem było dla mnie prawdziwą sensacją i... totalnym zwrotem mojego myślenia na temat mojego dotychczasowego sposobu żarcia (bo przecież nie odżywiania się) jak również wszelkich diet, dietek i innych tego typu czarów!
     Wg tych opisów stworzyłem sobie, na swoje potrzeby oczywiście, własny sposób na odżywianie się i zacząłem go dość rygorystycznie przestrzegać. Do tego dołożywszy odrobinę regularnie wykonywanych ćwiczeń fizycznych dopracowałem się, wg mojej oceny, całkiem rewelacyjnego efektu! Bez odmawiania sobie żadnego jedzenia, bez tortur i ascezy, non-stop z dobrym samopoczuciem, zrzuciłem w trzy tygodnie 12kg!!! To nic, że trzeba było kupić nowe ciuchy bo w tych sprzed miesiąca wyglądałem jak w workach. Ważne było to, że mój organizm odżył! Nie dość że schudłem do swojej "przepisowej" wagi (nie dalej!), to jeszcze wyleczyłem wszystkie drobne dolegliwości czego dowodem były idealne wyniki badań okresowych!
Następnie postanowiłem "przetestować" metodę na moich kolegach z pracy, którym narastające w środkowych partiach ciała "oponki", powoli nakazywały użycia luster do codziennego upewniania się co do swojej płci ;)
Wyniki przeszły wszelkie oczekiwania. Efekt dojścia do właściwej wagi ani razu nie trwał dłużej niż miesiąc! Z reguły po trzech tygodniach następował rytualny już wprost, zakup nowych par spodni! Do dnia dzisiejszego nie natrafiłem na swojej drodze na przypadek, by na kogoś ten sposób odżywiania nie zadziałał korzystnie. I to wcale nie jest dziwne ponieważ w tym sposobie nie ma żadnej magii czy wziętych z sufitu pomysłów, lecz tylko i aż fizjologiczne aspekty pracy żołądka i jelit, które pracują tak samo zarówno u osób szczupłych jak i tych szczupłych inaczej! Dlatego nie nazwałbym tej dietki jako diety odchudzającej czy czymś w tym rodzaju, ale po prostu zdrowym, rozsądnym odżywianiem się, które polecam wszystkim, chcącym długo cieszyć się zdrowiem!! (na marginesie dodam, że od ponad dwóch lat nie zastosowałem na swoim organizmie żadnej tabletki!). I jeszcze jedno! To nie jest żadna "moja" metoda. Jest to kompilacja potocznie znanych (choć jak widać dookoła, potocznie nie znanych, bądź jedynie nie stosowanych!) zasad zdrowego, naturalnego odżywiania się, które pozwoliłem sobie zebrać do (sorry) kupy i tu je przedstawić!

ORGANIZM - MECHANIZM
    
W naszych rozważaniach trzeba przyjąć, że nasz organizm to nic innego jak niesamowicie skomplikowany i sprawny w swoim działaniu mechanizm. Mechanizm jak to mechanizm rządzi się pewnymi własnymi prawami działania, których nie można w żaden sposób obejść. Jeżeli już nam się to uda (obejście), to na krótka metę i konsekwencje tego działania wcześniej czy później w takiej czy innej formie ujrzą światło dzienne. Jak często się słyszy: "taki był zdrowy i nie pił i nie palił a... ma raka! (czy coś równie zaskakującego!)". Jedną z zasad działania każdego mechanizmu (za wyjątkiem może Perpetuum Mobile, którego jeszcze nie wynaleziono, niestety) jest dostarczanie doń energii. Najczęściej w postaci półśrodków do jej wytworzenia już wewnątrz mechanizmu, które to półśrodki, co jest szalenie istotne, muszą być dostarczone w odpowiedniej formie, postaci i dawkach! My do życia potrzebujemy między innymi przyjmować (jeść, pić) odpowiednie składniki, które następnie zostaną przetworzone czy to na budulec czy energię właśnie. Porównajmy nasz organizm (mechanizm) z mechanizmem działania samochodu. On też by jeździć potrzebuje pić... dużo pić (i drogo!). Spróbujmy zatem nalać do baku nie odpowiednio spreparowane paliwo, ale... hm... np. to co akurat mamy pod ręką, coś tańszego, bardziej dostępnego... powiedzmy np. wodę z kałuży (dziś dużo takowej). Co się wydarzy za chwilę??? Możemy sobie wyobrazić!
