Fotografia Lotnicza
Sławek "hesja" Krajniewski
WSTĘP
Powstało już tyle poradników dotyczących fotografii lotniczej, że aż strach popełniać coś swojego. Generalnie wszystko kręci się wokół tego samego aspektu i w zasadzie jest tak do siebie podobne, że łatwo jest otrzeć się o miano plagiatu. Aby tego uniknąć postaram się napisać coś o swojej własnej fotografii lotniczej. Co więcej, o swojej fotografii lotniczej na dzień dzisiejszy. Znając bowiem ewolucję mojej techniki fotografowania, jestem przekonany, że za pół roku może, ale za rok na pewno będę się śmiał z tego co tu napisałem. Nieważne. Są osoby, którym się moje zdjęcia lotnicze podobają i to dla nich napiszę ten niejako zestaw odpowiedzi na pytania, które często otrzymuję. Powtórzę się – opis ten będzie się tyczył mojej fotografii lotniczej i mojego do niej podejścia. Z moich obserwacji wynika, że nie jest ono takie całkiem normalne :)
Od czego zacząć? Podzielę całość opracowania na kilka działów obejmujących najważniejsze aspekty tego rodzaju fotografii. Na chwilę obecną przychodzą mi do głowy takie działy jak: Kto? Czym? Gdzie? Co? Jak? Na końcu napiszę słów parę o obróbce i o tym jak najlepiej zaprezentować swoje zdjęcia w sieci. Zatem... zaczynamy! :)
KTO?
Fotograf lotniczy w moim rozumieniu to wyjątkowa osoba. Osoba, posiadająca cechy, które w potocznym mniemaniu często określane są jako: wariat, świr, odchyleniec. W naszym małym lotniczym światku spod znaku Nikona, osoby takie nazywamy (z dumą) świrami lotniczymi. Tak. W tym temacie na pewno trzeba być świrem. To odchylenie wynika z permanentnego głodu lotnictwa. Głodu, którego nie da się na szczęście zaspokoić. A gdy już pewnego dnia ktoś go zaspokoi – to najlepiej niech od razu przerzuci się na roślinki czy wschody i zachody słońca. Znam wielu (byłych) świrów lotniczych, którzy już wszystko widzieli, już wszystko słyszeli i już mają wszystkie kadry obfocone. Tak „objedzeni” jeździli na imprezy lotnicze i siedzieli gdzieś z boku bo wszystko ich nudziło. Dla udowodnienia tezy można porównać ich zdjęcia z okresu „świrowania” z tymi „dojrzałymi”. Te pierwsze mimo, że poczynione nierzadko gorszym sprzętem miały to coś! Te drugie, o ile w ogóle powstały, były... co najwyżej poprawne. Prawdziwy fotograf lotniczy musi być zafascynowany lotnictwem. Zafascynowany, rozmiłowany, zakochany, zwariowany na jego punkcie. Lotnictwo trzeba kochać by zobaczyć w nim to coś, czego nie zobaczy w nim nigdy ot zimny i niezaangażowany fotograf - wysłany na wydarzenie lotnicze przez szefa swojej redakcji. Lotnictwu trzeba spojrzeć głęboko w oczy, głęboko w duszę, trzeba je rozumieć. Trzeba umieć się zachować w każdej chwili, umieć podejść, znać jego zwyczaje i maniery. Lotnictwa nie można traktować przedmiotowo. Ta zasada fotografowania przenosi się z tradycyjnej fotografii choćby portretu. Zupełnie inne zdjęcia zrobi fotograf w studio obcej kobiecie, a zupełnie inne tenże sam, zakochany w niej po uszy. Wraz z nastawieniem i podejściem do fotografowanego obiektu, zmienia się wiele, by nie powiedzieć, że wszystko.
Fotograf lotniczy, czy jak kto woli świr lotniczy pojedzie 500 km żeby pofocić lądujące MiGi-29, następnie zrobi 300 km by zobaczyć lądujących kilka innych maszyn, wróci do domu następnego dnia. I wiecie co? Bedzie bardziej niż zadowolony! :) Świr lotniczy wlezie na szczyt góry w Alpach obrzydliwie wczesnym świtem, by stać tam kilka godzin na silnym wietrze i mrozie w oczekiwaniu, że coś może przyleci.

Golden i MarS w morderczej wspinaczce na KP w Axalp
Świr lotniczy potrafi do muzyki dopalaczy tańczyć, bawić się, krzyczeć. Szczęście potęgowane jest towarzystwem innych świrów lotniczych. Można wtedy połączyć fotografowanie i zabawę. Można też i trzeba czerpać wielką łyżką ze wspólnego gara pomysłów. Współpraca zawsze bardzo się opłaca zarówno mi jak i moim towarzyszom. Co dwie, trzy, cztery głowy to nie jedna. Podpowiadamy sobie różne pomysły i wybieramy te najlepsze. Wzajemnie przypominamy sobie o zmianie ustawień. No i zawsze ma kto popilnować sprzętu i kto iść po piwo :)
Jak rozpoznać świra lotniczego? Objawy są bardzo łatwe do rozpoznania. Ten osobnik po przelocie bojowej maszyny na małej wysokości, ma dreszcze na całym ciele i niemal orgazm spowodowany hukiem dopalacza. Drżenie wnętrzności w tej sytuacji to relaksacyjny masaż dla ducha, tylko spragnionego takich wrażeń! Lotniczy świr nigdy, przenigdy na imprezie lotniczej nie założy słuchawek ani nie wciśnie sobie stoperów do uszu! No chyba, że miałoby to grozić dewastacją jego narządów.

Hlynur przed nalotem dwóch F-15, które miały przelecieć kilka metrów nad nami na pełnym dopalaniu, na szczęście dla nas piloci pewnie dostrzegli nasze sylwetki pod płotem i w ostatniej chwili wyłączyli dopalanie. Chwilę wcześniej F-16 (tylko jeden silnik) nie zrezygnował a wręcz centralnie nad nami uderzył świecą w górę. Rzuciło nas na ziemię ale – było warto :) Najlepsze jest to, że Lechu tego numeru z papierem nie zrobił dla żartów tylko podobnie jak Dyziek i ja miał wybór: uciekać z tego miejsca i nie zrobić zdjęć? Czy napchać we wrażliwe miejsca cokolwiek co było pod ręką i narazić się ale... pofocić!. Wybrał podobnie jak my "bramkę nr 2". A że jedyne co mieliśmy do wypychania to papier "T" więc... hihi musieliśmy super wyglądać we trójkę :D
CZYM?
Aparat stosowany do fotografii lotniczej powinien cechować się możliwością wykonywania zdjęć seryjnych z jak największą ilością klatek na sekundę i szybkim zapisem na kartę pamięci. Powinien posiadać w miarę możliwości jak największą matrycę. Jego obudowa powinna być odporna na działanie różnych warunków atmosferycznych, szczególnie wysokich i niskich temperatur, deszczu, kurzu. Powinna być wykonana ze stopów metali i dobrze uszczelniona. Nie wspomnę juz o sprawach oczywistych, mianowicie tych, że aparat powinien mieć podstawowe funkcje, takie jak pojedynczy i ciągły automatyczny pomiar ostrości, preselekcję czasu i przesłony, punktowy, centralnie-ważony i matrycowy pomiar światła, możliwość blokady ekspozycji, itd. Powinien też... bardzo dobrze leżeć w dłoni.
Uniwersalny obiektyw stosowany do fotografii lotniczej powinien cechować się zwartą i w miarę możliwości lekką konstrukcją. Zakres ogniskowych powinien się zawierać pomiędzy 70 a 400mm (50-500mm byłoby idealnie ale wszyscy wiemy, że jest to raczej iluzja, by przy takim zakresie była szansa na dobrą jakość). Światło oczywiście jak najlepsze, ale nie jest to priorytet. 4-5,6 mogłoby wystarczyć, a stałe 4 byłoby idealnie. Obiektyw powinien cechować się wyjątkową szybkością z racji częstej pracy w trybie ciągłego pomiaru ostrości przy prowadzeniu obiektów bardzo często i szybko zmieniających odległość. Powinien być wyposażony w bardzo wydajnie działającą stabilizację obrazu. Wyjątkowo dobra jakość odwzorowania powinna być jego wizytówką. Napisałem obiektyw uniwersalny, bo oczywiście możemy użyć do pewnego typu zastosowań również inne obiektywy. Dobrze jest mieć obiektyw stałoogniskowy o ogniskowej 400 lub 500 mm. Szybki i ostry jak brzytwa. Dobrze jest też mieć szkiełko szerokokątne z podobnie wysokiej półki. Po co ono? Wszystko w swoim czasie.
[dla zainteresowanych: pełna analiza obiektywów Nikona do fotografii lotniczej]
Aparat i obiektyw niestety nie wystarczą nam do pełnej zabawy w fotografię lotniczą. Dodatkowo potrzebujemy różne akcesoria. Te niezbędne oraz te, które mogą nam tylko w jakiś określony sposób pomóc.
Niezbędną okaże się na pewno bateria umożliwiająca długą pracę aparatu lub zestaw mniejszych baterii. W tym drugim przypadku musimy być dość czujni i przewidujący, by bateria nie padła nam w najmniej pożądanym momencie. Dobrym rozwiązaniem jest pojemnik na baterie lub jak kto woli uchwyt pionowy. Dostarcza nam dodatkowy zapas energii bez konieczności pilnowania stanu naładowania baterii a równocześnie jest nieoceniony przy wykonywaniu zdjęć w kadrowaniu zarówno poziomym („czwarty” palec nie ucieka) jak i pionowym. Energii powinno nam wystarczyć na zrobienie 1500-2000 zdjęć podczas jednego dnia imprezy lotniczej.
Na podobną ilość zdjęć musimy też być przygotowani w temacie kart pamięci / banków pamięci. Dobrze, by karty pamięci były bardzo pojemne i jak najszybsze. W przypadku posiadania niedostatecznej pojemności na kartach, dobrze jest wyposażyć się w bank pamięci, na którego zrzucać będziemy zdjęcia z zapełnionych kart. Nie ma nic gorszego niż potrzeba weryfikacji i kasowania zdjęć w warunkach trwającej jeszcze imprezy.
Torba czy plecak? Wszystko zależy od rodzaju wydarzenia lotniczego a zwłaszcza od jego ruchliwości. Jeżeli zamierzamy przebywać prawie całą imprezę w jednym miejscu lub w miejscach niewiele od siebie oddalonych to zdecydowanie lepsza jest torba z uwagi na poręczność wydobywania z niej obiektywów, akcesoriów itp. W przypadku potrzeby większej mobilności zdecydowanie należy wybrać plecak. Dobrze jest doposażyć go w szereg pokrowców dopinanych zarówno do pasa biodrowego jak i szelek, w których będzie można porozmieszczać zarówno pomocnicze obiektywy jak i akcesoria. Chodzi o to, by nie trzeba było ściągać plecaka przy każdej nawet drobnej zmianie konfiguracji sprzętu.
Jeżeli chodzi o filtry, to kiedyś na pokazach lotniczych nagminnie używałem filtrów polaryzacyjnych kołowych. Z czasem zarzuciłem ową praktykę bo zorientowałem się, że owszem czasem niebo „wychodziło” ładne, ale główny obiekt z braku dostatecznej ilości światła wpadającego do aparatu, bywał nieostry. Do tego polar działa idealnie, gdy jest zastosowany do obiektów znajdujących się ok. 90 stopni od słońca a ciężko jest sprawić by maszyna robiąca dynamiczne ewolucje tkwiła dokładnie w tym zakresie. Z reguły jest to obszar zajmujący jakieś 200 stopni w poziomie i 100 stopni w pionie a samoloty na lotniczych imprezach przemieszczają się z jednego końca tego zakresu na drugi w kilka sekund. Regulacja i ustawienia wielu parametrów używanego sprzętu z reguły zajmują całość uwagi fotografa a gdyby nawet i znalazł w swoim mózgu jakiś wolny zwój do obsługi ustawień filtra pol-cir to i tak nie starczy mu rąk/palców do płynnego i ciągłego regulowania tego urządzonka. Na wystawie statycznej za to POL-CIR zdecydowanie wskazany. Panowanie nad odbiciami to połowa sukcesu. Dzięki polarowi też, możemy uzyskać ciekawe efekty kolorystyczne.