Dzięki geniuszowi ludzkiego organizmu, do naszego, wewnętrznego baku możemy wlewać i wkładać często składniki równie przydatne naszemu organizmowi jak przytoczona deszczówka silnikowi naszego samochodu! Czy nasz organizm też nie będzie działał? Co ciekawe i fascynujące... będzie! Wyciągnie sobie z tej "deszczówki" co mu się może przydać a resztę wydali. Yyyy tj. postara się wydalić i większości mu się to uda lecz... nie do końca. Niektóre elementy, te najbardziej wytrwałe i chamskie, pozostaną w nas (najczęściej w jelitach) w formie odkładających się tu i ówdzie toksyn! Toksyn, czyli zalążków wszelkiego rodzaju nieprawidłowości pracy naszego kochanego mechanizmu. Od nich między innymi rozpoczynają się np. dziwne odkładania się tkanki tłuszczowej, nieżyty, nowotwory czyli upraszczając, problemy! A że generalnie chcemy żyć bez problemów, więc? Żyjmy tak, by odkładać jak najmniej toksyn! Czyli? Stosujmy do naszego mechanizmu jak najlepsze, najbardziej przyswajalne przezeń paliwo! Jedzmy tak, jak chce nasz układ pokarmowy ;)) Czyli co? Czyli jak? A właśnie...  ;)))

CO JEŚĆ?  A MOŻE SIĘ GŁODZIĆ?
     Ano WSZYSTKO! Nasz organizm potrzebuje wszystkich składników! Jednych mniej innych bardziej. Wszystko zgodnie z zapewne znanym trójkątem żywienia. Musimy jeść i mięsa, i warzywa, i pieczywo... Jednym słowem wszystko, by zadowolić każdą nawet najmniejszą komórkę naszego ciała. Czy można się głodzić? Po co? Pomyślcie ile energii potrzebuje Wasz organizm na wszystkie procesy związane z egzystencją! Sam mózg to potężny piec, który spala masę kalorii! Jeżeli chcecie żyć zdrowo, dajcie sercu, płucom, mózgowi i całej reszcie ekipy dużo energii a wtedy będziecie prawidłowo funkcjonować! Głodówka jedynie sprawi, że nie będziecie szczuplejsi i zdrowi, tylko szczuplejsi bo... schorowani! Bo nie wszystko będzie pracować jak należy! Jak skończycie się głodzić to i tak wrócicie do normy (hihi) to po co? Hm...? Jedynie słuszną i wytłumaczalną dla mnie formą głodówki jest ta, mająca na celu pozbycie się toksyn, oczyszczenie! Ale owa trwa około 28 dni i musi być nadzorowana przez lekarzy, którzy będą Wam serwować specjalne płyny i... obserwować Wasz stan. Nie polecam dokładnych obserwacji w ostatnim tygodniu tego oczyszczania, kiedy to cały syfek zaczyna "schodzić" z jelit... Łeeee ;)) Powodzenia!

JAK JEŚĆ?
     I tu zaczyna się najlepsza zabawa. Skoro nasz organizm potrzebuje wszystkich składników to czy nie można by było zrobić w mikserze po prostu jednej wielkiej pappki i codziennie odpowiednie jej dawki pochłaniać? Miłośnicy doszukiwania się rozkoszy smaku zapewne oburzą się na taką propozycję! Przyłączam się do protestu i mówię zdecydowane NIE! Nie tylko z racji totalnego zniesmaczenia ale też i przez wzgląd na mój żołądek, który niestety/stety nie ma prawa głosu i którego w tej sprawie muszę być rzecznikiem, przez wzgląd oczywiście na nadzieję dłuuugiej współpracy! A zatem skomponujmy sobie obiad (bez użycia miksera!)