Kolorowa tęcza uzyskana dzięki zastosowaniu filtra polaryzacyjnego
Można używać oczywiście jak ktoś się uprze filtra UV ale polecam z jak najwyższej półki, by nie kradł nam tak pożądanego światła. Wskazany w przypadku kurzu, deszczu dla ochrony soczewek obiektywu.
Pasek! Dobry pasek jest wskazany. Najlepiej wygodny neoprenowy. Na imprezie lotniczej jesteśmy z reguły prawie cały dzień z aparatem na szyi. Zdarzały się otarcia na szyi przy użyciu pasków nazwijmy to – standardowych.
Czy podczas imprez lotniczych przyda nam się statyw lub monopod?. Gdy akcja odbywa się bardzo statycznie i jeszcze na ziemi, podczas gdy my dysponujemy obiektywem o dużej ogniskowej mamy trochę przestrzeni do operowania układem statyw – aparat z obiektywem, to na pewno tak. Do takich sytuacji myślę, że bardziej przyda się statyw z rozkręconą głowicą kulową lub specjalnym uchwytem do długich obiektywów, gdyż w przerwach pomiędzy fotografowaniem można je skręcić i aparat z obiektywem (lub w tym przypadku obiektyw z doczepionym doń aparatem) będzie sobie swobodnie przebywał na statywie i nie będzie się trzeba martwić jak i gdzie go trzymać. Zaznaczam, że obiektywy od 400mm wzwyż z dobrym światłem to ważą od 4 kg wzwyż. Do tego należy doliczyć masę aparatu i mamy niezłą siłownię. Jakie akcje możemy fotografować z użyciem statywu? Przeloty maszyn o niewielkiej zwrotności, kołowania, starty i lądowania, statyka. Gdy zaczyna się prawdziwa akcja, stety - niestety odstawiamy statywy i monopody i śledzimy dany obiekt z ręki. Robienie zdjęć z użyciem statywu czy monopodu może się udać ale nie polecam. Straciłem przez takie eksperymenty naprawdę wiele ciekawych kadrów. Dobrze, że tylko na jednej imprezie.
Kolejną szalenie istotną cechą imprez lotniczych jest to, że z zasady odbywają się one na zewnątrz. Musimy być przygotowani na różne sytuacje pogodowe. Chodzi tu zarówno o technikę robienia zdjęć jak i o nasze zdrowie. Jeżeli chodzi o technikę wykonywania zdjęć to pamiętajmy o zasadzie, że im trudniejsze - bardziej wyjątkowe warunki, tym lepsze – bardziej wyjątkowe zdjęcia! O ile tylko odbywają się loty, jesteśmy w stanie zrobić zdjęcia w każdych warunkach pogodowych.
Najbardziej trzeba być przygotowanym na intensywne opady deszczu. Dlaczego akurat na nie najbardziej? O tym będzie później. Do fotografowania w deszczu znakomicie nadają się specjalne ochraniacze. Jest to rodzaj foliowej osłony zarówno na aparat jak i obiektyw, który umożliwia nam bezkompromisowe używanie sprzętu praktycznie przy każdego rodzaju opadach. Oczywiście zamiast wydawać duże pieniądze na opisane osłony, można mieć po prostu ze sobą dyżurną reklamówkę (worek foliowy) i w razie potrzeby włożyć w nią sprzęt, odpowiednio wykonać we właściwych miejscach otwory i spiąć gumkami „recepturkami”. Ta druga metoda stosowana jest przez „profi” fotografów :)

Pokrowiec przeciwdeszczowy KATA E-702
Jeżeli chodzi o nasze zdrowie to wiadomą rzeczą jest odpowiednie dostosowanie ubioru do warunków pogodowych. Nie zapomnijmy nigdy latem o odpowiednim nakryciu głowy, o odpowiednim zabezpieczeniu kremem z wysokim filtrem odkrytej skóry. Zimą zaś, poza kremem o fotograficznych rękawiczkach. Dobrze jest mieć na sobie ubranie posiadające szereg kieszeni, do których różne elementy naszego sprzętu będzie można bardzo szybko schować. Dobrym pomysłem na drobiazgi jest kamizelka fotograficzna, która nie dość, że jest bardzo użyteczna to jeszcze dodaje nam bardzo profesjonalnego wyglądu :)
Nie byłbym sobą gdybym w temacie sprzętu nie wspomniał o jednym jeszcze bardzo ważnym elemencie. Najważniejszym! Te wszystkie sprzęty z działu "czym?" są tak naprawdę jedynie bardzo pomocne. Zdjęcia za nas nie zrobią. Najważniejszym elementem jest nic innego jak nasze Oko! Oko które nie tylko patrzy ale też widzi. To w Oku tworzą się obrazy, które później z mniejszym czy lepszym skutkiem próbujemy przedstawić na fotografii. Należy zrobić wszystko, by obraz z Oka jak najbardziej odpowiadał efektowi końcowemu. O tym jednak jak to zrobić? – będzie później.
GDZIE?
No niestety. Fotografia lotnicza charakteryzuje się tym, że nie można robić zdjęć lotniczych ot tak, kiedy nas najdzie ochota w każdym miejscu i o każdej porze. Szczęśliwcy, którzy mieszkają w pobliżu lotnisk oczywiście pod tym względem maja lepiej. Prawda jest jednak taka, że nawet mieszkając w tak zacnym miejscu, na co dzień nie ma spektakularnych wydarzeń. Z reguły lotnisko, to spory obszar, często sztucznie bądź naturalnie zalesiony i polowanie pod płotem skutkuje jedynie nudnymi zdjęciami samolotów na podejściu do lądowania, bądź daleko po starcie. No chyba, że się mieszka w pobliżu tak zacnego lotniska jak to w Meiringen :)

F-18 po starcie z bazy Meiringen (Szwajcaria)
Można oczywiście się wbić jakoś przez znajomych na lotnisko ale i to nie za często i bez specjalnych dojść - mało owocnie. Przy lotniskach cywilnych jest dość ciekawie ale głównie dla spotterów. Samoloty schodzą do lądowania, startują... wszystko bez emocji. No chyba, że jest możliwość uchwycenia jakiegoś niecodziennego egzemplarza bądź niecodziennej sytuacji czy to lotniczej czy pogodowej. Wtedy zdjęcia te nabierają mocy. W przeciwnym razie, są atrakcją jedynie dla osób, które maja pasję rejestrowania kolejno startujących/lądujących maszyn, analizy numerów rejestracyjnych, typów. Bardzo szanuję ich działania lecz ze zrozumiałych względów, fotografia o której tu piszę ma z typową spotterką niewiele wspólnego.
Dochodzimy zatem do wniosku, że najciekawsze fotografie lotnicze można wykonać w miejscach i w sytuacjach wyjątkowych. Biorąc udział w imprezach lotniczych bądź odwiedzając lotniska z możliwością podejścia dosłownie wszędzie. Dopiero w takich okolicznościach jesteśmy w stanie zrobić nienudną fotkę, przedstawiającą dany moment w niezwykłym ujęciu. Imprez lotniczych jest naprawdę sporo. Do tego w dobie wszechobecnej informacji, wystarczy tylko trochę chcieć by znaleźć w Internecie wszelkie dane różnych pokazów odbywających się zarówno w naszej okolicy jak i poza nią.
Wśród imprez krajowych można znaleźć duże pokazy lotnicze oraz mniejsze imprezy typu piknik lotniczy. Pokazy w Radomiu mają juz swoją renomę w Polsce i w Europie. Są ogólnie brane pod uwagę przez wielu nawet obcokrajowców jako te, na których „trzeba być”. Na pokazach w Radomiu poza rodzimymi maszynami i zespołami akrobacyjnymi z reguły goszczą zacni zagraniczni goście. Rokrocznie impreza nabiera na sile i rokrocznie przyciąga szersze rzesze widzów. Podobnie sprawa się ma z Piknikiem lotniczym w Góraszce czy choćby Mało-polskim Piknikiem Lotniczym w Krakowie, które z roku na rok, na miarę swoich możliwości, stają się coraz bardziej atrakcyjnymi punktami w kalendarzu lotniczym. Jest bardzo dużo imprez lotniczych o wyjątkowym klimacie. Czasem powala klasa i ilość prezentowanego sprzętu, czasem wyjątkowa sceneria, w której się odbywają. Niestety te pokazy to już nie w naszym pięknym kraju lecz często daleko poza jego granicami. Nie będę wymieniał tu wszystkich czy choćby nawet części z nich. Skupię się na tych, które utkwiły mi bardzo w pamięci.
Pokazy lotnicze w Axalp w Szwajcarii są najlepszym przykładem imprezy, która zabija wszystkie inne pod względem miejsca w jakich się rokrocznie odbywa oraz wyjątkowego charakteru. Oto co na jej temat napisałem w jednym z albumów:
Pokazy lotnicze w Alpach w pobliżu miejscowości Axalp w Szwajcarii, to zapewne najbardziej wyjątkowe wydarzenie lotnicze w europejskim kalendarzu imprez lotniczych. Już samo to, że aby wziąć w nich udział trzeba się wspiąć na wysokość ok. 2500 metrów i być tam już o godzinie 8.00 rano z racji niebezpieczeństwa jakim dla wspinających się turystów byłyby latające od godz. 9.00 myśliwce strzelające z ostrej amunicji do tarcz, rozmieszczonych tuż obok turystycznych szlaków. Wspinaczka od godz. 4.00 daje niesamowitą możliwość oglądania wschodu słońca w jakże pięknej scenerii szwajcarskich Alp.

Na szczytach Axalp przed wschodem słońca

Klimat pokazów w Axalp

Seria z działka samolotu F-5
Podczas treningów strzeleckich i samych pokazów wyjątkowość Axalp nabiera na sile! Wszystko dzieje się jakby w przyspieszonym i totalnie zwariowanym tempie! Jakby w zupełnie innym świecie! Mieszanka odgłosu strzelających tuz nad głowami działek! Huku dopalaczy maszyn, które po oddanej serii wspinają się tuż ponad ostrymi jak brzytwa zboczami gór! Niesamowite wręcz oderwania strug na płatowcach w tych karkołomnych manewrach! Efektowne akrobacje okraszone odpalaniem dziesiątek flar! Wszystko to sprawia, że rokrocznie Axalp przyciąga na zbocza swych cudownych gór setki fanatyków lotnictwa z całego świata. Byłem tam już dwa razy. Nie wyobrażam sobie nie spędzić w Axalp tych październikowych dni i w latach kolejnych.
Nie można mówić o Axalp nie wspominając o wyjątkowej bazie lotniczej w Meiringen. Z bazy tej operuje większość maszyn biorących udział zarówno w treningach jak i w samych pokazach. Najbardziej widowiskowe są oczywiście starty i lądowania samolotów bojowych takich jak choćby F-5 czy F-18. Sama baza to ciekawostka na skalę chyba nawet światową. Jest niejako stworzona do fotografii lotniczej. Pas startowy przecinają dwie lokalne drogi, zamykane na czas startów i lądowań ot po prostu zwykłym drewnianym szlabanem. Szlaban ten, znajduje się w odległości około 100 metrów od pasa startowego! Można focić samoloty stojąc przy szlabanie lub obok na trawce, na której pasą się krowy (!). Wrażenie niesamowite!
Start pary F-5 z Bazy w Meiringen
Lotnisko jest położone w bezpośrednim sąsiedztwie sporej góry, w ścianie której, wydrążone są potężne hangary dla stacjonujących tam maszyn. Jest to też jedyna baza lotnicza na której byłem, gdzie zorganizowane są specjalne parkingi dla fotografów.