Na początek zupa! Najlepiej ogórkowa zabielana a do niej kilka kawałków pysznego białego pszennego pieczywka. Następnie drugie danie a tu? Spory kawałek panierowanego schabowego, ziemniaczki i kapusta. Teraz popijmy to ulubionym babci kompotem lub w przypadku braku, szklaneczką Coca Coli. Po zjedzeniu i popiciu przychodzi pora na deserek owocowy z odrobinką bitej śmietany lub kawałek ciasta (babcia ma na ową okazję przygotowane coś ekstra ;) Smaczne? Bardzo!!! Aż to pisząc pociekła mi na klawiaturę ślinka! miodzio :)))
Ale?? No właśnie. Nie zdając sobie z tego sprawy, kończąc nasz w końcu prawie tradycyjny, polski obiadzik, daliśmy naszemu przyjacielowi żołądkowi, naprawdę masę roboty!!! Biedny! Nie zdążył się dobrze zająć trawieniem zupy a już został zbombardowany kawałkami najgorszego dlań pieczywa, z którym i tak sobie nie da rady bo nie ma do chleba właśnie odpowiednich sterowników (enzymów) jedyne co może zrobić to zapchać się nim po brzegi zanim wypchnie je prawie wcale nie strawione dalej! Zarzucony chlebem dostaje robotę w formie mięsa, która zajmie mu około 3,5 godziny (o ile się do niego dopcha oczywiście!). Wpadające kawałki ziemniaków niestety będą musiały poczekać bo... nie ma takiej możliwości by trawić je razem do spółki z mięsem! Mięso, to około 3 godziny. Następnie 3 godzinki na ziemniaki, ale... one już od dawna są przywalone sporą dawką owoców, które od samego początku sobie hen na górze w kolejce raźnie butwieją i gniją wydzielając masy przeróżnych gazów, z którymi też się trzeba uporać! Czy uda się mimo wszystko, to wszystko strawić? Może i tak ale niestety spora część produktów "przygotowanych" do trawienia została już "spłukana" w dalsze, jeszcze mniej przyjemne okolice, za sprawą kompociku babuni, który owszem, pomógł przełknąć te megailości żarcia przez jamę gębową, ale też i wypchnął oczekujące na trawienie elementy z żołądka! Nie zostały one strawione tam gdzie trzeba i najprawdopodobniej w większości zostaną ot wydalone, ale w części... poukładają się na ściankach biednych jelit w formie toksyn... Czy żołądek już ma wolne?? Skończył z mięsem, tj. z taką ilością jaką mu się udało! Teraz walka z ziemniakami (3 godz.) potem to co zostało z totalnie już przegniłych owoców (smacznego!). Atmosferę podgrzewają na dodatek gazy wynikające z trawienia pokarmu, gazy wynikające z procesu gnicia owoców i... gaz z Coca Coli oczywiście! Co zrobić z tym gazem?? hm... Na koniec ciasto... sam cukier... masa cukru!!!
Wszystko razem około 8-9 godzin! Czy w tym czasie nie zarzucimy go jeszcze jakąś kolacyjką równie sympatycznie skomponowaną np. z kanapek z wędlinką? Kolejnych parę ładnych godzin... Uffff... Cieszmy się, że żołądek nie potrafi mówić! Chociaż, jego mową są dolegliwości, które wcześniej czy później nas sięgną niestety... Ale wtedy, jak każdy rasowy Polak, będziemy już tylko mądrzy po szkodzie!

OGÓLNE ZASADY ZDROWEGO JEDZENIA
     Analizując ową burzę, która jeszcze przed chwilą rozbrzmiewała w czeluściach naszych jelit i żołądka, można wyciągnąć sporo wniosków i poszerzyć je o wiedzę z innych kataklizmów, które w naszym wnętrzu zachodzą, tj. mogą zajść przy sporej dawce bezmyślności! Zastanówcie się jednak, zanim przeczytacie następne fragmenty moich wywodów bo po ich przeczytaniu, a tu prawda jest zaiste, już nic w Waszym jedzeniu nie będzie takie samo! Albo zastosujecie się do moich porad i zaczniecie zdrowo żyć, albo się nie zastosujecie i... zawsze, przy jedzeniu schabowego z ziemniaczkami będziecie mieli wyrzuty, że robicie sobie krzywdę! Hm... Nie ma zmartwienia! Jestem miłośnikiem dobrego żarcia i... podam Wam parę sposobów, jak zrobić wszystko żeby i wilk i owca miały się dobrze, a nawet bardzo dobrze!!!