Świry lotnicze AD 2007 na pasie w Meiringen
Kończąc temat pokazów w Axalp należy też wspomnieć o ich głównej wadzie. W górach jak to w górach, minimalne załamanie pogody i odwołuje się od razu całą imprezę. Można się nieźle nawspinać by... pooglądać tylko zamglone góry. Ale jak to sie mówi, nie ma ryzyka nie ma zabawy.
Niestety wszystkie imprezy lotnicze uzależnione są od pogody. Ta potrafi czasem bardzo niemiło zaskoczyć. Dla przykładu polecieliśmy w 2008 roku na chyba największe pokazy lotnicze w Europie czyli na Royal International Air Tatoo w Fairford w Anglii i... z powodu podmycia przez wodę, po raz pierwszy od 38 lat, ku naszemu zdziwieniu i zawodowi, pokazy nie odbyły się. Tak już niestety jest i trzeba być na to przygotowanym. Zawsze musi być jakiś plan B a najlepiej też i C. Na szczęście w 2008 w Anglii był plan B – pokazy Flying Legends w Duxford i trzeba przyznać, że ten plan był pisany przez zdecydowanie duże „B”! Taka ilość historycznego sprzętu i taki rozmach imprezy zrobiły na nas niesamowite wrażenie.

Plan B z Anglii 2008 okazał się być rewelacyjnym! Flying Legends Duxford
Zagraniczne imprezy lotnicze niestety łączą się ze sporymi nakładami na choćby samą logistykę. Paliwo lub bilety lotnicze, zakwaterowanie, wyżywienie, wstępy - to często duży wydatek. Oczywiście, że opłaca się na nie jeździć i budować sobie portfolio lotniczych zdjęć. Należy jednak pamiętać, że podobnie jak w temacie czym, w którym nawet genialny sprzęt nie zastąpi tzw. oka, podobnie w temacie wyjazdów - nic nie zastąpi pasji, miłości do fotografii lotniczej i tego czegoś, co u jednych widać na zdjęciach a u innych, choćby nie wiem jak się starali –nie. Jeżeli zatem kogoś nie stać na wypad do Anglii, Rosji czy USA to zawsze może pojechać choćby pod najbliższe lotnisko i porobić porównywalnie ekscytujące zdjęcia.
Albo... do lotniczego muzeum! Nie zapominajmy o muzeach, w których stoi bardzo dużo ciekawych eksponatów. Wystarczy tylko dobre światełko, odrobina pomysłu i efekt może być całkiem sympatyczny.

Su-20 w muzeum na Lublinku w Łodzi
JAK?
Dział „jak?” omówię na przykładzie standardowych pokazów lotniczych, po kolei omawiając wszystkie elementy jakie na pokazach lotniczych mogą mieć miejsce oraz w jaki sposób w danej sytuacji wykonywać zdjęcia.
Pokazy lotnicze z reguły rozpoczynają się przed południem, a wejście na teren pokazów jest możliwe najczęściej jakieś 2 godziny wcześniej. Dobrze jest być na lotnisku tak szybko jak tylko się da. Dlaczego? Z paru powodów. Będąc na lotnisku o tak wczesnej porze można jeszcze porobić ciekawe zdjęcia na tzw. statyce.
Statyka to nic innego jak wystawa statyczna, która odbywa się w czasie całych pokazów. Polega ona na tym, że wystawione są na niej różne statki powietrzne, które biorą udział w pokazach, jak również te, które stoją na niej jako eksponaty – ciekawostki i latać nie będą. Statyka to super miejsce do wykonania dobrych zdjęć. Wielu uważa je za nudne, ale przy odrobinie chęci i umiejętności można z tego miejsca coś ciekawego wyciągnąć. Standardowo można na niej robić zdjęcia całych sylwetek samolotów, nawet trzeba w celu poszerzenia swojego lotniczego portfolia - swojej bazy zdjęć samolotów ciekawych, często unikalnych, wyjątkowych. Jest to jednak z reguły dość trudne ponieważ: raz – przed każdym eksponatem znajdują się barierki, które znacząco przeszkadzają w wykonaniu zdjęcia całej sylwetki samolotu, no a dwa – nie jesteśmy jedynymi, którzy tego dnia postanowili zrobić takie właśnie zdjęcia, czyli standardowe ujęcia całej sylwetki, centralnie, od przodu na szerokim kącie. Dlatego właśnie dobrze jest na pokazy przybyć jak najwcześniej rano. Rano nie ma jeszcze takich tłumów, no i jest duża szansa, że zastaniemy bardzo ładne miękkie światełko nie powodujące przepaleń lub ostrych cieni. Inną, nieco bardziej niedostępną metodą pozbycia się z linii my – samolot na statyce tłumów z aparatami w telefonach komórkowych jest zdobycie akredytacji prasowej na pokazy. Dla osób legitymujących się PRESS, organizowane są dni prasowe przed pokazami. Jest wtedy duża szansa na nieco swobodniejszą możliwość „zrobienia” całej sylwetki na statyce bez wyciągniętej ręki z komórką czy kompaktem w kadrze. Zdjęcia tego typu jak już wspomniałem, robimy głównie pod kątem wzbogacenia portfolio archiwistycznego. Co jednak z tym artystycznym? Bardzo dobrym sposobem na zrobienie dobrego zdjęcia na statyce jest poszukiwanie szczegółów, szczególików na danym płatowcu, bądź poszukiwanie w perspektywie ciekawego układu linii, ciekawych historii z gatunku relacji: człowiek-samolot lub ciekawego układu statków powietrznych, które z reguły są na wystawie statycznej dość równo poustawiane.

W poszukiwaniu ciekawych historyjek na statyce podczas pokazów w Radomiu w 2007
Jest to dość ciekawa zabawa, zabawa w kadrowanie, polegająca na tym, że oczywiście zachowując wszelkie reguły dobrej kompozycji (lub niejednokrotnie świadomie je łamiąc) staramy się zrobić jak najciekawsze ujęcie, które będzie inne – nie takie sztampowe, nie takie zwykłe. Wyłuskiwanie szczegółów na statyce robimy oczywiście z wykorzystaniem obiektywu o dłuższej ogniskowej. Głębię ostrości (liczbę przesłony) dobieramy w zależności od tego, czy chcemy by na zdjęciu był jeden element czy może cała seria elementów powtarzających się bądź tych, tworzących ciekawy układ linii. Należy zwrócić uwagę na różne szczegóły, czy to danej konstrukcji, czy też sytuacji, bo każda sytuacja jest ciekawa, każda jest inna i każda sytuacja daje inne - nowe pole do popisu. Im sytuacja jest odleglejsza od tej uważanej za normalną tym lepiej dla nas bo mamy większą szansę na zrobienie unikatowego, wyjątkowego zdjęcia a przecież na tym zależy nam najbardziej, prawda? Dla przykładu ostatnio miałem przyjemność robienia zdjęć naszych F-16 na wystawie statycznej podczas dość sporego deszczu. Wydawałoby się, że nic tylko się schować pod parasol i wywiesić fotograficzną białą flagę. Raz, że deszcz a dwa, że statyka czyli nudy :) Nic bardziej mylnego. Krople, które zbierają się na różnych elementach płatowca tworzą bardzo ciekawe efekty i z odrobiną wyobraźni można je wykorzystać.

Kropelkowa statyka Warszawa-Okęcie 2009

Szeroki kąt w użyciu na statyce Warszawa-Okęcie 2009

Ciekawa historyjka na statyce, Duxford 2008
Pamiętajmy też o właściwościach pojedynczej kropli znajdującej się albo na płatowcu albo na jakiejś roślince w niedalekiej odległości od niego. Przyglądając się jej dokładniej dostrzeżemy, że widać przez nią stojącą z przodu maszynę. Mając obiektyw makro spróbujmy uchwycić ową kroplę solo lub z koleżankami w ciekawym kadrze. W każdej bowiem kolejnej kropli będzie ten sam obraz! Efekt kapitalny. Mówiąc o deszczu podczas pokazów nie zapominajmy też o kałużach na płycie lotniska! Odbicia w nich w połączeniu z obrazem nieodbitym potrafią być znakomicie ciekawe.

Odbicie na mokrej płycie lotniska i wyjątkowe atmosferyczne tło, Krzesiny 2007
Do tego wszystkiego pamiętajmy, że pochmurne niebo to piękna rozpraszająca blenda dla światła słonecznego. Można wtedy sfocić więcej szczegółów bo cienie nie psują zdjęcia. Gdy natomiast podczas „robienia” statyki mamy piękne niebo z ładnie odcinającymi się białymi chmurkami – wykorzystajmy to robiąc zdjęcia na bardzo szerokim kącie. Do takiego zastosowania przydają się obiektywy szerokokątne bądź nawet typu „rybie oko”, w których przerysowując perspektywę, możemy osiągnąć bardzo ciekawy i na pewno interesujący efekt.

Niebo na statyce Warszawa-Bemowo 2007

Niebo odbite, JAS-39 Gripen, Radom 2007

W poszukiwaniu ciekawych odbić na statyce
Szukajmy też odbić tych chmur czy nieba na szklanych bądź błyszczących elementach płatowców. W połączeniu z elementami nie odbijającymi i dobrym skadrowaniu – efekt murowany. Wystawa statyczna z reguły trwa podczas całych pokazów. Warto więc pomyśleć o tym by po zrobieniu na niej zdjęć rano, spróbować też podejść do tych samych tematów w jakiejś przerwie pokazów lub też na ich koniec. W związku z tym, że słońce będzie oświetlało nasze „poranne” obiekty z innej strony - będziemy mieć zupełnie odmienne warunki oświetleniowe. Czasem gorsze ale często lepsze :) Do tego całe towarzystwo komórkowo-fotograficzne wyrywa wtedy czem prędzej z pokazów w celu zdobycia parkingowego „pole position”, więc i podejście pod maszyny na statyce będzie łatwiejsze. Możemy też przy odrobinie szczęścia pokusić się o jakieś zdjęcia lotnicze z wykorzystaniem zachodzącego słońca. Czemu nie? Dlatego nie ma co narzekać na to, że wystawa statyczna jest nudna, bo może być fascynująca!
Gdy skończymy już robić zdjęcia na statyce, udajemy się w okolicę, gdzie mają odbyć się pokazy. Wybieramy sobie odpowiednie miejsce do fotografowania. Wcale nie jest łatwo zdefiniować co to jest odpowiednie miejsce. Wybór miejsca zależy głównie od tego, czy na pokazach jesteśmy w pozycji zwykłych śmiertelników czy posiadamy jakąś opcję na zdobycie atrakcyjniejszej miejscówki. Myślę tu o akredytacjach prasowych lub innych formach przygotowanych przez organizatorów specjalne dla fotografów. Różne formy takich przepustek bardzo dobrze i szeroko znane są za granicą i powolutku zaczynają się pojawiać i u nas w Polsce. Te możliwości odpowiednio więcej kosztują, ale trzeba je wykorzystywać, ponieważ mogą sprawić, że będziemy mieć lepszą możliwość do wykonywania swoich zdjęć. Z reguły są na to przewidziane zupełnie inne, wydzielone miejsca na pokazach, specjalne platformy, z których fotografowanie może być ciekawsze i nikt nikomu nie przeszkadza. Dla przykładu na pokazach Air Tatoo w Anglii form przebywania na lotnisku jest bardzo dużo. Poza normalnymi wejściami na zwykły bilet (cena w przeliczeniu to około 150zł!) są wejścia dla prasy (o wiele mniej dostępne niż w Polsce), wejścia dla spotterów, podzielone na trzy rodzaje, w zależności od tego, na ile dni oraz jak atrakcyjne są te miejsca w odniesieniu do pasa startowego (wszystko jest dość szczegółowo przeliczone na funty), wejścia dla osób w starszym wieku, którzy rozkładają się w odpowiednim miejscu elegancko na leżaczkach i fotelikach, wejścia dla VIP-ów, którzy płacą potężne pieniądze ale też i wachlarz usług, jakie wchodzą w koszt biletu jest imponujący, itd. itd. Można tak wymieniać w nieskończoność, natomiast ogólnie rzecz ujmując chodzi o to, że są dwa rodzaje wejść na teren pokazów: wejścia zwykłe i uprzywilejowane. W naszym przypadku rozważymy najzwyklejsze wejście na teren pokazów bez jakichkolwiek form uprzywilejowania ale z założeniem, że zależy nam na zrobieniu jak najciekawszych zdjęć. Jeżeli nasze zdjęcia mają być wyjątkowe to pamiętajmy o zasadzie: chcesz mieć coś innego – zrób coś innego :)
Najpierw i to najlepiej w czasie jeszcze przed pokazami orientujemy się w położeniu lotniska oraz w prognozach pogody. W obecnych czasach mamy niesamowite narzędzie jakim są internetowe satelitarne mapy całego świata. Znajdujemy na takiej mapie interesujące nas lotnisko i analizujemy położenie pasa wobec stron świata, jak w czasie pokazów będzie operować słońce, miejsce rozlokowania publiczności. Już na podstawie tej analizy można dojść do wielu wniosków. Będziemy wiedzieć gdzie należy iść by focić ze słońcem oraz (to nie pomyłka) i pod słońce! Na samych już pokazach wszystko zależy od tego z której strony mamy słońce i co mamy zamiar fotografować oraz w jaki sposób. Często się słyszy, że pokazy są słabe, bo słońce jest na wprost czyli prosto w oczy. To wcale nie jest nic strasznego, ponieważ najmniej ciekawe zdjęcia wychodzą właśnie na wprost (prostopadle do osi pasa). Co możemy ciekawego sfotografować poza panoramowaniem maszyn idących na małej wysokości? Większość zdjęć i tak robimy statkom powietrznym, które nalatują na nas z prawej lub lewej strony, albo odlatują, więc też nie są na linii my - słońce. Do tego trzeba też pamiętać, że zdjęcia na kontrze potrafią być równie spektakularne jak te „dobrze” oświetlone.

Zdjęcia F-18 na kontrze (pod słońce) Axalp 2008

Zdjęcia F-18 na kontrze (pod słońce) Axalp 2008

Zdjęcia F-18 na kontrze (pod słońce) Axalp 2008
Wiedząc o tym, że najciekawsze zdjęcia są przy nalotach lub odlotach samolotów, dobrze jest w odpowiednim miejscu się ustawić. Nie przy trybunie honorowej, tylko z prawej lub z lewej strony pasa. Stojąc w takich miejscach mamy ciekawsze niebo no i jest szansa na ciekawsze sytuacje w powietrzu. Dobrze jest na takie pokazy zarezerwować sobie kilka dni by móc przetrenować różne miejsca do robienia zdjęć o różnych porach dnia. Jeżeli lotnisko jest usytuowane „pod słońce” to nic nie stoi na przeszkodzie byśmy jednego dnia zaliczyli drugą stronę pasa – czyli wyszli nawet poza lotnisko o ile jest taka możliwość. Takie działanie bardzo często przynosi sukces i daje możliwość zrobienia wyjątkowych ujęć.

Jednego dnia "na bogato" w strefie VIP podczas CIAF Brno (Czechy) 2008 fot. Tomasz Szostak "Dyziek"

Drugiego dnia "po taniości" na rżysku pod płotem ale... ze słońcem, podczas CIAF Brno (Czechy) 2008 fot. Krzysztof Raszowski "maldek"
Pełnia szczęścia jest wtedy, gdy możemy w któryś dzień stanąć na przedłużeniu pasa w jego bezpośredniej odległości. Te zdjęcia zawsze budziły emocje nie wspominając już o samych okolicznościach ich wykonywania, kiedy maszyny przechodzą nam zaraz nad głowami nierzadko na pełnym dopalaniu. Końcówkę pasa dobrze jest „obstawić” na przylotach lub odlotach czyli przed dniami pokazów oraz po ich zakończeniu.

Zdjęcie TS-11 Iskra z przedłużenia pasa startowego CIAF Brno (Czechy) 2008

Zdjęcie startującego F-4 Phantom z przedłużenia pasa startowego CIAF Brno (Czechy) 2008
Dodatkową atrakcją tych dni jest to, że możemy sfotografować wtedy również maszyny, które przyleciały na pokazy brać udział tylko na wystawie statycznej.
Gdy zatem mamy już wybrane miejsce do fotografowania, stajemy na nim na tyle wcześnie by się „dobić” do barierki, przesuwamy się w lewo bądź w prawo celem uniknięcia elementów przeszkadzających w zdjęciach czyli dla przykładu głośnika lub ochraniarza i przygotowujemy sprzęt fotograficzny do robienia zdjęć.
O wstępnych ustawieniach sprzętu opowiem na podstawie własnych doświadczeń i napiszę co przed rozpoczęciem pokazów ja ustawiam. Ten paragraf może być dyskusyjny albowiem każdy to robi po swojemu. Po wynikach poznacie kto ma/miał rację :) Ja się nie upieram, że mam rację ale właśnie tak ustawiam sprzęt jak opiszę poniżej. Pewnie za rok, dwa będę to robił inaczej ale to będzie za rok, dwa :) Stojąc zatem w z góry upatrzonym miejscu na lub przy lotnisku najpierw sprawdzam ustawienia wielkości i formatu zapisywanych plików. Najlepiej, żeby był to plik RAW. Chodzi o to, by podczas późniejszego obrabiania zdjęć, można było bezstratnie wyregulować podstawowe parametry zdjęcia (poziomy, kolory, tonację, szczegóły w cieniach itd.). Następnie ustawiam jak najniższą wartość ISO. Tak, by wyeliminować ewentualne szumy, które niewiele wnoszą w fotografii lotniczej, a tylko psują jakość zdjęcia. Pomiar światła – z reguły wybieram centralnie ważony, chyba że mają miejsce ekstremalne sytuacje typu bardzo jasny samolot na dość ciemnym tle, wtedy wybieram pomiar punktowy. Odchodzę od matrycowego, którego używam w zasadzie tylko wtedy, kiedy chcę zrobić zdjęcie, w którego tle znajduje się w pełni świecące słońce. Generalnie polecam centralnie-ważony, który w 95% przypadków sprawdza się najlepiej. Pomiar ostrości punktowy. Dlaczego nie dynamiczny? Dlatego, że dzięki punktowemu pomiarowi mam kontrolę nad tym w którym miejscu kadru ma być ostrość. Przy tym ustawieniu, wiem, że jest dokładnie tam, gdzie ja chcę, a nie tam, gdzie mi automatyka aparatu wybierze. Dlatego wybieram z reguły pomiar punktowy, pojedynczy i nie kombinuję z tym więcej. Standardowo przed pokazami wybieram też tryb ciągłego pomiaru ostrości (AF-C) jako, że przed pokazami tak do końca to nigdy nie wiadomo, co się i kiedy na początku wydarzy. Balans bieli ustawiam na Auto. Większość aparatów radzi sobie z balansem bieli i nie ma takich problemów, jakie były w pierwszych lustrzankach cyfrowych z automatycznym pomiarem i ustawieniem balansu bieli właśnie. Tryb migawki ustawiam na priorytet przesłony (A). Dlatego, że bardzo mi zależy w zdjęciach lotniczych na ostrości. Liczbę przesłony ustawiam na wartości dla danego obiektywu optymalne, czyli 6,3-8. Wszystko oczywiście zależy od pogody, ale mówimy o standardowych warunkach, więc niech to będzie 7,1. W fotografii lotniczej generalnie nie powinno być problemu z czasami otwarcia migawki przy dobrej pogodzie. Większość zdjęć realizuje się na tle nieba, które dzięki swojej jasności, dość skutecznie skraca nam czasy ekspozycji. Ustawiam te wartości i ten tryb preselekcji bo gdy już się zacznie wszystko dziać nie ma z reguły czasu na częstą ingerencję podczas jednej sekwencji pokazów, chyba, że ktoś jest bardzo dobrze wytrenowany w takich operacjach. Ustawiam sobie też przy okazji w trybie preselekcji czasu (S) wartość czasu otwarcia migawki na poziomie powiedzmy 1/160 sekundy. Po to, by jak się pojawią statki powietrzne napędzane przy użyciu śmigieł, to tylko przełączę na tryb S i będę mógł focić dalej bez większych kombinacji. Skąd ta 1/160 sekundy? O tym za chwilę. Tak więc tak właśnie ustawiam aparat przed pokazami. Oczywiście jest on włączony, ma w pełni naładowaną baterię, a ja gotowy na wszystko z wyostrzonym wzrokiem i słuchem, z wypitym przynajmniej jednym piwkiem (dla wewnętrznej redukcji drgań) - czekam co się będzie działo dalej :)
Panoramowanie jest bardzo ważnym elementem fotografii lotniczej, ponieważ najlepiej oddaje to, co jest główną cechą fotografowanych statków powietrznych w ruchu, czyli ich dynamikę. Do tego podczas panoramowania można się pięknie wykazać ogólnymi umiejętnościami fotografowania. Im lepsze panowanie nad sprzętem tym lepsze fotografie. Na czym polega panoramowanie? Najogólniej rzecz ujmując polega na fotografowaniu obiektu będącego w ruchu, z możliwie najdłuższym czasem ekspozycji. Z reguły odbywa się ono poprzez „prowadzenie” aparatem obiektu w płaszczyźnie jego ruchu. Prawidłowo przeprowadzone panoramowanie skutkuje kapitalnymi efektami. Z reguły uzyskujemy ostry obiekt będący w ruchu oraz rozmyte wszystko co w danym momencie się nie ruszało bądź poruszało się w innym kierunku lub z inną prędkością niż prowadzony przez nas obiekt główny. Jak to osiągnąć? Metody są różne. Od najprostszych po bardzo hardcorowe. Moja zasada jest taka: ryzykować! Tzn. starać się zrobić zdjęcia z jak największym rozmyciem by były dobre, bardzo dynamiczne. W przeciwnym razie zrobimy nudne zdjęcie, które nawet nam nie będzie się podobało więc, po co? Chodzi tu głównie o czas ekspozycji, który powinien być jak najdłuższy. Im dłuższy czas ekspozycji, tym bardziej rozmazane i dynamiczne tło, ale też większe ryzyko zrobienia nieostrego obiektu głównego. Nieostry obiekt główny dyskwalifikuje zdjęcie. Dochodzimy do sedna sprawy. Zrobimy tak dobre panoramowanie jak długo jesteśmy w stanie utrzymać główny obiekt bez poruszenia aparatem (w kierunkach innych od ruchu głównego obiektu), czyli wszystko zależy od stabilności naszej ręki. Oczywiście można sie posiłkować statywem bądź monopodem co znacznie ułatwia zadanie ale z reguły na pokazach nie ma na to czasu i do panoramowania przystępujemy niejako z marszu. Różnie ludzie panoramują. Z reguły jest to czas ekspozycji w okolicach 1/80-1/60 sekundy. My zróbmy 1/30-1/25 sekundy! Jak nie wyjdzie to trudno. Jak wyjdzie, będzie naprawdę super!