  • Wysokoskrobiowe produkty zbożowe (chleb, makarony, kasze, ryż kukurydza, ziemniaki) można łączyć jedynie z surowymi lub gotowanymi warzywami (może jedynie za wyjątkiem strąkowych-grochu, fasoli). Natomiast nie wolno z takimi produktami jak mięsa, jajka, sery, ryby, owoce.
  • Mięsa, jajka, sery, ryby można łączyć również jedynie z surowymi lub gotowanymi warzywami (sałatki mile widziane).
  • Warzywa są zawsze zdrowe! Można je łączyć ze wszystkimi produktami!
  • Słodycze, jeżeli nie można bez nich żyć to jeść same (nie jako deser) najlepiej na pusty żołądek i nie przed innym jedzeniem
  • Uważajcie na cukier! To Wasz wróg nr 1. Jedzcie jak NAJMNIEJ owoców (jak już to na pusty żołądek) i pijcie jak NAJMNIEJ soków owocowych! Zapomnijcie o słodzeniu kawy czy herbaty! 1 łyżeczka cukru to duża bułka z masłem!
  • No i na sól... Po prostu nie wolno z nią przesadzać
  • Nie pić podczas przyjmowania posiłków! Najmniej godzinę przed lub godziną po jedzeniu!
  • Wstawać od stołu z lekkim uczuciem niedosytu! Nie przejadać się...
  • Jeść powoli i dokładnie wszystko gryźć. Szczególnie długo mielić w buzi pieczywo, które jest trawione jedynie przez ptialinę (w ślinie)
  • Tłuszcz zwierzęcy, smalec, łój i takie tam głupotki... zapomnijcie o tym najlepiej!!!
  • Surowe lepsze od gotowanego, gotowane lepsze od grilowanego, grilowane lepsze od smażonego!
  • 50-tka czystej lepsza niż kufelek piwa! Ale i tak zła...
  • Pijcie dużo wody mineralnej ale nie gazowanej! Szczególnie rano po pobudce (najlepiej dwie godzinki przed posiłkiem), następnie około 2 godzin po posiłku i wieczorem przed snem (dla oczyszczenia żołądka z "brudów"). Nie więcej niż 1,5 litra dziennie!
  • Jeżeli macie więcej niż 22 lata to ograniczcie nadmierne picie mleka (kości już macie zbudowane)!
  • Śniadanie jest bardzo ważnym posiłkiem podczas dnia! Nie wolno go olewać!
  • Starczy Wam dobre śniadanko i pyszny duży obiadzik ale... żadnego jedzenia po 20-tej!!! Wieczorem można szamnąć albo ew. jakieś gorzkie jabłuszko, albo pić wodę ;)))
  • Organizm podczas całego dnia jest w stanie wydalić tyle cofeiny ile jest zawarte w jednej filiżance kawy. Każda ilość więcej jest zła! Polecam kawkę godzinkę po śniadaniu, robi dobrze metabolizmowi ;)))
WNIOSKI?
     Hm... Jakie wnioski? Można zamiast jednego kotleta z ziemniaczkami, przyjąć powiedzmy dwa kotlety ale z suróweczką! Kochacie ziemniaczki? Takie młode, okrąglutkie? Super! Zjedzcie nawet dwa talerze ale z cebulką i bez mielonego ;) Zapomnijcie o chlebku czy bułeczce do kiełbaski z grila czy z patelni oraz o piciu podczas jedzenia! Wierzcie mi, to tylko sprawa psychiki a nie potrzeb! Można się przyzwyczaić jak do gorzkiej kawy! Do tego wszystkiego odrobina sportu, na przykład brzuszki przed spankiem, jakiś rowerek raz na czas, basenik ze dwa razy w tygodniu, może kilka pompek i... sukces murowany! Zapewniam ;) GWARANCJA
     To dobra informacja dla wszystkich tych, którzy po zastosowaniu ww. zasad, nagle pozbędą się brzuszków i różnych dolegliwości wynikających ze złego żywienia. Jeżeli się bardzo stęsknicie za swoim tłuszczykiem... wystarczy zacząć jeść tak jak się jadło wcześniej a powrót do stanu sprzed "dietki" gwarantowany!!! :))) ale czy warto?