Panoramowanie F-5 w Axalp 2007 z czasem 1/80 sekundy

Panoramowanie MiG-29 w Mińsku Mazowieckim (2009) z czasem 1/60 sekundy

Panoramowanie MiG-29 w Mińsku Mazowieckim (2009) z czasem 1/30 sekundy :)
Dobrze jest poeksperymentować z ustawieniem czasu zaczynając od powiedzmy 1/100 sekundy. Na pokazach mamy często powtarzające się sekwencje, które mogą się przydać do niejako „kalibracji” naszej ręki. Należy też zwrócić dużą uwagę na tło, które jest za naszym obiektem. Generalnie tło i tak będzie rozmazane, ale dobrze jest gdy w tle znajdują się jakieś kolory, jakieś ciemne i jasne elementy, tak by tło było zróżnicowane, to spowoduje że zdjęcie przy jego rozmazaniu nabierze większej dynamiki. Tak więc, jeżeli jesteśmy na pokazach czy imprezie lotniczej mamy możliwość przemieścić się kilkanaście metrów w lewo czy prawo żeby za obiektem znalazło się dość ciekawe tło - zróbmy to, naprawdę warto. Co jest istotne przy panoramowaniu poza ustawieniem preselekcji czasu na wartości o których już pisałem? Istotne jest to, by ustawić pomiar ostrości na ciągłą pracę (AF-C), tak aby zestaw aparat-obiektyw mierzył cały czas ostrość i starał się wykonać zdjęcie jak najbardziej ostre. Znaleźć na statku powietrznym, najlepiej blisko środka kadłuba, jakiś charakterystyczny kontrastowy element. Element ten będzie potrzebny do tego, by aparat mógł szybko i sprawnie ustawiać ostrość. Następnie prowadzić obiekt w obiektywie skupiając się jedynie na tym, by trzymać ten wybrany element cały czas w środkowym polu pomiaru ostrości. Zdjęcia najlepiej wykonywać serią. Im szybsza seria, tym większe prawdopodobieństwo, że w tej serii znajdzie się jedno, dwa, trzy zdjęcia, które będą bardziej ostre od pozostałych. Bardzo ważne jest też ustawienie swojego ciała. W momencie gdy mamy zamiar wykonywać panoramowanie i już wszystko jest ustawione w aparacie oraz gdy już nadlatuje statek powietrzny to stajemy w lekkim rozkroku z nogami tak ułożonymi, by tworzona przez stopy linia była równoległa do kierunku lotu statku powietrznego. Wtedy w kulminacyjnym momencie będziemy mieć ustabilizowaną sylwetkę i statek powietrzny na wprost. Podstawowy błąd jaki jest w takiej sytuacji robiony to taki, że na początku stajemy jakby w kierunku nalatującego na nas statku powietrznego a następnie w kulminacyjnym momencie musimy fotografować niejako przez ramię. Akcja dzieje się tak szybko, że nie możemy sobie pozwolić na przemieszczenie w jej trakcie stóp. W związku z tym, że mamy uzyskać ostry obiekt i rozmazane tło, panoramowanie wykonuje się w szczególnych warunkach podczas pokazów. Z reguły odbywa się ono podczas lądowań i startów statków powietrznych oraz w czasie przelotów na małej wysokości. Wysokość przelotu musi być taka, by za przelatującym statkiem powietrznym znajdowało się jakieś wyraziste tło. Panoramowanie na tle nieba mija się z celem. Efektu nie będzie a szansa na zrobienie nieostrego zdjęcia dość spora. Nie zapominajmy o tym by po panoramowaniu zmienić tryb pracy aparatu. Inaczej kolejne elementy pokazów zrobimy na czasie 1/25 sekundy co na pewno nie spowoduje naszych zachwytów przy przeglądaniu naszej twórczości podczas tzw. game-boy’a.
Przechodzimy do fotografii statków powietrznych z napędem śmigłowym. Główną cechą zarówno śmigłowców jak i samolotów napędzanych za pomocą śmigieł jest fakt występowania ruchu obrotowego śmigieł. Oddanie ich ruchu obrotowego na fotografii będzie naszym głównym celem. Przypomina mi się pewna historia z pewnego forum, gdzie ktoś pokazał zdjęcie z totalnie „zamrożonymi” łopatami, na którym to zdjęciu śmigłowiec był w powietrzu a łopaty zarówno śmigła głównego jak i ogonowego po prostu stały w miejscu. Już miały się posypać krytyki, że to model a nie śmigłowiec, że to potężna awaria i śmigłowiec zaraz spadnie, gdy ktoś komentując to zdjęcie bardzo je pochwalił stwierdzając, że to wspaniale, że współczesne aparaty fotograficzne są tak nowoczesne i szybkie, iż potrafią na zdjęciu nawet zamrozić ruch łopat śmigłowca! Brawo! :) Jednak w naszej fotografii zależy nam na czymś zupełnie odwrotnym. Mianowicie na tym, by rozmyć łopaty śmigła a przez to pokazać ich ruch. Cała zabawa polega na tym żeby rozmyć śmigła, a zachować ostry kadłub, podobnie jak przy panoramowaniu, gdzie rozmywaliśmy tło, a staraliśmy się zachować ostrość na statku powietrznym. Żeby to osiągnąć należy się również posiłkować trybem pomiaru ekspozycji z preselekcją czasu (S). To bowiem czas otwarcia migawki będzie dla nas najważniejszym parametrem. Zasadę już znamy. Im dłuższy czas otwarcia migawki, tym rozmycie śmigieł będzie większe, ale też im dłuższy czas, tym trudniej będzie zachować ostrość elementów płatowca, które się nie kręcą. W związku z powyższym należy eksperymentować i dobrać parametry w zależności od umiejętności i warsztatu danego fotografa. Należy pamiętać, że śmigła kręcą się z różnymi prędkościami w zależności od typu statku powietrznego oraz tego, w którym momencie lotu statek powietrzny się znajduje. Inną prędkość obrotową śmigieł (a co za tym idzie inny dobierzemy czas otwarcia migawki) ma wyczynowy samolot akrobacyjny a inną śmigłowiec. Inaczej też śmigła kręcą się podczas startu a inaczej podczas lądowania (lub po nim). W zależności zatem od powyższych uwarunkowań dobieramy czasy od 1/30 do powiedzmy 1/250 sekundy. Powyżej 1/250 sekundy, za wyjątkiem dynamicznego startu, ten ruch będzie widać dość słabo. Ambicją fotografa jest by zamknąć koło śmigła, tzn. zrobić zdjęcie na takim czasie, by rozmycie łopat śmigła utworzyło piękne koło.

Bryza podczas ZLOTU 2008 czas 1/125 sekundy

Dynamiczny przelot Mi-8 podczas ZLOT 2008 czas 1/125 sekundy
W praktyce sugeruję mieć bez względu na to na jakim trybie robimy zdjęcia w danym momencie, ustawiony czas 1/160 sekundy dla trybu S i gdy pojawi się cokolwiek ze śmigłami przełączyć właśnie na ten tryb. Następnie w zależności od tego czy jest to statek powietrzny, którego śmigła kręcą się wolniej czy szybciej korygować odpowiednio ten czas. Pamiętajmy i w tym przypadku o zmianie trybu pracy aparatu jak już śmiglaki zejdą z pokazowej sceny. Heh, ile zdjęć nieostrych powstało w wyniku ot takiego małego zapomnienia. W naszej ekipie świrów lotniczych przyjęła się zasada, że przy zmianie trybu głośno przypominamy sobie o tym wzajemnie. Nie raz i niejednemu z nas to bardzo pomogło :)
Fotografowanie samolotów odrzutowych jak również szybowców czyli statków powietrznych, na których nie występuje ruch żadnych elementów, wydaje się być najprostszym technicznie do wykonania. Nie musimy się skupiać na kombinacjach z rozmywaniem czegokolwiek, a jedynie na tym, by zdjęcie było ostre. Aby osiągnąć ostrość statku powietrznego na zdjęciu musimy dbać o to, by czas był jak najkrótszy (z racji drgań obiektywu), oraz by liczba przesłony była dość wysoka (własności optyczne szkła). O czasy otwarcia migawki martwić się bardzo nie powinniśmy bo jasne niebo nie pozwoli by były one nierozsądnie długie. Optymalna wartość prze-słony natomiast to otwarcie w granicach 6,3- 8. Przy tych wartościach przesłony zdjęcie powinno być zadowalająco ostre. I są to z reguły optymalne wartości dla większości obiektywów. Tak więc w przypadku fotografowania samolotów odrzutowych, szybowców przełączam się na tryb preselekcji przesłony (A), ustawiam przesłonę w zależności od pogody z zakresu 6,3-8. To wszystko dla warunków standardowych przy słonecznej pogodzie. Gdy warunki oświetleniowe są gorsze, gdy jest ciemno, pochmurno i deszczowo to oczywiście trzeba bardziej kontrolować parametry naświetlania. Gdybyśmy pozostawili powyższe ustawienia dramatycznie wydłużyłby się czas otwarcia migawki, co z kolei mogłoby powodować niepotrzebną nieostrość i rozmycie zdjęcia. Aby tego uniknąć delikatnie zmniejszamy liczbę przesłony i o ile to nie wystarcza to podnosimy liczbę ISO z minimalnej na taką, przy której czasy ekspozycji będą akceptowalne czyli od 1/500 sekundy wzwyż (w sensie i krócej). Pamiętajmy, że podniesienie liczby ISO skutkuje większym szumem, no chyba że mamy aparaty z najwyższej półki, to w tym przypadku liczbę ISO można troszeczkę podkręcić i nie wpłynie to znacząco na jakość zdjęcia. Mimo to w każdym aparacie zasada jest taka, że im niższa liczba ISO, tym mniejsze ziarno, mniejsze szumy i zdjęcie jakościowo lepsze. Tyle odnośnie ustawień. Teraz kilka słów o samej technice robienia zdjęć samolotów z napędem innym niż śmigłowy. W przypadku pojedynczo latających samolotów ustawiamy aparat na ciągły pomiar ostrości (AF-C) i oczywiście na zdjęcia seryjne.
Robienie zdjęć seryjnych ma sporo przeciwników. Niestety nie mogę się zgodzić z teorią, że zdjęcia seryjne to nie to. Jeden przykład rozwiewa wszelkie wątpliwości. Mianowicie mam taką serię zdjęć z Axalp, gdzie na ośmiu kolejnych ujęciach jest osiem różnych oderwań strug z F-18. Nie robiąc serii miałbym może jedno z nich i modliłbym się, by było dość ostre i poprawne technicznie. W dynamicznych manewrach niektóre procesy dzieją się tak szybko, że seria jest jedyną akceptowalną opcją uzyskania dobrego zdjęcia. Mówienie, że można trafić jednym klapnięciem migawki właśnie idealnie w pożądany punkt jest niestety fantazjowaniem. Na szczęście tych osób jest coraz mniej. Pragmatyzm bierze górę nad ambitnymi teoriami.
Pamiętamy, że najciekawsze zdjęcia statków powietrznych latających solo osiągamy w momentach, kiedy robią zawroty, zwroty, odlatują od nas, nalatują na nas. Wszystkie manewry na pokazach samoloty wykonują na granicznych wartościach prędkości i przeciążeń a więc trzeba być czujnym. Czekajmy na wyjątkowe momenty, ponieważ bardzo często piloci wykonują różne czynności, których zadaniem jest urozmaicenie pokazu. Potrafi ich być bardzo dużo.
W zakrętach oraz podczas przelotów z dużymi prędkościami przy odpowiedniej wilgotności powietrza tworzą się na płatowcach kapitalne oderwania strug powietrza.

F-18 Axalp 2007 i szaleństwo strug na skrzydłach

F-18 pięknie zrywa strugi podczas pokazów w Axalp (Szwajcaria) 2008
Urzekający jest widok rozgrzewającego powietrze i zmysły dopalacza; zarówno z boku (popularna „marchewa”) jak i z tyłu (tzw. „grill”).

Płomień dopalacza w kształcie "marchewy" F-16 i NATO Days Ostrava (Czechy) 2008

Płomień dopalacza widziany od tyłu "grill" F-16 i CIAF Brno (Czechy) 2008
Piloci podczas pokazu mogą wypuścić podwozie pięknie świecąc nam prosto w obiektyw światłami do startu/lądowania lub, co jest chyba najbardziej spektakularne, odpalać całe serie flar.

"Latający Holender" smugacze i flary, F-16 i Radom 2005

Show z flarami! Cougar Axalp (Szwajcaria) 2008

Atak flar! F-16 ze smugaczami podczas CIAF Brno (Czechy) 2008
Wszystkie te elementy dzieją się często w bardzo zaskakujących momentach więc samolot trzeba non stop prowadzić w wizjerze z palcem na spuście gotowym do strzału. Do pokazów danego samolotu dobrze jest też się wcześniej przygotować. Piloci najczęściej latają według ściśle określonego planu, który niejednokrotnie jest publikowany na stronie internetowej danego samolotu czy grupy akrobacyjnej. Tak na pewno mają wszystkie figury rozpisane Holendrzy ze swoim F-16. Przy poświęceniu odrobiny czasu, można już wcześniej wiedzieć, w którym momencie będą wykonywane różne figury lub co ważniejsze, w którym momencie pilot odpali flary. Jeszcze ciekawiej sytuacja wygląda wtedy, gdy samolot lata ze smugaczami.
Smugacze generują dym znaczący tor lotu samolotu. Smugi same w sobie są bardzo efektowne a w połączeniu z samolotem często w bardzo dynamicznych pozach potrafią tworzyć zaskakujące figury i układy na niebie.

Smugacze znaczą tor szalonego lotu Jurgisa Kairysa na samolocie Suchoj Su-26. Bardzo ważne tło. Góraszka 2008
Dlatego w takich okolicznościach przełączam tryb pomiaru ostrości na pojedynczy (AF-S) i staram się kadrować obraz w inny sposób niż w taki, w którym samolot jest w środku kadru. Dbajmy o to, by zdjęcie stanowiło kompletny, artystyczny obraz. Skupmy się nie tylko na samym statku powietrznym ale również na reszcie kadru, w który możemy wkomponować i dym ze smugaczy i chmury i cokolwiek chcemy by oddać panujący klimat, piękno. Starajmy się, by to zdjęcie nie było nudne. Pracujmy nad tłem. Nie można go pomijać w fotografii lotniczej. Jest ono szalenie istotne bo dodaje całemu zdjęciu klimatu. W podobny sposób co samolot ze smugaczem fotografujemy zespoły akrobacyjne. Tu szansa stworzenia pięknego obrazu znacząco wzrasta. Jesteśmy w stanie zapełnić cały kadr samolotami a jak jeszcze każdy z nich generuje dym (nierzadko kolorowy), to zabawa jest rewelacyjna!

Red Arrows podczas pokazu w Radomiu 2005
Jeżeli chodzi o ustawienia to pozostawiamy pomiar ostrości w trybie pojedynczym (AF-S), pomiar ekspozycji z preselekcją przesłony (A) na optymalnych wartościach przesłony dla osiągnięcia najlepszej ostrości. Sytuacja się lekko komplikuje, gdy zespół akrobacyjny składa się ze statków powietrznych napędzanych śmigłami. Wtedy pamiętać tylko musimy o przełączeniu się na tryb preselekcji czasu (S) i ustawienia go tak, by śmigła były odpowiednio rozmyte, o tym to już dobrze wiemy :)

Zespół akrobacyjny Orliki podczas pikniku lotniczego w Mińsku Mazowieckim 2008
Generalnie podczas fotografowania zespołów akrobacyjnych bądźmy bardzo czujni. Oczy dookoła głowy ponieważ program z reguły ma scenariusz nastawiony na zaskoczenie widzów. Naloty z kilku stron jednocześnie, efektowne mijanki, wszystko się dzieje na dużej prędkości i kto jak kto ale my nie możemy być zaskoczeni. Podczas samego pokazu też dobrze jest zmieniać ustawienia w zależności od tego, co ma się w danym momencie wydarzyć. Czasem samoloty przelatują na jakimś tle i wtedy dobrze jest panoramować. Do tematu mijanek też można podejść dwojako. Albo robić je z dłuższymi czasami by oddać względną prędkość mijania, albo ustawić czas minimalny by zamrozić statki powietrzne w ciekawej kolizyjnej pozie :) Jeżeli chodzi o dramatyczne, mrożące krew w żyłach mijanki na pokazach to chciałbym pokazać jedno zdjęcie jak one wyglądają tak naprawdę. Są świetnie wyreżyserowanym wydarzeniem dla publiki a tak naprawdę bardzo bezpiecznym dla pilotów.

"Dramatyczna" mijanka polskich Iskier widziana jakby "od kuchni" CIAF Brno (Czechy) 2008
Jakimi obiektywami wykonujemy powyższe zdjęcia? Pamiętajmy, że tak jak do fotografowania pokazu solo możemy używać długiego obiektywu ze stałą ogniskową, tak przy fotografowaniu zespołów akrobacyjnych najlepiej jest użyć obiektywu o zmiennym zakresie ogniskowych. Czegoś w rodzaju 70-300, 100-400 lub podobnych. Czasem przy efektownych rozejściach, gdy statki powietrzne są nad nami dosłownie wszędzie, przydaje się też i coś jeszcze szerszego. Oczywiście to nie jest powiedziane, że tak trzeba! W fotografii lotniczej jak w każdej innej wszelkie chwyty są dozwolone, a przełamywanie standardów często jest nagradzane uzyskaniem wyjątkowych ujęć. I tak można szerokim obiektywem fotografować pokaz solo pokazując piękną interakcję z jakimiś elementami ot choćby z płaszczyzny lotniska. Można też, i jest to często stosowane, fotografować zespoły akrobacyjne przy użyciu długich teleobiektywów. Można wtedy pokusić się o pokazanie w kadrze ciekawych układów linii pomiędzy poszczególnymi maszynami będącymi w takiej czy innej figurze lub choćby twarzy poszczególnych pilotów :) Dlatego po raz kolejny wychodzi zasada, o której już pisałem, by na pokazy zarezerwować sobie kilka dni i wykorzystać powtarzalność programu focąc ten sam pokaz kilkoma różnymi typami obiektywów. Fotografując obiektywem o długiej ogniskowej bardzo często zdarzy się sytuacja, że statek powietrzny po prostu nie zmieści się w kadrze. No i bardzo dobrze! Zasada o pokazaniu całej sylwetki samolotu w ciasnym kadrze jest tak samo dobra jak ta, która mówi, że w ujęciu portretowym powinna być w kadrze cała głowa modela. Guzik prawda.

Obcięte skrzydła szybowca Jerzego Makuli na pikniku lotniczym Góraszka 2008

Obcięty 29-ty podczas kołowania w Mińsku Mazowieckim w 2009 roku

Ucięty F-18 podczas przelotu w Axalp (Szwajcaria) w 2008 roku
Kadrowanie powinno prowadzić wzrok oglądającego zdjęcie i sterować jego emocjami. Jeżeli nauczymy się tak kadrować to możemy być pewni, że nasze zdjęcia najogólniej mówiąc, będą się podobać nie tylko z uciętymi skrzydłami. Urozmaicenia wzbogacają a efekty bardzo często mogą zaskoczyć nawet nas samych. Pamiętajmy też o tym, że każdego dnia może być inna pogoda, inne warunki oświetleniowe oraz każdego dnia może wydarzyć się coś, co nie wydarzy się w innym dniu lub innym momencie. Nie raz odpuszczałem robienie danych ujęć przekładając to na kolejny dzień gdy tegoż kolejnego dnia okazywało się, że to wczoraj to była jedyna i niepowtarzalna okazja (dla przykładu F-22 Raptor podczas treningów w Fairford w 2008 roku... następnego dnia odwołano pokazy).
Fotografia lotnicza jak żadna inna jest niepowtarzalna. Tak wiele jej aspektów jest tak zmiennych, że można fotografować dokładnie te same maszyny w tym samym układzie i o tej samej godzinie podczas dwóch dni pokazów a osiągać totalnie różne zdjęcia. Niestety w lotnictwie przydarzają się też wydarzenia, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Myślę tu choćby o nagłych załamaniach pogody czy katastrofach lotniczych. Każde z wymienionych od razu przerywają odbywanie się pokazów i jak nie zrobiliśmy danych ujęć to już na tych pokazach szansy niestety nie będzie. Trzeba robić zdjęcia jak tylko się da tu i teraz, bez kombinowania że jutro zrobię to i owo.
Jak już wspomniałem o pogodzie to pociągnę temat dalej. Pamiętajmy, że nie zawsze ładna słoneczna pogoda jest idealna a pochmurno-deszczowa zła. Podczas każdych warunków atmosferycznych występują pewne ograniczenia i pewne korzyści.
Piękne słoneczko, czyste błękitne niebo i wysoka temperatura wielu z nas kojarzy się właśnie z idealnymi warunkami. Dla potrzeb fotografii lotniczej nie zawsze. W takich warunkach mamy nudne niebo czyli mało efektowne tło, duże przepalenia na elementach płatowca połączone z czarnymi ostro odciętymi cieniami oraz zmorę fotografów lotniczych – rozgrzane falujące powietrze. Przez ową tzw. „termikę” możemy zapomnieć o dobrych zdjęciach startujących/lądujących maszyn lub zdjęciach z niskimi przelotami. Termika jest zła! Czy zawsze? :) Nie zawsze bowiem zależy nam na super ostrej focie ze wszystkimi detalami, prawda? Tak więc gdy wszyscy opuszczają obiektywy z uwagi na termikę, my pobawmy się w "inne" zdjęcia. Co powiecie na zdjęcie statyki przy złej termice z odległości ponad kilometra z obiektywem 500mm? Albo o UFO na pasie startowym?

Statyka w termice z odległości ponad kilometra z obiektywem 500mm Mińsk Mazowiecki 2009

MiGi-29 jako UFO na pasie w Mińsku Mazowieckim 2009
Słoneczna pogoda będzie jeszcze do zaakceptowania, jeżeli na niebie wypiętrzą się cudne cumulusy oraz powieje przynajmniej przy ziemi rześki wiatr, który zniesie termikę.
Gdy natomiast jest pochmurno czy nawet deszczowo to trzeba bardziej uważać na parametry zdjęcia by nie przesadzić z czasem naświetlania. Gęste, burzowe, postrzępione chmury, duża wilgotność powietrza już same z siebie dają piękny malowniczy efekt. Jeżeli dołożyć do tego kapitalnie odcinające się od tła statki powietrzne, dodać efekty jakie powoduje wszechobecna duża wilgotność (efekty na płatowcach, w okolicach wlotów do silników czy obracających się śmigieł) oraz jako wisienkę na torcie - przebijające przez chmury promienie słońca - to śmiało możemy uznać takie warunki jako wręcz idealne.

F-16 z Thunderbirds w roli odkurzacza. Wir przed wlotem powietrza potrafi zassać nawet duże śruby. Krzesiny 2007

Wilgotne powietrze a sprawa wirujących łopat. Axalp (Szwajcaria) 2007
Pamiętajmy też, że powietrze po deszczu jest wspaniale oczyszczone a odchodzące chmury deszczowe (burzowe) mogą stanowić idealne ciemno-granatowe tło, będące rzadkością podczas pokazów i niezłym rarytasem dla nie tylko lotniczych fotografów.

F-16 ląduje a w tle gęste burzowe chmury po nawałnicy. Krzesiny 2007
Osobiście żałuję, że tak mało imprez lotniczych odbywa się zimą. Zimą nawet podczas słonecznej pogody nie ma termiki a gorące spaliny wydobywające się z dysz wylotowych i wpadające w zimne zimowe powietrze, potrafią stworzyć kapitalny efekt falowania powietrza. Dołóżmy do tego wszędobylski śnieg i mamy bingo!

F-18 i gorące powietrze zimą. Axalp (Szwajcaria) 2008
Dlatego tak bardzo liczę na pokazy w Axalp, gdzie prawdopodobieństwo wystąpienia śniegu jest bardzo duże. Przerysowałem trochę warunki pogodowe dla powyższych przypadków ale chciałem przez to pokazać, że nie ma co się przed pokazami nastawiać, że pogoda może być rewelacyjna lub beznadziejna. W każdych warunkach jesteśmy w stanie zrobić nasze wymarzone zdjęcie, wystarczy tylko pozytywne nastawienie. Ja osobiście jestem najbardziej zadowolony, gdy w prognozie pogody na dzień pokazów widnieje słonko z chmurką :)
Kończąc opowieść o fotografowaniu na pokazach lotniczych nie sposób nie napisać o ludziach lotnictwa. Zarówno o tych, którzy tworzą ów niepowtarzalny nastrój – pilotach, jak i o naszych towarzyszach – fotografach lotniczych czy choćby o zwykłych widzach. Pamiętajmy o tym, że piloci latają głównie dla nas i są to bardzo otwarci, weseli ludzie. Nie wstydźmy się do nich pokiwać w podziękowaniu za wspaniały pokaz. Jestem przekonany, że odwdzięczą się nam czymś, co pomoże nam w decyzji czy robić czy nie robić i im zdjęć. Zdecydowanie robić. Zarówno im jak i nam zależy na tym, by były one jak najciekawsze.

Pilot B-25 Mitchell a głównie jego akcesoria :) Góraszka 2008

Zimny łokieć pilota Pilatusa PC-6 :) CIAF Brno (Czechy) 2008

Dziewczyna z Team Guinot w towarzystwie Liberty Belle. Flying Legends Duxford (Anglia) 2008
Czasem podczas najbardziej dramatycznych momentów na pokazach dobrze jest zmienić kierunek fotografowania z wariującego nad nami statku powietrznego na kolegów obok nas wyposażonych w swoje długie lufy pięknie, równolegle ułożone w kierunku głównego bohatera danej chwili. Możemy mieć super zdjęcie tzw. backstage’owe, które w naszym archiwum odda klimat panujący podczas danych pokazów.

Przypadkowo "złapany" wynalazca i moi przyjaciele z grupy "Lotniczych świrów" Góraszka 2008
Podobnie sytuacja się ma w temacie osób nie fotografujących. Możemy potrenować naszą spostrzegawczość wyszukując jakieś ciekawe historyjki, które wokół nas na pokazach się dzieją. Każdy bowiem, kto przyszedł na pokazy, miał w tym działaniu jakiś cel. Czasem bardzo ukryty. Czy uda nam się odgadnąć jaki?

Wybieg, Fotografia i Lans... różne cele przyjścia na pokazy :)
Pokazy lotnicze dobiegły końca. Czas zająć się materiałem uzyskanym podczas ich trwania - naszym łupem. Jest tego w zależności od imprezy dużo lub bardzo dużo. Około 50 GB zdjęć z jednej imprezy to nierzadko standard. Takie ilości są najczęściej efektem wykonywania zdjęć seryjnych czyli niczym innym jak robieniem wszystkiego co się da by zniwelować ilość nieudanych technicznie trafień, bądź chęcią ustrzelenia właśnie tego a nie innego ujęcia. Co z tym zrobić dalej? Ja osobiście pierwszą selekcję robię na bieżąco w przerwach na pokazach. Przeglądam ustrzelone zdjęcia na monitorze aparatu i od razu kasuję te ewidentnie nieudane. Jako że zdjęcia były robione całymi seriami to należy też wybrać te najlepsze z najlepszych. Dla pewności co do tego czy ostrość znajduje się tam gdzie powinna w kadrze, powiększam fotkę na wyświetlaczu do 100% i będąc na tym „powiększeniu” przeglądam kolejne kadry w najbardziej mnie interesującym miejscu pod kątem ostrości. Rozrzut potrafi być spory i niestety fotki nie dość ostre nie przechodzą do kolejnego etapu. Po zakończonych pokazach robię raz jeszcze taką selekcję niejednokrotnie kasując całe serie zdjęć gdy okaże się, że seria zrobiona pół godziny później była o wiele lepsza od swoich poprzedniczek. Tak wyselekcjonowane zdjęcia zrzucam z karty pamięci do komputera a następnie przeglądam je już na dużym ekranie. Niestety bardzo często okazuje się, że wyświetlacz aparatu pokazuje nam nasze prace ładniejszymi niż one są w rzeczywistości. W wyniku tego oświecenia kolejne zdjęcia lądują w koszu. Po tej selekcji wsadowo zmieniam nazwy wszystkich zdjęć z danego dnia imprezy. Od wielu już lat nazywam wszystkie zdjęcia w tym samym formacie, a mianowicie: rok_miesiąc_dzień_nazwa imprezy_kolejny numer. W ten sposób mam posegregowane wszystkie zdjęcia w komputerze i trafiając na jakiekolwiek z moich zdjęć od razu wiadomo kiedy było zrobione i na jakiej imprezie.
Po takim wyborze zdjęć zaczyna się zabawa w wywoływanie RAW-ów. Zdjęcia zrobione w formacie RAW (NEF) można poddać bezstratnej korekcie wielu parametrów. Oczywiście z tym „bezstratnie” jest trochę przesady ale w pewnych granicach na pewno nie stracimy na jakości . Otwieram zatem całą serię zdjęć i przeglądam każde po kolei, czy ewentualnie nie trzeba czegoś tak na szybko poprawić. Piszę tu o podstawowych „suwakach” z programu Adobe Photoshop CS3. Są nimi dla mnie: balans bieli, barwa, ekspozycja, jasność, kontrast, światło w cieniach oraz nasycenie kolorów. Podczas obróbki RAW-ów również pewna część zdjęć odpadnie. Wystarczy inny podgląd i od razu widać pewne błędy czy powtórzenia kadrów. Stąd ta kolejna eliminacja na moim już bardzo gęstym sicie.
Te zdjęcia, które mają zaszczyt pozostać po korektach są otwierane już do ostatecznej obróbki. Ta z kolei rozpoczyna się od ostatecznego kadrowania zgodnie ze wcześniejszym zamysłem, który był w głowie już od momentu pstryknięcia. To "ostateczne" kadrowanie jest prawdopodobnie najważniejszym elementem w całym procesie robienia zdjęcia. O kadrowaniu było już wcześniej podczas fotografowania. Jednak surowe pliki z aparatu często dalekie są od ideału w temacie kadrowania właśnie. Teraz jest najlepszy moment na dopieszczenie kadru bądź totalne przekadrowanie całości. Kadrując zdjęcia lotnicze posiłkujemy się ogólnymi zasadami kadrowania, które od wieków znane są wszem i wobec lub... łamiemy je, wprowadzając w życie własne koncepcje :)
Nie zapominajmy jednak o kilku podstawach, których łamać się nie powinno.
Zasada mocnych punktów. Już pradawni artyści odkryli, że niektóre obrazy przedstawiające tego samego modela i wykonane tą samą techniką lecz z jego innym graficznym położeniem w kadrze bywają albo przykuwające wzrok albo... nudne. Odkryto zasadę trójpodziału kadru i określono tzw. mocne punkty. Są to najogólniej mówiąc miejsca, na które mimowolnie podąża uwaga oglądacza. Znajdują się one mniej więcej (grube przybliżenie!) w 1/3 wysokości i szerokości kadru. Teoria jest dość potężna (zapraszam do innych lektur) ale generalnie chodzi o to, żeby nie umieszczać elementów, na które chcemy by uwaga była zwrócona, w centralnym miejscu kadru. Umieszczać je należy we wspomnianych mocnych punktach. Kadr robi się bardziej dynamicznym a przez to ciekawszym.
Powietrze do lotu. Statek powietrzny zarówno w realu jak i na zdjęciu musi mieć powietrze - przestrzeń do swojego lotu. Nie można umieścić samolotu nawet w mocnym punkcie, zwróconego przodem do brzegu zdjęcia bez miejsca (powietrza) do lotu. Dobrze jest jak główny obiekt wlatuje w zdjęcie i ma na zdjęciu dokąd lecieć. Oczywiście jest to ogólna zasada, od której jest bardzo dużo odstępstw. Wszystko zależy od danej sytuacji i tego co w danym momencie statek powietrzny wyprawiał :)

Przykład dobrego kadrowania z umieszczeniem obiektu w mocnym punkcie i tzw. powietrzem do lotu

Przykład kadrowania z umieszczeniem obiektu w mocnym punkcie ale bez powietrza do lotu

Kadr nazwijmy go spotterskim, uwielbiany na stronie np. airliners.net. Centralnie i bez powietrza ale najlepiej widać samą sylwetkę
Klarowny kadr. Osoba oglądająca nasze zdjęcie musi od razu wiedzieć co mieliśmy na myśli je robiąc i co chcemy pokazać, przedstawić. Musi od razu wiedzieć czy zależało nam na pięknie, na dynamice, na ciekawej historii, na dramacie, na interakcji statku powietrznego z chmurami, ludźmi itd. Kadru nie wolno zaśmiecać! Jak mamy jakiś pomysł, jakąś myśl to skupmy się na jej uwypukleniu oraz na zamaskowaniu lub usunięciu elementów, które ową idee zakłócają lub odrywają od niej uwagę. Możemy to zrobić przez odpowiednie cięcie kadru lub małą ingerencję stempelkiem :)
Każdy element kadru ważny. Kadrując musimy zawsze analizować co jest na zdjęciu i po jaką cholerę :) Główny motyw, tło, oraz różne inne elementy zdjęcia muszą spełniać konkretną, ściśle określoną rolę. Chmury, smugi, drzewo, księżyc, cokolwiek skoro już musi być w kadrze (poza motywem głównym) to niech będzie tak umieszczone by w kadrze panowała optyczna i emocjonalna równowaga. Nie można zostawić połowy kadru pustego, o nieokreślonej funkcji.
Po odpowiednim skadrowaniu zdjęcia zabieramy się do usuwania wad. Wady o których piszę, to głównie skazy i paprochy znajdujące się na matrycy, które przy dużych liczbach przesłony bywają przeraźliwie widoczne a ich stemplowanie to żmudny ale zawsze opłacalny proces. Po zakończeniu powyższych operacji oglądamy zdjęcie zarówno na pełnym podglądzie jak i w widoku powiększonym i analizujemy czy wszystko już jest dokładnie tak jak sobie to wyobrażaliśmy. Można ostatecznie jeszcze podciągnąć lub zmniejszyć kontrast, poziomy, nasycenie lub wyostrzyć „do smaku” :) Szczególnie z tym ostatnim nie ma co przesadzać, bo przeostrzone zdjęcie psuje cały efekt i wszystko co zrobiliśmy do tej pory bierze w łeb.
Poprawianie rzeczywistości. Unikajmy sztuczności. Starajmy się, by zdjęcie było jak najbardziej naturalne i zbliżone do tego co widzieliśmy w wizjerze aparatu. Uważam jednak, że jedynym ograniczeniem w tworzeniu fotografii jest nasza wyobraźnia. Czasem niestety trzeba coś poprawić by zdjęcie podciągnąć jak najbardziej do naszej wizji. Coś co albo przypadkowo weszło bądź nie weszło w kadr albo nie dało się w żaden sposób ominąć podczas robienia zdjęcia. Oczywiście jeżeli już, to operacje „poprawiania rzeczywistości” robimy jedynie na zdjęciach, na których nam najbardziej zależy. Wiem, wiem... Dla wielu czytających, ingerencja w zdjęcia poza korektą kolorów, poziomów itd. jest niedopuszczalna. Przyglądając się jednak bliżej twórczości wielu z tych zagorzałych przeciwników Photoshopa odkrywam, że i im zdarza się niejednokrotnie użyć stempelka nie tylko do usuwania paprochów :) Moim zdaniem jest to niepotrzebna hipokryzja. To jest jednak osobista sprawa każdego co przy zdjęciach robi i do czego się przyznaje :) Ja sugeruję tylko to, że w sytuacji gdy zrobimy naprawdę rewelacyjną fotkę, a do pełni szczęścia brakuje nam naprawdę niewiele, to zróbmy wszystko by doprowadzić dane zdjęcie jak najbliżej do naszej wizji. Dla przykładu pokażę krótką historię zdjęcia antrez'a. Robiąc serią zdjęcia F-18 w Axalp, zupełnie przypadkiem w kadr wleciała druga maszyna a Grzesiu pstryknął ostatnią klatkę z serii. Zdjęcie przedstawia rewelacyjny moment i bardzo ciekawy układ linii. Ma jednak jeden mankament: ucięte skrzydło samolotu z pierwszego planu. To ucięte skrzydło w zasadzie dyskwalifikuje zdjęcie. Zdjęcie, które może być jego najlepszym z tego wypadu. Czy można je trochę poprawić? Tu każdy może i powinien na ten temat mieć swoje zdanie. Ja uważam, że tak! Bo cel uświęca środki w tym przypadku. Tym bardziej, że on tam był, robił te zdjęcia a zabrakło dosłownie kilku stopni pochyłu aparatu. Korzystając ze zdjęć z tej samej serii udało się "dosztukować" skrzydło. Zmieniłem też odrobinę kąt zdjęcia i skadrowałem w kwadrat dzięki czemu zdjęcie wg mnie zyskało bardzo na dynamice. Czeka mnie ogień piekielny?

Rewelacyjny moment lecz ucięte skrzydło. Axalp 2008 fot. Grzegorz Brzeziński "antrez"

Dorobione przeze mnie skrzydło w PS CS3 na fotografii antreza
Inaczej sprawa się ma oczywiście, gdy od początku zakładam totalną ingerencję w zdjęcie. W takiej sytuacji jest to zamysł realizowany konsekwentnie od początku powstania pomysłu do ostatecznej publikacji zdjęcia szerokiemu gronu.

Zdjęcie od początku było robione pod obróbkę stylizującą je na fotkę archiwalną. P-51D Mustang Góraszka 2005

O podobną stylizację aż się prosił poczciwy Bleriot XI. Flying legends Duxford 2008

Sfotografowana w muzeum na Lublinku była salonka I Sekretarza Władysława Gomułki (Ił-14) od początku miała być "ożywiona". Tak mi się żal zrobiło tej przepięknej a jednak rdzewiejącej konstrukcji. Chociaż tyle mogłem zrobić. Łódź 2008
Istotną rzeczą jest to, by po obrobieniu zdjęcia zapisać je w pliku o maksymalnej wielkości. Zmniejszyć zawsze zdążymy zgodnie z zasadą, że lepiej kijek obcinkować niż go później pogrubasić :) Gdy mamy już obrobione i zapisane wszystkie zdjęcia z danej imprezy, a jest ich nierzadko około 400-500 szt. następuje kolejny etap.
Bardzo ważny i dla wielu bardzo trudny. Etap wyboru prac do prezentacji szerszemu gronu. Zazwyczaj po obróbce posiadamy wiele bardzo podobnych do siebie ujęć, na których mimo wszystko nam zależy. W jednym jest jakieś światełko, w drugim smuga, w trzecim widać pilota, czwarte jest super ostre a piąte mniej ostre ale lepiej ujęte. Te zdjęcia dla osoby, która patrzy z zewnątrz nie będą się między sobą wiele różnić, a tylko niektórzy zobaczą te subtelne różnice. Należy zatem dokonać dobrego wyboru. Często drastycznie odrzucić zdjęcia które nam się tylko bardzo podobają a zostawić te, które nam się podobają bardzo-bardzo! Nie robiąc tego sprawimy, że nawet te dobre-dobre nie zostaną zauważone. Oglądający naszą twórczość gdy zobaczy, że zdjęcia są takie same (dla niego) zacznie mniej interesować się ich treścią i miast ich przeżywania – po prostu je tylko pobieżnie poprzegląda. Innymi słowy – zanudzimy go całą masą podobnych kadrów przez co nie będzie w stanie dostrzec w naszych zdjęciach nawet odrobiny tego, co my w nich widzimy. Zdjęcia powinny być wybrane tak, by każde kolejne zdjęcie prezentowało zupełnie inną sytuacje, zupełnie inny moment, żeby każde kolejne zdjęcie po prostu zaskakiwało. Zawsze lepiej jest pokazać mniej zdjęć a w razie zachwytów rozszerzyć ten wachlarz niż zanudzić widza całą masą bardzo do siebie podobnych ujęć.
W celach prezentacji zdjęć w Internecie należy je odpowiednio do tego przygotować. Zdjęcia oczywiście zmniejszamy do rozmiarów, jakie będzie w stanie pokazać większość używanych obecnie monitorów. Najczęściej jest to wymiar poziomy maksymalnie ok. 1000 pikseli i pionowy nie więcej niż 700. Przygotowywanie większych plików mija się trochę z celem bo skoro zamierzamy pokazać zdjęcie to powinniśmy się starać, by można je było obejrzeć w całości - bez konieczności przewijania. Zmniejszając zdjęcie do rozmiarów internetowych nie zapomnijmy o lekkim wyostrzeniu po zmniejszeniu. Lekkim! Bo często widzi się w sieci zdjęcia przeostrzone a wygląda to niefajnie. Można też po zmniejszeniu lekko zredukować szum o ile taki występuje.
Ze zdjęć, które opublikujemy choćby na swojej stronie internetowej i tak przy dobrych wiatrach tylko tych kilka najlepszych zostanie jakoś zapamiętanych. Taka jest niestety/stety prawda dotycząca fotografii lotniczej. Gdyby zatem tylko dla tych kilku „the best of the best” fotek robiło się to wszystko o czym napisałem w niniejszym opracowaniu, to na pewno by się to nie opłacało. Natomiast wspólne przeżywanie tego wszystkiego co nam towarzyszy podczas zabawy w fotografię lotniczą sprawia, że jest to pasja bez której nie da się żyć! :)
Przepraszam Was, jeśli doczytaliście do tego miejsca. Można było nie tracić tych kilkunastu minut a od razu przeczytać najważniejsze - czyli to co poniżej. Skoro jednak doczytaliście to znaczy, że chociaż trochę Was to zainteresowało. Miałem straszną frajdę podczas pisania tego poradnika. Dziękuję Wam za uwagę i do zobaczenia gdzieś podczas lotniczego świrowania :)
Sezon lotniczy A.D. 2009 uważam za... otwarty! :)
NAJWAŻNIEJSZE!
Jeżeli chcesz zrobić wyjątkowe zdjęcie to zrób je zupełnie inaczej niż wszyscy. Zmień drastycznie ustawienia sprzętu. Idź w wyjątkowe miejsce. Nie bój się „złej” pogody. Kadruj przełamując kanony kadrowania. Pokuś się o inny rodzaj obróbki.
Wszystkie chwyty dozwolone a jedynym ograniczeniem przy tworzeniu zdjęcia niech będzie Twoja wyobraźnia.
Nie pozwól sobie na stracenie jakiejkolwiek okazji na zrobienie zdjęć. Nie odkładaj niczego na później bo może się okazać, że "późnieja" już nie będzie.
Nie rób tylko „zdjęcia samolotu” a stwórz odpowiadający danej sytuacji, opowiadający jakąś historię, pełny dramaturgii i klimatu „obraz lotniczy”. Pamiętaj, że obraz powinien być ciekawy, zawierać główny motyw odpowiednio wkomponowany w tło.
Baw się w fotografię i lotnictwo. Pokochaj i jedno i drugie. Skup się na dobrej zabawie i przeżywaniu a efekty fotograficzne przyjdą same. Odwrotnie może być ciężko.
PS. Chciałbym w tym miejscu podziękować bardzo wszystkim świrom lotniczym, którzy znoszą moje towarzystwo na wszelkich imprezach w kraju i za granicą a w szczególności (kolejność przypadkowa i wybaczcie małe litery): hlynur, dyziek, sqpien, qna, mars, sl@wcio, elbzynio, golden, seamoon, goldie, joa, kichu1979, kurczak, antrez, deoc, mark1957, vitter, fms, maldek, drzemi, metalmax (olo), zdun, tompac, muflon, qcheese, wilk325(zobaczymy czy się wkręci :) a korespondencyjnie na pewno (bo nie byliśmy nigdzie razem ale wiem, że to ta sama częstotliwość!) michaelsoncam :)
Bez Was to nie byłoby to!

